• facebook
  • rss
  • Potrzeba wtajemniczenia

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 44/2017

    dodane 02.11.2017 00:00

    – Realny obraz dzisiejszego chrześcijaństwa stanowi wyzwanie dla Kościoła i jest wołaniem o chrześcijańską inicjację – mówił bp Zbigniew Kiernikowski.

    Z inicjatywy Rady Katolików Świeckich bp Zbigniew Kiernikowski rozpoczął cykl spotkań nt. wiary i życia. Pierwsza katecheza, wygłoszona w auli Wyższego Seminarium Duchownego, dotyczyła potrzeby chrześcijańskiego wtajemniczenia. Nawiązując do dwóch adhortacji: „Ecclesia in Europa” św. Jana Pawła II oraz „Verbum Domini” Benedykta XVI, biskup podkreślił, że obecnie w dużej mierze ludziom ochrzczonym brakuje świadomości, czym jest chrzest i na czym polega wypływający z niego styl chrześcijańskiego życia.

    Istotą tego problemu jest niewystarczające wiązanie życia z wiarą. Jawi się pytanie, w jakim stopniu wiara deklarowana przez konkretną osobę czy grupę osób wpływa na ich życie. Hierarcha stwierdził, że wszyscy jesteśmy chrześcijanami niejako po części. A dzisiejsze chrześcijaństwo można określić jako naskórkowe. Jednym z przejawów tej powierzchowności jest to, że ludzie chcą, by ich dzieci zostały ochrzczone, ale tak naprawdę nie wiedzą po co. Pozostaje to na płaszczyźnie tradycji, zwyczaju. Chrzest pojmuje się jako pewnego rodzaju formalność, by uzyskać dokument o fakcie ochrzczenia. Nie ma to jednak większego wpływu na to, co ma się stać w życiu. W tym kontekście biskup stwierdził, że istnieje wielka potrzeba wtajemniczenia chrześcijańskiego i że ta bardzo poważna sprawa jest jego wielką troską. Dla zobrazowania potrzeby przygotowania do chrztu biskup posłużył się porównaniem do zdobywania karty pływackiej. – Gdybyś poszedł do trenera pływaków i poprosił o kartę pływacką, to po prostu ją da? Najpierw musisz pokazać, że potrafisz pływać – mówił. – Jeśli da ci kartę bez odpowiedniego przygotowania, to wyrządzi ci krzywdę. Wypłyniesz kajakiem na środek jeziora, kajak się wywróci, a ty się utopisz. Prelegent wskazywał na to, że chrześcijaństwo właściwie rozumiane jest niebezpieczne. Dla kogo? Dla „starego człowieka” – dla „starego” myślenia, niezgodnego z Ewangelią, ale według koncepcji tego świata. „Stary człowiek” musi zostać ukrzyżowany i zatopiony w wodzie. To bowiem jest istotą chrztu! – Jeśli chcesz wejść w chrześcijaństwo ze starą mentalnością, żyjąc po swojemu, bo tak ci jest dobrze, to pytam – po co? „Masz” chrzest, formalnie jesteś chrześcijaninem, ale gdy pojawią się trudne sytuacje, to zamiast trzymać się Jezusa, trzymasz się „starego człowieka” – pieniędzy, układów, znajomości – wyjaśniał biskup. Zwracał też uwagę na to, że żyjemy w świecie, w którym chce się przeforsować myślenie niechrześcijańskie. Niestety, w dużej mierze czynią to ludzie ochrzczeni. Tacy jednak, którzy nie wiedzą, o co chodzi w chrześcijaństwie. – Zdarza się że ochrzczony mówi: „Ja jestem dobrym człowiekiem. Nie czynię zła”. Chrześcijanin to nie tylko ten, kto nie czyni zła, ale ten, kto potrafi przyjąć niesprawiedliwość. To jest esencja chrześcijaństwa. Trudno jednak odnosić się do tego w konkretnych sytuacjach czy to w polityce, czy w naszych rodzinach. Tymczasem jeżeli ktoś to weźmie na serio, to czy dojdzie do rozpadu jego małżeństwa? Nie. Kościół zachęca nas do zasmakowania w tym, czym jest moc Ewangelii – mówił ordynariusz. Chrzest to przede wszystkim wprowadzenie ludzi w osobistą relację względem Jezusa Chrystusa. Jednak nie chodzi tu o relację jak do kolegi czy nawet przyjaciela, tylko o zjednoczenie się z Nim w Jego misterium paschalnym. O uczenie się, że Jezus Chrystus ma rację, idąc pod prąd myślenia „starego człowieka”. Oczywiście nie chodzi o to, byśmy byli cierpiętnikami. Chrześcijaństwo jednak musi szkodzić „staremu człowiekowi”. Ks. Jan Twardowski w jednym z wierszy napisał: „zacznij się wreszcie modlić przeciwko sobie”. My bowiem na ogół modlimy się, żeby nam było dobrze, żeby były zdrowie, pieniądze i pomyślność. – Po co jednak Jezus przyszedł na świat? – pytał biskup. – Żebyśmy wiedzieli, że życie jest tam, gdzie nam się wydaje, że nie ma życia. Znakiem tego jest krzyż, doświadczenie zranienia. Na krzyżu nie ma życia. Jezus jednak przyszedł pokazać, że Bóg Ojciec potrafi przez śmierć przeprowadzić do życia. Tylko Ojciec wie, co jest dobre, a co złe. Człowiek tego nie wie, inaczej to rozumie. A Bóg sprawia, że tam, gdzie człowiek jest gotów tracić swoje życie – tam się rodzi życie. Chrześcijaństwo to życie – nie przekupywanie Boga ofiarami, dobrymi postanowieniami. I choć postanowienia są potrzebne, nie można się na tym zatrzymać. Chrześcijaństwo to mówienie: „niech mi się stanie” w sytuacji, gdy staje się przed wyborem: życie albo śmierć. – Radością jest czynić wolę Boga – mówił biskup Zbigniew Kiernikowski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół