• facebook
  • rss
  • Wielka ucieczka

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 40/2017

    dodane 05.10.2017 00:00

    Kamienną Górę, Jelenią Górę, Lubań, Zgorzelec, Jawor, Bolesławiec i Złotoryję czeka demograficzna zapaść. Tak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych w Polskiej Akademii Nauk.

    Autorem tak niekorzystnej dla tych miast analizy jest prof. Przemysław Śleszyński z Instytutu Geografii i Przestrzennego Zagospodarowania PAN. Po zbadaniu 255 średnich miast w Polsce okazało się, że wśród 122 zagrożonych marginalizacją i zjawiskami kryzysowymi jest siedem miast z terenu diecezji legnickiej.

    Dla przykładu liczba mieszkańców Jeleniej Góry ma się zmniejszyć w ciągu kilkunastu najbliższych lat z obecnych 80 tys. do 65 tys. W 2050 r. ma tu mieszkać tylko nieco ponad 47 tys. osób.

    Na liście 122 miast średniej wielkości tracących funkcje społeczno-gospodarcze są także Kamienna Góra i Jawor. Obie miejscowości mają w najbliższym sąsiedztwie specjalne strefy ekonomiczne. Działające tam firmy, zatrudniające ogółem kilkanaście tysięcy osób, nie stymulują jednak wzrostu liczby mieszkańców.

    Jak wynika z analizy prof. Śleszyńskiego, prawie połowie z przebadanych 255 miast grozi dalszy spadek liczby ludności, zwłaszcza osób młodych i lepiej wykształconych. Ani praca w zachodnich koncernach (m.in. fabryce Mercedesa k. Jawora), ani nawet bliskość granicy polsko-niemieckiej (Zgorzelec, Bolesławiec) nie jest dla wielu tak atrakcyjna, jak przeniesienie się do wielkiego miasta. Takie zachowania obserwuje się m.in. w Jeleniej Górze, skąd coraz więcej osób przenosi się na stałe do Wrocławia.

    „Zachwianie równowagi na rynku pracy powoduje nadmierne dojazdy do pracy, które są dodatkowo utrudnione z uwagi na peryferyjność tych miejscowości”, czytamy w raporcie. Dodatkowo spadkowi liczby mieszkańców towarzyszą zwykle narastające problemy społeczne: atrofia, rozpad więzi społecznych i patologie.

    Zdaniem prof. Śleszyńskiego modelowym przykładem tego typu problemów jest m.in. obszar Sudetów i ich otoczenia w woj. dolnośląskim, sięgający od granicy niemieckiej prawie do Kotliny Kłodzkiej.

    – Po II wojnie światowej był tam silnie rozwinięty przemysł, a po 1989 r. zaczęły upadać kopalnie węgla oraz zakłady przemysłowe, odzieżowe, elektromaszynowe, co doprowadziło do bardzo dużego bezrobocia i silnych problemów związanych z restrukturyzacją gospodarczą – mówi prof. Śleszyński.

    Potwierdzeniem tych słów mogą być Lubin czy Polkowice. Miasta te, leżące w Zagłębiu Miedziowym, notują niewielki, ale stały wzrost liczby mieszkańców. Ich rozwój, związany głównie z przemysłem górniczo-hutniczym, skutkował m.in. stałym podnoszeniem poziomu życia mieszkańców. Ten argument skłonił już wiele rodzin do przenosin w te okolice.

    Depopulacja miast z listy 122 najbardziej zagrożonych (w tym siedmiu z terenu naszej diecezji) może sprowokować tendencje do wyludniania się mniejszych miast, a w konsekwencji także wsi. „W niektórych regionach z najmniejszych wsi niestety ludzie będą musieli wyemigrować, przenieść się do miast i miasteczek, bo inaczej lokalne systemy osadnicze i społeczno-gospodarcze będą coraz bardziej niewydolne, aż wreszcie mogą upaść” – czytamy w raporcie. Rozwiązaniem, według prof. Śleszyńskiego, może być m.in. łączenie gmin i likwidacja niektórych powiatów.

    – Szansą na pomoc tym regionom może być także rozwój funkcji turystycznych, drugich domów, zagospodarowanie w ten sposób porzucanej infrastruktury – dodaje uczony.

    Mimo złych prognoz demograficznych dla Dolnego Śląska to nie ten region jest najbardziej zagrożony wyludnieniem średnich miast. Największe nasilenie problemów społeczno-gospodarczych zdiagnozowano w Prudniku w woj. opolskim, Hajnówce w woj. podlaskim i w Bartoszycach w województwie warmińsko-mazurskim.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół