• facebook
  • rss
  • Coś tu się dzieje!

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 25/2017

    dodane 22.06.2017 00:00

    – Rozmawiamy i dzielę się tym, czego doświadczam, dla podbudowania innych. To nie są bowiem moje osiągnięcia. To wszystko Boża łaska, Boża miłość, Boża wola – mówi pokutnik, który odwiedził nasz region.

    Legnicę, Zgorzelec, Bolesławiec – te miasta w naszej diecezji odwiedził 67-letni Mieczysław Wocial. Ubrany jest jedynie w szary strój stylizowany na mniszy habit, a uszyty z worków jutowych. Niesie na plecach krzyż tak duży, jak on sam. W ciepłych miesiącach roku wędruje tak przez Polskę od przeszło 20 lat. Idzie i modli się za mieszkańców mijanych miejscowości.

    Przemierzył również Amsterdam, Rotterdam, Paryż, Kopenhagę, Pragę. Mówi, że niczego nie potrzebuje. Ma gdzie spać. Gdzie? „A coś znajdzie. Byle nie padało”. Nie, naprawdę nie potrzebuje jedzenia. Od 9 lat je tylko raz dziennie, a w plecaku ma konserwy, które otrzymał od jakiegoś księdza w poprzednim mieście, w którym był. Gdy się z nim spotykamy, cieszy się, że jego przesłanie będzie rozpowszechnione. Już po pierwszym pytaniu jego opowieść płynie jakby sama... – Przygoda mojego życia zaczęła się 30 lat temu. Pan Jezus dotknął mnie wtedy głęboko. Zacząłem myśleć o swojej duszy. Do tamtego czasu sprawy zbawienia i myślenie o nim były, jeśli mogę tak powiedzieć, rozmydlone. Pierwszą sprawą był powrót do modlitwy. Później pojawiło się wielkie pragnienie życia pustelniczego. To było niemożliwe, ale podjąłem ascezę. Umartwienie. Posty. Nocne modlitwy. Miałem w tym wielką radość i pokój serca. W tym czasie pojawiło się wielkie, wielkie pragnienie pomagania innym. Był to czas, gdy dowiedziałem się z objawień fatimskich o wizji piekła. To mnie bardzo, bardzo poruszyło, a wręcz przeraziło, że ludzie trafiają i będą trafiać do piekła, a całą wieczność spędzą tam na torturach – opowiada mężczyzna. Po kilku latach trafił na traktat „O prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny” autorstwa św. Ludwika de Montfort. Po jego przeczytaniu poświęcił się Maryi i został niewolnikiem Niepokalanej. – Wiedziałem, że modlitwa ma swoją moc. Tak samo posty, asceza, pokuta za grzechy. Mają moc zbawczą i nawracania innych, ale to jakby dla mnie było mało. Ja chciałem więcej i chciałem bardziej docierać do serc ludzkich. Ale w jaki sposób? Myślałem, myślałem. Najpierw uszyłem worek i dałem napisy z przodu i z tyłu: „Czyńcie pokutę!” I w tym worku pielgrzymowałem po miastach chyba ze dwa lata. Spotykałem wielu zagubionych ludzi. Ludzi, którzy akceptowali moje zachowanie. Otwierali swoje serca, pragnąc zmienić życie i wrócić do Boga. Potem myślałem: „Może zrobić coś mocniejszego?”. Zacząłem więc stale pielgrzymować – mówi pokutnik. Od tamtego czasu, gdy tylko robi się cieplej, rusza w świat. Idzie i modli się. Obowiązkowo odmawia 5 Różańców, Drogę Krzyżową. Koronek do Bożego Miłosierdzia nawet nie liczy. Praktykuje nocne modlitwy. – Dlaczego to robię? Widzę owoce. Jestem czytelnym znakiem przekonującym ludzi. Nie muszę nic mówić, a mówię wszystko. Wielu mówiło: „To przemawia, to budzi sumienia. Choćbyś nic nie powiedział, ty swoją obecnością mówisz wszystko”. Pojawia się u nich jakaś refleksja, coś się dzieje na poziomie ich serca – mówi. – Gdy byłem w Koninie, spotkałem młodego mężczyznę. Zadałem mu kilka podstawowych pytań: czy się modlisz, czy uczęszczasz na Mszę św.? Nie modlił się, nie chodził do kościoła od 11 lat. Długo go prosiłem, by ze mną poszedł na Mszę. Zgodził się w końcu. Weszliśmy do kościoła. Ja uklęknąłem i całą Mszę modliłem się za niego, zanurzając go w Najświętszej Krwi Chrystusa. On stał gdzieś pod chórem. Po skończonej Mszy podbiegł i z wielkim płaczem powiedział: „Bracie, coś się tu dzieje, coś się tu dzieje” pokazuje na swoje serce. Płakał, rzucił mi się w ramiona. Zarzekał się, że się wyspowiada i będzie się modlił. Inna dziewczyna prosiła o modlitwę za nią, bo była zniewolona przez złego ducha. Wstała szczęśliwa i zdrowa. A modliłem się nad nią „tylko” na różańcu! Mówiłem tylko „Zdrowaś, Maryjo”. Różaniec to potężna broń przeciwko demonowi! – dodaje Mieczysław Wocial. Czy spotkamy go znowu? Jest taka szansa. Będzie szedł jeszcze tydzień, pięć, może dziesięć. – Jest Boża zgoda z żoną. Gdy wracam, żona śmieje się i pyta: „To już żeś wrócił?” Trzeba było obejść jeszcze kilka miast”. Mam regułę życia. Nią żyję. Podstawą jest modlitwa, dużo modlitwy. No idę – mówi i rusza dalej.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół