Nowy numer 47/2020 Archiwum

Wujek Piotrek

− Byłeś wzorem muzyka kościelnego, moim mistrzem. Wierzę, że w niebie wyśpiewujesz teraz hymn uwielbienia Boga, że uczestniczysz w przepięknej polifonii z Bogiem… − mówił jeden z księży, współpracowników zmarłego.

W piątek 28 lutego o godz. 14 odszedł do Pana ks. Piotr Dębski. Przez kilka ostatnich lat walczył z chorobą. Uroczystości pogrzebowe odbyły się w środę 4 marca w Jeleniej Górze-Cieplicach, w kościele pw. MB Miłosierdzia.

Eucharystii za duszę śp. ks. Piotra przewodniczył biskup legnicki Zbigniew Kiernikowski. Przy ołtarzu stanęło z nim ponad 100 kapłanów − kolegów zmarłego z czasów formacji seminaryjnej, studiów na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, a także tych, z którymi współpracował podczas pełnienia przeróżnych funkcji i posług związanych z muzyką kościelną. Obecna była też najbliższa rodzina, współpracownicy z uczelni muzycznych, studenci i parafianie ze Szczawna-Zdroju, Miłkowic czy Lubina.

Przed rozpoczęciem Mszy św. przedstawiciele poszczególnych środowisk żegnali zmarłego kapłana. W ich wypowiedziach niezmiennie pojawiał się jeden charakterystyczny obraz życia ks. Piotra jako człowieka o niezwykłej prostocie i dobroci serca, zakochanego w Bogu, Kościele i muzyce, choć jednocześnie był również człowiekiem niezwykle pracowitym i wymagającym.

Wzruszające słowa wygłosił Marcin Sidziński, siostrzeniec zmarłego. – Jak usłyszeliśmy przed chwilą, ks. Piotr był dla większości z was kapłanem, nauczycielem, pedagogiem, przyjacielem. Dla mnie był wujkiem Piotrkiem. Mamy różnych wujków i ciocie. Widuje się ich częściej bądź rzadziej. Dla mnie wujek Piotrek był zawsze. Od kiedy tylko sięgam pamięcią, miałem mamę, tatę, brata, dziadków, no i wujka Piotrka. Spędzaliśmy wspólnie wakacje, odwiedzaliśmy go w Lublinie, spędzaliśmy wspólnie czas rodzinny − mówił siostrzeniec zmarłego. Wspominał on także, ile radości dawały dzieciom spotkania z wujkiem, jego przyjazdy. − Dziękuję ci jeszcze za coś, co zabrzmi dziwnie – dziękuję ci za twoją chorobę, za krzyż, który dźwigałeś. Ani razu nie słyszałem, żebyś się skarżył. To były dla mnie najlepsze rekolekcje w życiu i lekcja pokory i zaufania do Boga. Nigdy nie użalałeś się nad sobą. Po ludzku miałeś do tego prawo. (…) Dziękuję ci jeszcze za jedną rzecz, której nie pamiętam – jako noworodek potrzebowałem pilnej operacji. Ty pomagałeś na budowie u moich rodziców. Gdy się o tym dowiedziałeś, w ubraniach roboczych z budowy przybiegłeś do szpitala i tam mnie ochrzciłeś. Dzięki, wujku, za to! – mówił M. Sidziński.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama