Nowy numer 47/2020 Archiwum

Kasata bez zasad

Podczas jednego dnia na Dolnym Śląsku zostały zlikwidowane wszystkie katolickie zakony. Edykt kasacyjny podciął skrzydła śląskiego Kościoła, ale nie zniszczył ducha zakonników.

W piątek 30 października przypadnie 210. rocznica podpisania przez króla Prus Fryderyka Wilhelma III edyktu o kasacji katolickich zakonów na Śląsku. Przyczyn, które doprowadziły do tej tragicznej dla Kościoła decyzji, było wiele. Żadna z nich jednak nie usprawiedliwiała odbierania majątku ani tym bardziej bezpośredniej likwidacji zgromadzeń zakonnych na Śląsku.

Zmiany te przypadły na czas głębokich przemian gospodarczych oraz politycznych w całej Europie. Panowały idee oświeceniowe, państwa świeckiego. Przetestowała je Francja w ramach rewolucji, Austria (wprawdzie katolicka) w reformach józefińskich (m.in. kasaty zakonów) czy Rosja w absolutyzmie carów, kiedy to uderzenia w zakony były formą represji na poddanych narodowości polskiej. We Francji już w 1790 roku uchwała Zgromadzenia Narodowego głosiła, że uznaje za sprzeczne z zasadą wolności człowieka, a zatem nieważne, uroczyste śluby zakonne, i skasowała wszystkie zakony, w których śluby takie były składane.

Pamiętna noc

Aby zrozumieć, dlaczego władze protestanckich Prus zdecydowały się na uderzenie w katolickie zakony, trzeba cofnąć się do roku 1741 i wojen Prus z Austrią. Wówczas to protestanckie Prusy zawładnęły bogatym katolicko-protestanckim Śląskiem. W przeciwieństwie jednak do innych krajów związkowych, tworzących Królestwo Prus, Śląsk był wyłączną domeną władcy. Król nie musiał więc liczyć się z miejscowymi mieszkańcami (szlachtą, stanami kupieckimi) w taki sam sposób jak w pozostałych częściach królestwa.

Dlatego kiedy w 1807 roku upokorzony król Prus był zmuszony podpisać układ pokojowy z Napoleonem Bonaparte i w ramach ugody musiał zapłacić aż 140 mln franków kontrybucji, swoją uwagę skierował na majątki katolickich wspólnot.

Wydał więc edykt, w którym padły sformułowania o potrzebie spłacenia kontrybucji wojennych, a także o tym, że istnienia zakonów nie da się pogodzić z panującymi poglądami i przekonaniami mieszkańców Prus. Jednym podpisem absolutystycznego władcy Prus z dniem 30 października 1810 roku cały majątek ruchomy i nieruchomy klasztorów stał się własnością państwową. Podpisano go potajemnie i do 19 listopada przygotowywano się do przejęcia majątków. Tego dnia urzędnicy zapukali do furt zakonnych i ku całkowitemu zaskoczeniu ich mieszkańców ogłosili brutalną wolę władcy – zakonnicy dostali cztery tygodnie na opuszczenie zajmowanych budynków. Mieli pozostawić całe wyposażenie, a także wszystkie paramenty liturgiczne: kielichy, puszki, ornaty, alby.

Państwo pruskie pozbawiło zarazem klasztory możliwości zarabiania na swoje utrzymanie, ponieważ zagarnęło mnóstwo zakonnych majątków ziemskich: samej tylko kapitule katedralnej we Wrocławiu odebrano 60 majątków, cysterkom z Trzebnicy – 70 majątków, a cystersów z Lubiąża pozbawiono 60 majątków.

Szacunkowo cystersi w tamtym czasie gospodarowali na Dolnym Śląsku na obszarze około 300 tys. hektarów. Pruskie wyliczenia wyceniały odebrany majątek na około 1,3 mln talarów, przy rocznym dochodzie z majątków wynoszącym około 660 tys. talarów. Przejmowane dobra, budynki, kościoły i różnego rodzaju sprzęty Komisja Sekularyzacyjna wystawiała na licytacjach. Ludność katolicka z reguły wzbraniała się przed ich nabywaniem. Państwo pruskie nie wzbogaciło się o równowartość odebranego majątku. Wiele budynków sprzedano po zaniżonych cenach, wiele przekształcono w miejsca użyteczności publicznej – szkoły i szpitale. Wiele rozdano osobom przychylnym rządzącym Hohenzollernom.

« 1 2 3 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama