Nowy numer 48/2020 Archiwum

Jeden żyje, 90 zabitych

Genetyk, etyk oraz biolog bez problemu obnażyli kłamstwa propagandy o in vitro.

Drugi prelegent, ks. dr hab. Andrzej Muszala, etyk z Międzywydziałowego Instytutu Bioetyki na Uniwersytecie Papieskim Jana Pawła II w Krakowie, wygłosił wykład pt. „»Daj mi dzieci, inaczej umrę« (Rdz 30, 1). Niepłodność, in vitro a etyka”. – W zeszłym roku spotkałem się we Francji z człowiekiem, który pragnął dziecka tak bardzo, że był gotów sprzedać swoją wielką winnicę i pójść w świat szukać szczęścia. Miał ogromne poczucie życiowego niespełnienia z powodu braku potomstwa. Już w Biblii problem chęci posiadania potomstwa został bardzo szeroko opisany. Bezpłodność nie jest bowiem problemem tylko naszych czasów. Pragnienie potomstwa jest bardzo mocno wpisane w naturę małżeństwa. Często pojawia się argument (niestety, bardzo często jako jedyny), że rodzice mają prawo do dziecka. Nieprawda. Pismo Święte mówi, że uprawnione jest samo pragnienie dziecka, a nie prawo do dziecka! Ponieważ dziecko od samego poczęcia jest człowiekiem i również ma swoje prawa. Małżonkowie nie mogą pragnąć dziecka tak, jak pragną jakiegoś przedmiotu – oceniał kapłan. Wśród argumentów przedstawionych przez kapłana pojawiły się m.in. błędy etyczne, jakimi – niestety – posługują się zwolennicy in vitro. Prelegent opisał m.in. techniczny przebieg zamrażania zarodków, który polega na pozbawieniu zarodka 90 proc. masy ciała poprzez wypompowanie z niego wody, a następnie umieszczenie go w temperaturze -196 stopni Celsjusza. – W czasie tego procesu ginie średnio jedna czwarta zarodków. Współczynnik zniszczonych embrionów w procesie zamrażania, odmrażania i zapładniania wynosi nawet 1:90 udanych zapłodnień. W naturze ten współczynnik wynosi ok. 1:2! Nieuprawnione jest jednak mówienie, że skoro ginie coś w przyrodzie, to my również mamy prawo do zabijania. Jeżeli 3-miesięczny płód obumrze, to nie znaczy, że my mamy prawo dokonać aborcji na takim samym płodzie – mówił kapłan. Mirosława Szymaniak z FCCP of Poland, biolog, cytolog, instruktor Creighton Model System z Poznania, przedstawiła informacje dotyczące naprotechnologii, czyli metody leczenia bezpłodności, która w całości jest do pogodzenia z etyką katolicką.

Całe spotkanie w Centrum Spotkań im. Jana Pawła II obrazują słowa wypowiedziane już na samym początku przez Dorotę Czudowską, onkologa, a obecnie senator RP, o tym, że nie wszystko, co jest technicznie możliwe, jest tym samym moralnie dopuszczalne. – Często powtarzanym argumentem zwolenników metod sztucznego zapładniania jest rzekomy brak współczucia Kościoła wobec par chcących posiadać dzieci. Wystarczy przeczytać książkę bp. Karola Wojtyły pt. „Miłość i odpowiedzialność”, w której wspaniale opisuje on miłość stworzoną przez Boga. Spotykamy się dzisiaj po to, aby pogłębiać naszą wiedzę. Po to, aby mieć argument w czasie rozmów w domu, w pociągu, w pracy. Musimy umieć bronić prawdy, musimy nazywać rzeczy po imieniu. Zapłodniona komórka jajowa to nie bezimienna zygota czy zlepek komórek. To jest dziecko, które w zamyśle Boga ma już imię. Dlatego te dzieci w zamrażarkach to nie zygoty, lecz np. Ala i Jaś. Niedługo może się okazać, że pokolenie wychowane w świadomości, że in vitro jest etycznie dobre, może uchwalić za kilkanaście lat takie ustawy, które będą godzić w sumienie katolickich lekarzy. Już dzisiaj lekarz, który nie chce dokonać aborcji, musi wskazać innego lekarza, który jej dokona – mówiła Dorota Czudowska. Organizatorami konferencji byli Duszpasterstwo Rodzin Diecezji Legnickiej, Katolickie Stowarzyszenie „Civitas Christiana” oraz legnickie struktury Prawa i Sprawiedliwości.

« 1 2 »
oceń artykuł Pobieranie..

Wyraź swoją opinię

napisz do redakcji:

gosc@gosc.pl

podziel się

Polecane filmy

Zapisane na później

Pobieranie listy

Reklama