Nowy numer 3/2021 Archiwum

Długa jak tradycja

Podparta na stole i krześle, zajmuje całą długość pokoju. Aż strach pomyśleć, co by było, gdyby Rusnarczykowie mieli większy salon.

Janiki mają mniejszy pokój, a palmy robią jeszcze większe – mówi Mieczysław Rusnarczyk. – Przez okno ją wystawiają.
Nad palmą Rusnarczyków pracuje trzypokoleniowa rodzina – Irena z Mieczysławem, ich córka Gabrysia i wnuki – Zuzia z Pawełkiem. A rodzina Janików z sąsiedniego Borówna rzeczywiście od lat robi jedne z największych palm wielkanocnych w diecezji. To oni zainicjowali w 2000 roku parafialny konkurs na te palmy.
Dzisiaj Borówno, Czarny Bór czy Grzędy to prawdziwe palmowe zagłębie. Myśliwcowie na przykład robią najwyższe w powojennych dziejach tej miejscowości, 14-metrowe okazy. Zresztą nie ma tu chyba w okolicy nikogo, kto by choć raz podczas Wielkiego Postu nie pracował nad tymi kolorowymi cudeńkami. Co roku od 15 lat w miejscowej parafii pw. NSPJ organizowany jest konkurs na najpiękniejszą i najwyższą wielkanocną palmę. Ale to nie jest wyścig o nagrody. Chodzi o coś ważniejszego.

– O naszą tradycję, o kulturę i wiarę – mówi Irena Rusnarczyk.
To ona przez kilka miesięcy własnoręcznie robi ozdoby na każdą następną palmę. Jej zręczne, pracowite dłonie tylko w tym roku wyczarowały już kilka tysięcy papierowych kwiatów. Na jeden poświęca kilkanaście minut. Chabry, maki, hibiskusy, bzy, goździki, powojniki, stokrotki, lilie. Wszystkie jak żywe. Kiedy się człowiek nad nimi nachyli, dziwi się, że nie pachną. Wszystkie pójdą na palmę. Razem z nimi – bazie, len, trzcina, tuje, kolorowe wstążki...
Kije na przyszłą palmę pojawia się w domu Rusnarczyków zaraz po Środzie Popielcowej. Ale kwiaty trzeba zacząć robić trzy miesiące wcześniej. O palmie wielkanocnej myśli się tutaj już latem. Pani Irena sieje wtedy w ogrodzie potrzebne zioła. Resztę zbiera z wnukami na łące, potem suszy. Mnóstwo pracy. – Robię to wszystko z jednego powodu: podoba mi się, jak stoją później te nasze palmy w kościele, ustawione w równiutkie szpalery. Jak watykańscy żołnierze – mówi z przekonaniem.
Ta gorączka kwiatów i ziół, to domena pani domu. W tym czasie jej mąż opracowuje projekt tegorocznego modelu. – Nigdy nie rysuję go na papierze. Noszę go w głowie, później tylko precyzyjnie realizuję – wyjaśnia Mieczysław. Ta realizacja to cierpliwe, wielotygodniowe dokładanie kolejnych wianków ziół i papierowych kwiatów przygotowanych przez panią Irenę. Nawijanie ich później z wprawą na z dnia na dzień krótszy nieozdobiony kij, przez wiele dni wsparty na stole i krześle. Tak mijają Rusnarczykom wielkopostne wieczory. Im bliżej Niedzieli Palmowej, tym bardziej wieczory zamieniają się w noce. Po pracy palma wędruje pod sufit, na specjalnie w tym celu wbite haki. Trzeba przecież od czas do czasu cos zjeść przy tym stole.
Tradycja robienia jak najdłuższych i jednocześnie przepięknych palm wielkanocnych przywędrowała na te tereny wraz z powojennymi osadnikami. W większości pochodzili z Małopolski, a tam – wiadomo, palma to demonstracja silnej wiary. Dlatego ta Rusnarczyków każdego roku imponuje i wielkością, i estetyką. Robi wrażenie, jak wszystkie przygotowywane na wielkanocny konkurs. Co roku ich więcej, co roku każda inna niż poprzednia. Palma Rusnarczyków jest zawsze gotowa przed Niedzielą Palmową. Dwa dni wcześniej wędruje do kościoła, niesiona z troską przez kilka osób. Część trafia tam wieziona na dwóch rowerach. Każdego roku do czarnoborskiej świątyni zmierza taki peleton palmowych kolarzy. Inni decydują się na samochody. Z Grzęd palmy przywozi straż ogniowa.


« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama