Nie było chyba grupy, której przewodnik patrząc na zapisywaną listę chętnych nie powiedziałby (albo nie pomyślał): „O ludzie, ile młodych!”. A później, kiedy ci młodzi, roześmiani kiedy można, i skupieni, kiedy trzeba, maszerowali już wśród pielgrzymów albo kierowali ruchem, otaczając maszerujących bezpiecznym kordonem, to już na głos się dziwili: „Nie spodziewałem, się, że aż tylu... No, no”.
Bo rzeczywiście gołym okiem widać, że młodzi chcą takiego rodzaju religijności i lgną do niej. Że pielgrzymowanie, zarówno to na Jasną Górę, jak i do Krzeszowa czy Legnickiego Pola, a ostatnio także po Camino, zaczyna być - żeby użyć modnego słowa - trendy.
Młodzi nie tylko idą w pielgrzymkach, angażują się w ruchach chrześcijańskich i jeżdżą na rekolekcje. Trendy jest także pomaganie. Ten proces także łatwo dostrzec w szkołach, szpitalach albo hospicjach. Wolontariuszy nie trzeba dzisiaj szukać ze świecą, to wie każdy dyrektor szkoły, niemal każdy rodzic.
A na pielgrzymce młodzi nie tylko idą. Także pomagają tym, co pomocy wymagają. Starszym, mniej sprawnym, słabszym. I to oni, sprawni i młodzi, tworzą ten niezwykły klimat pielgrzymowania, który powoduje, że zmęczonym mniej doskwiera upał, a starszym chce się pójść na pielgrzymkę za rok.








