Nowy numer 48/2020 Archiwum

Im surmy bojowe nie grają

Historia. To była najkrwawsza bitwa żołnierza polskiego podczas II wojny światowej. Mimo to trudno dziś szukać wyczerpujących opracowań na jej temat.

Chłopi przeciwko weteranom

W marcu 1945 r. II Armię WP skierowano spod Gorzowa Wlkp. na Dolny Śląsk. Tam miała oblegać Wrocław, zamieniony przez Niemców w twierdzę. Jednak Rosjanie zrezygnowali z tego pomysłu i jednostkę przerzucono nad Nysę Łużycką. – Plan forsowania Nysy Łużyckiej opracował sam marszałek Koniew. Plan przewidywał, że zgrupowanie uderzeniowe II Armii miało sforsować rzekę i już pierwszego dnia wbić się kilkanaście kilometrów w głąb niemieckiej obrony. I tu pierwsza niespodzianka, bo na drodze zmęczonego i niedozbrojonego żołnierza polskiego stanęli świetnie uzbrojeni weterani z Korpusu Pancernego „Grossdeutschland”, Dywizji Grenadierów Pancernych „Brandenburg”, a częściowo także jednej z dywizji do zadań specjalnych – wylicza dr Daniel Koreś. Jednak o świcie 16 kwietnia 1945 r. pierwsze łodzie z żołnierzami polskimi znalazły się na Nysie Łużyckiej. Szybko osiągnięto drugi brzeg, ale później działania żołnierzy II Armii rozwijały się już bardzo wolno. – Około godziny 7 rano na zdobytym brzegu piechota ruszyła do przodu, natrafiając na morderczy ogień Niemców. Okazało się, że opuścili oni pierwszą transzeję obronną i ukryli się w schronach. Ta przykra niespodzianka była efektem fatalnego rozpoznania artyleryjskiego. Niekorzystny wpływ na wsparcie natarcia przez artylerię miało też postawienie przed frontem nacierających wojsk zasłony dymnej, bo wtedy artyleria nie mogła prowadzić ognia do nowo wykrytych celów – wyjaśnia historyk.

« 1 2 3 4 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama