Nowy numer 33/2018 Archiwum

Przeszkadza nawet pikanie

Ryczące krowy, pracujący kombajn czy bicie kościelnych dzwonów coraz bardziej irytują nowych mieszkańców wsi. Powołują się na kodeks wykroczeń, który takie działanie nazywa wybrykiem.

Mowa jednak nie o rolnikach, ale o posiadaczach domów na wsi. Osobach, które przeniosły się do podmiejskich dacz lub odziedziczonych po rodzicach domów. To oni coraz częściej zawiadamiają policję lub straż miejską, aby interweniowała w sprawie piejącego o świcie koguta, smrodu obornika wyrzucanego na pole czy pracującego po zmierzchu kombajnu. O tym, że sytuacja jest niepokojąca, od jakiegoś czasu mówią przedstawiciele związków i stowarzyszeń rolniczych. Leszek Grala, prezes Dolnośląskiej Izby Rolniczej, mówi, że były przypadki, gdy policja przyjeżdżała i zganiała z pól rolników, którzy w nocy zbierali zboża, aby ratować plony przed deszczem. Współmieszkańcy jednej ze wsi skarżą się na zapach gnojowicy wożonej przez rolników na pola, pracujące po godz. 22 kombajny i drogi zabrudzone błotem przez ciągniki wracające z pola.

– Przecież rolnik nie doi krów o 4 rano dla przyjemności i nie jeździ po północy w czasie żniw kombajnem, żeby podziwiać księżyc. To jest normalna praca, bardzo ciężka i w trudnych warunkach. To jest produkcja rolna, która wiąże się często z hałasem rano czy w nocy, mało komfortowym zapachem z obory czy kurzem na drodze. Ktoś, kto mieszka przy Marszałkowskiej w Warszawie, też godzi się na duży ruch samochodów – mówi Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych. W Siekierczynie k. Lubania gospodaruje Andrzej Chorbotowicz. Wezwana do niego przez jedną z mieszkanek policja miała zainterweniować w kwestii rozlewania na polu nawozu organicznego. Tym razem obyło się bez mandatu, mundurowi przypilnowali tylko, aby nawóz nie wylewał się poza pole. Jednak dwa mandaty po 500 zł za nadtonaż na drogach dojazdowych do pola pan Andrzej już zapłacił. – Ograniczenie do 7 ton, kiedy większość ciągników ma dziś ponad 10. A przyczepy, a sprzęt rolniczy? – pyta. Mandatów za prace kombajnem po zmroku uniknął na razie Robert Zatylny ze Sławnikowic k. Zgorzelca. Na jak długo – nie wiadomo. – Kiedy są żniwa, to pracuje się, gdy jest pogoda. Ludziom przeszkadza nie tylko hałas maszyny, ale nawet jak pika przy cofaniu – opowiada z rozbawieniem. Ale nie tylko rolnicy mają problemy z napływowymi mieszkańcami wsi. Strażnicy miejscy zostali wezwani do interwencji w Nowej Wsi Lubińskiej k. Polkowic, żeby wymóc na miejscowym proboszczu wyłączenie dzwonów, wzywających na niedzielne Msze. Jak mówią zgodnie wszyscy, na których posypały się donosy, sytuacja jest z roku na rok coraz bardziej napięta. Rolnicy ścigani są na podstawie art. 51 Kodeksu wykroczeń: „Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym, podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny”. – Za wybryk zaczyna być więc uznawane nie sprzeczne z normami społecznymi zachowanie, ale zwyczajna codzienna praca rolnika. Dobrze, że nikt jeszcze nie karze rolników za piejące koguty czy muczące rankiem krowy. Jedni więc donoszą, a policja w przypływie nadgorliwości, zupełnie jak straż miejska, która w miastach ściga staruszki handlujące pietruszką, interweniuje – złości się Wiktor Szmulewicz. Tadeusz Baranek, przewodniczący Rady Powiatowej Dolnośląskiej Izby Rolniczej w Zgorzelcu, ma podobne odczucia. – Najbardziej energicznie protestują ci, którzy urodzili się na wsi, a wychowali mieście i teraz wracają na gospodarstwa ojców, ale już nie jako rolnicy. Najwięcej zrozumienia mają typowe mieszczuchy – uważa. Policja stara się tonować wiejskie spory. Rzadko kara mandatami, ale zdarza się, że dochodzi do sprawy w sądzie. – Nie prowadzimy specjalnych statystyk dla tego typu spraw, ale nie sądzę, żeby to były przypadki powszechne – mówi asp. szt. Paweł Petrykowski, rzecznik Wojewódzkiej Komendy Policji we Wrocławiu. I uspokaja, że jego zdaniem nie ma jeszcze powodów do alarmu: – Sam mam rodzinę na wsi i nie sadzę, żeby to był problem – mówi. Innego zdania są przedstawiciele Dolnośląskiej Izby Rolniczej, która rozpoczęła kampanię obrony rolników. – W innych krajach Unii Europejskiej ktoś, kto osiedla się na wsi, musi się dostosować do warunków, jakie tam panują. My pracujemy na wsi, dla rolnika wieś to zakład pracy – mówi Leszek Grala, prezes izby. – Sypią się na nich donosy, że pracując w nocy, hałasują i miastowym śmierdzi... Z jego inspiracji Dolnośląska Izba Rolnicza rozpoczęła kampanię informacyjną w obronie rolników. Ulotki są rozdawane na rolniczych festynach, a filmy znalazły się na stronie internetowej Dolnośląskiej Izby Rolniczej.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma