Nowy numer 49/2022 Archiwum

Trzeba się przełamać

Spod ich rąk wyjdą twarze świętych, prace pełne symboli i znaczeń. Choć nie wszyscy mają talent plastyczny, miewają kryzysy, popełniają błędy, końcowy efekt zaskakuje. Przez dni spędzone z ikoną prowadzi ich modlitwa.

Przełamać się

Na początek nowi uczestnicy zajmują się prostszymi technicznie wizerunkami. Do nich należy Jezus Chrystus Pan Wszystkiego, czyli Pantokrator, a także Matka Boża Niosąca Ducha Świętego, czyli Pneumatofora. Chętni mogą później sami wybierać temat – stąd można zobaczyć powstałe na innych spotkaniach ikony np. św. Szarbela, Matki Bożej Miłosierdzia (czyli Ostrobramskiej), archanioła Gabriela czy św. Rity.

Pani Ewa podejmie się stworzenia ikony przedstawiającej archanioła Gabriela. Nie boi się nowego poziomu trudności, lecz kryzysu, który ponoć przychodzi u każdego twórcy ikon.

– Mam doświadczenie z początkowego etapu, gdzie jest bardzo dużo zapału i chęci. Jednak w pewnym momencie robi się bardzo trudno. Przychodzi kryzys. I tak faktycznie się stało. Doszedł do niego każdy. Rzeczywiście przyszedł moment, w którym zatrzymaliśmy się w pracy, patrzyliśmy, zastanawialiśmy się nad tym, jaki powinien być kolejny ruch. I tak mijały godzina, dwie, trzy… Patrzymy i dochodzimy do wniosku, że nic więcej już nie namalujemy. W głowie mamy jedną myśl – nie potrafię już nic więcej zrobić. Ostatecznie na tę słabość jest tylko jedno rozwiązanie – trzeba po prostu się przełamać. Bardzo dużo daje wspólnota, bo poszczególne osoby interesują się, przychodzą, doradzają, podnoszą na duchu – mówi pani Ewa.

Odniesienie do wspólnoty jest ważne, ponieważ trudno nie dostrzec gwaru i pewnego rozgardiaszu, jaki panował w sali. Na szczęście jest to tylko efekt początkowych emocji. Z czasem grupa pogrąża się w pracy w ciszy, przerywanej niekiedy prośbą o pomoc. Tego ma zamiar doświadczyć Wiesława Wołyczko, która w końcu się przełamała i przyszła na warsztaty.

– Jestem tu po raz pierwszy. Już od kilku lat chciałam wziąć w nich udział. Pragnienie narodziło się, kiedy dzieci przywiozły mi z wczasów w Bułgarii ikonę z jednej z cerkwi. Malutka, ale piękna, nie dawała mi spokoju. Słyszałam w parafii ogłoszenia o warsztatach i nawet pomyślałam, żeby się zapisać. Przegapiłam jeden, potem drugi termin zapisów, a teraz namówiła mnie moja koleżanka. Cieszę się, bo bardzo chciałam spróbować. Czy dam radę napisać taką ikonę? Nie mam pojęcia. Mam wielką nadzieję, że tak. Zwłaszcza że nie przychodzę z powodu nadmiaru czasu. Pracę mam zmianową, dlatego aby przyjść tutaj w sobotę, musiałam pozamieniać się w pracy z innymi – mówi pani Wiesława.

Po 8–9 tygodniach i sobotnich spotkaniach ikony, które powstaną podczas warsztatów, zostaną pobłogosławione i będą mogły powędrować do miejsc, które zostały wybrane na początku pracy – do własnych domów albo do osób, które artyści chcą ubogacić modlitwą wizerunku ikony.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Reklama

Zapisane na później

Pobieranie listy