Nowy Numer 29/2018 Archiwum

Giną lokalne tradycje

Spędzał już Święta Wielkanocne w Belgii, Francji, Austrii i Polsce. Wśród arystokratów, mieszczan i rolników. Jak wypada ich porównanie?

Hrabia Charles de Nicolay, bo o nim mowa, administruje od kilku lat majątkiem swojej rodziny w Krzeczynie Małym. Pałac, w którym mieszka, kiedyś zrujnowany, dziś cieszy oko gruntownie odremontowaną, późnobarokową bryłą. Jako nastolatek hrabia Charles uczęszczał do lubińskiej podstawówki i bawił się wspólnie ze swoimi rówieśnikami. To właśnie tu, w Krzeczynie, spotkała go jedna z większych niespodzianek dotycząca okresu Wielkiejnocy.

– Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem ludzi z koszyczkami ze święconką i kolorowymi pisankami, zdążających pod nasz wiejski krzyż. Potem w to miejsce przyjechał proboszcz z Gorzycy, bo u nas nie ma kościoła. Z wielkim zaciekawieniem patrzyłem, jak ksiądz święci przyniesioną żywność. Byłem zachwycony, bo u nas nie ma takiego zwyczaju. Owszem, może gdzieś w belgijskich czy francuskich wsiach istnieje jeszcze stary obyczaj malowania na Wielkanoc jajek, ale święcenie pokarmów widziałem pierwszy raz – wspomina. Dodaje, że ludowe tradycje to jeden z ostatnich elementów odróżniających kościelne święta w poszczególnych krajach Europy. – Liturgia wszędzie jest taka sama. Szkoda, że na zachodzie Europy zgubiły się one gdzieś na przestrzeni lat. Wsie przestały być miejscem zamieszkania rolników, którzy najdłużej pielęgnowali zwyczaje. Dla przykładu – jedynym, co pozostało dziś po ludowej kulturze okolic Brukseli, jest coroczne święcenie przez księdza ciągników rolniczych. Choć nie jestem pewien, czy i ten zwyczaj jest jeszcze pielęgnowany – zwraca uwagę. Tego roku Charles de Nicolay Wielkanoc spędzi z całą rodziną w austriackim Tyrolu, gdzie mieszkała jego nieżyjąca już babcia. – Miejscowość nazywa się Kitzbühel. Kiedyś mała wioska, dziś bardzo znany ośrodek narciarski. Ale moje wspomnienia wielkanocne z Kitzbühel łączą się właśnie z czasem, kiedy nie było tam tak tłoczno. Pamiętam stamtąd pięknie zdobione pisanki, postny Wielki Piątek i niedzielną Mszę św. Dziś już prawie nic nie pozostało z tamtych zwyczajów. Nasuwa mi się porównanie z Karpaczem, kiedyś niewielkim miasteczkiem karkonoskim, dziś odwiedzanym przez tysiące turystów. A wraz z takim rozwojem znikają gdzieś lokalne tradycje – mówi hrabia de Nicolay. Jego rodzina spędza także święta Bożego Narodzenia czy Wielkanoc w swoim paryskim domu.– Kościoły są wtedy pełne wiernych. Ludzie masowo uczestniczą we Mszach św., modlą się. Nie ma co prawda palm wielkanocnych w polskim rozumieniu, ale paryżanie przynoszą wtedy do kościoła małe gałązki bukszpanu – opowiada hrabia. XVI Dzielnica Paryża, gdzie rodzina hrabiego ma swój dom, zamieszkiwana jest bowiem w zdecydowanej większości przez katolików. Charles de Nicolay podkreśla, że większość Wielkanocy w swoim życiu spędził w rodowej posiadłości Loupoigne w Belgii. – Boże Narodzenie czy Wielkanoc to rodzinne święta. Każdy powinien być wtedy w domu z bliskimi – uważa. Loupoigne, w przeciwieństwie do Kitz- bühel i Karpacza, mocno się w ostatnich dziesięcioleciach wyludniło. Z kilkudziesięciu gospodarzy zostało kilku. – W tym kontekście porównanie kościoła w paryskiej XVI Dzielnicy i tego wiejskiego w Lou- poigne, gdzie, jak powiedzieliśmy, tradycja powinna mieć się lepiej, wypada na niekorzyść wsi. W Paryżu pełne nawy, u nas – kilkanaście osób. Nie jest wesoło – mówi de Nicolay. Poszukując różnic pomiędzy polskim i zagranicznym świętowaniem Wielkanocy, hrabia Charles przypomina o uroczystym obiedzie w Niedzielę Zmartwychwstania, kiedy na stole króluje jagnięcina jako symbol paschalnego Baranka. – Tutaj, w Polsce, zobaczyłem, że najważniejszym posiłkiem tego dnia nie jest obiad, ale śniadanie, złożone głównie z jajek i wędlin. Tego nie spotkałem nigdzie indziej – mówi z zachwytem. Młody hrabia spostrzegł także różnice dotyczące piątkowego postu. – Może się mylę, ale francuski episkopat nakazuje wiernym post tylko dwa razy do roku, właśnie w Wielki Piątek oraz w Środę Popielcową. W Polsce ludzie powstrzymują się od jedzenia pokarmów mięsnych w każdy piątek. To wielka różnica – uważa. Charles de Nicolay miał też okazję raz w życiu być podczas Wielkanocy na nabożeństwie greckokatolickim w Wilnie. – Mieszkaliśmy wtedy w klasztorze niedaleko Ostrej Bramy. Wybraliśmy się z ojcem na spacer, odwiedzając po kolei mijane kościoły. I tak trafiliśmy na katolickie nabożeństwo w rycie wschodnim, zupełnie o tym nie wiedząc – wspomina. – Liturgia była bardzo długa. To było moje kolejne wielkanocne doświadczenie.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Ze względów bezpieczeństwa, kiedy korzystasz z możliwości napisania komentarza lub dodania intencji, w logach systemowych zapisuje się Twoje IP. Mają do niego dostęp wyłącznie uprawnieni administratorzy systemu. Administratorem Twoich danych jest Instytut Gość Media, z siedzibą w Katowicach 40-042, ul. Wita Stwosza 11. Szanujemy Twoje dane i chronimy je. Szczegółowe informacje na ten temat oraz i prawa, jakie Ci przysługują, opisaliśmy w Polityce prywatności.

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma