Nowy numer 2/2021 Archiwum

Gdybym wtedy wiedział...

– Od początku wiedziałam, że wszystko będzie dobrze – mówi mama Kamilka, któremu dr Wojciech Kowalik uratował życie. Lekarz nie miał jednak takiej pewności.

Kiedy podejmowałem decyzję o podłączeniu Kamilka do sztucznej nerki, nie wiedziałem, że jeszcze nikomu na świecie nie udało się przeprowadzić z sukcesem takiego zabiegu na wcześniaku, który ważył zaledwie 820 gramów. Gdybym wtedy to wiedział, nie wiem, czy zdecydowałbym się na takie ryzyko. Wtedy jednak wyjścia były dwa – ratować to dziecko, albo nie. Dzięki Bogu, wszystko się udało – opowiada po czterech miesiącach od zabiegu dr Kowalik.


Ten znakomity lekarz, ordynator oddziału neonatologicznego Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Legnicy, uważany jest za jednego z najlepszych fachowców w Europie. Zapraszany na międzynarodowe sympozja lekarskie, wygłasza tam referaty potwierdzające jego przełomowe dokonania i ambitne plany na przyszłość.
To właśnie podczas przygotowywania kolejnego wykładu zorientował się, czego dokonał.
– Wertowałem książki i czasopisma branżowe i wtedy dotarło do mnie, że nikomu przede mną nie udało się podłączyć do sztucznej nerki takiego maleństwa. Przed laty próbowano ratować w ten sposób koreańskie dziecko, jednak bez skutku – opowiada.
W przypadku Kamilka, który urodził się w 25. tygodniu ciąży z niewykształconymi nerkami, sytuacja była jeszcze bardziej skomplikowana. Mały pacjent
dr. Kowalika cierpiał bowiem dodatkowo na szereg innych wad rozwojowych, m.in. niewydolność krążeniową i oddechową, układu hematologicznego, wątroby, przewodu pokarmowego. Dziecko nie oddawało moczu, trzeba je było żywić pozajelitowo. Jednym możliwym sposobem było podłączenie małego pacjenta do sztucznej nerki. – Baliśmy się, że krew w przewodach pozaustrojowych, czyli pompowana do sztucznej nerki, przedwcześnie zakrzepnie. Dodatkowo cewnik, którym musieliśmy się wkłuć do przedsionka serca maluszka, miał większą średnicę niż żyła wcześniaka – opowiada dr Kowalik.
Zabieg na Kamilku wykonywany był w 12. godzinie życia dziecka. Pięcioosobowy zespół lekarzy dializował małego Kamilka przez trzy doby. Na szczęście, wszystko dobrze się skończyło. Dziś Kamil czuje się znakomicie. Ma cztery miesiące i waży 3,5 kg. W połowie marca mógł wyjść ze szpitala do domu. Dopiero wtedy lekarze z legnickiego szpitala zdecydowali się opowiedzieć światu o swoim sukcesie. – Wszystko wskazuje na to, że tamten zabieg, który miał miejsce w listopadzie ubiegłego roku, uratował mu życie. Celowo aż do teraz wstrzymywaliśmy się z ogłoszeniem tego faktu. Chcieliśmy być pewni, że chłopcu nic nie grozi – tłumaczy dr Kowalik.
Lekarz podkreśla, że uratowanie wcześniaka o tak małej wadze było możliwe dzięki ogromnemu postępowi w medycynie. – Jeszcze niedawno nie wiem, czy moglibyśmy pomóc Kamilkowi. To dzięki nowoczesnej aparaturze to wszystko w ogóle było możliwe – mówi ordynator. Terapia nerkozastępcza, jaką zastosowano u Kamilka, ma charakter zewnątrzustrojowy. Krew wyprowadza się z organizmu, oczyszcza, ogrzewa i po ogrzaniu zwraca się pacjentowi. Medycy z legnickiej placówki mówią, że przypadek Kamila to jeden z największych sukcesów w historii szpitala. Teraz legnicki przypadek czeka na osobną publikację w najbardziej prestiżowych periodykach medycznych na świecie.

« 1 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama