Nowy numer 22/2020 Archiwum

Wymykał się rzeczywistości

Andrzej Boj Wojtowicz, twórca portretu kard. Stefana Wyszyńskiego, mówi o tym, jak obraz sakralny może stać się trampoliną do Boga.

Jędrzej Rams: Skąd pomysł na sportretowanie kardynała? Pretekstem była zbliżająca się beatyfikacja?

Andrzej Boj Wojtowicz: Gdy siadałem do malowania, nie wiedziałem jeszcze, że kardynał będzie w tym roku beatyfikowany. Gdy spotykam się z młodzieżą i pada pytanie, skąd pomysły na obrazy, mówię im, że „Szef mi każe”. Tak było i tym razem. – Szef „kazał”, więc zacząłem malować. Nie jest to zwykły portret, wszedł do cyklu „Requiem” jako kolejna portretowa realizacja wizerunków wielkich Polaków. To było drugie podejście do obrazu, pierwsze niestety odrzuciłem. Portret z założenia jest monumentalny, czemu służy ujęcie oraz format obrazu, który wymusza odejście o kilka kroków od płótna. Dopiero wtedy widz zaczyna nabierać dystansu do oglądanego dzieła. Oglądając obraz, warto zadać sobie pytanie – jak dzisiaj funkcjonowałby kardynał? To próba zrozumienia kardynała z poziomu naszego obecnego czasu − co dzisiaj kardynał mógłby powiedzieć człowiekowi wiary? Słyszałem opinie oglądających ten obraz, że jest on niczym lustro i dla nich jest to pewien punkt odniesienia wobec tego, co obecnie dzieje się w Kościele. Potrzeba wyrazistości, mocy wobec otaczającej nas rzeczywistości.

Lubi pan taką „niedelikatność” w pokazywaniu postaci? Wiele Pańskich obrazów jest trudnych w odbiorze dla oka.

Obraz kardynała jest ze swej natury wręcz malarstwem brutalnym. Materia malarska, czyli farby, sposób ich kładzenia, łączenia barw, jest bardzo mocno przetworzony. Widać to na rękawach czy narracji tła. Między postacią kardynała a tłem jest bardzo mocna i wyrazista granica. Za lat swojego ziemskiego życia kardynał był przecież niejako wycięty z otaczającej go rzeczywistości. On swoim niebanalnym życiem, myśleniem, słowami, decyzjami niezwykle mocno odcinał się od otaczającej go szarzyzny. Był po prostu mężczyzną w pełnym tego słowa znaczeniu. Człowiekiem na 100 procent. I nie był letni. Nie! To był gigant duchowy, który wymykał się z tamtej rzeczywistości, był nie do uchwycenia przez otoczenie, stanowczość i łagodność razem − tak go postrzegam, rozumiem.

Ale czy sztuka nie powinna ukazywać nam piękna?

Pewnie tak, lecz niekoniecznie wprost. Ja mówię o sobie, że nie jestem malarzem ładnych obrazów. To, co mnie interesuje, to próba ukazania Tajemnicy i zarazem świętości. To jest dopiero ciekawe zajęcie! Być może podczas malowania świętych obrazów uda się stworzyć coś, co zostanie ocenione jako ładne, ale dla mnie jest to drugorzędna sprawa. W kościołach mamy tak dużo sentymentalnego i infantylnego kiczu w przedstawianiu Tajemnicy, że czasami jest to aż niesmaczne. Przez wieki w Kościele mieliśmy do czynienia z najwyższym poziomem artystycznym, który z jednej strony służył pięknu, a z drugiej dawał szansę na spotkanie z Bogiem. Portret kardynała wymaga cierpliwości, trzeba usiąść przed nim, poświęcić mu czas, zadumać się, pomyśleć.

Mocą chce Pan szokować widzów? To chyba modne wśród dzisiejszych artystów.

Kardynał Joseph Ratzinger pisał, że jest szansa, że obraz stworzony przez artystę może stać się trampoliną do poznania Boga, a dla Boga może stać się furtką do dotarcia do człowieka. Nie można zamknąć się na etapie sztuki rozumianej jako wystawianie banana w galerii. To jałowy bieg. Czasami jeden rzut oka na dzieło sztuki może sprawić, że nagle wypadamy z nawyków, z tego, co nas blokuje, i dokonuje się metanoia… To jest istota sztuki zaangażowanej. Tak jak widział i rozumiał ją chociażby Michael Willmann, którego dzieła można teraz zobaczyć na wystawie w Muzeum Narodowym we Wrocławiu. „Zracjonalizowaliśmy” wszystkie aspekty ludzkiego życia do tego stopnia, że brakuje nam otwarcia na piękno. Jerzy Nowosielski mawiał, że sztuka uwikłana w racjonalizm staje się bezsilna. Ja pojmuję tworzenie jako działanie na rzecz poruszenia serca!•

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zamieszczone przez internautów komentarze są prywatnymi opiniami ich autorów i nie odzwierciedlają poglądów redakcji

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama