• facebook
  • rss
  • Ty masz być księdzem

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 21/2017

    dodane 25.05.2017 00:00

    Różne były drogi, które poprowadziły trzech nowo wyświęconych kapłanów do odkrycia ich powołania, ale wszystkie wiodły do jednego celu – Jezusa Chrystusa.

    Księża Łukasz Świerniak i Norbert Turczynowski pochodzą z tej samej parafii – Matki Bożej Królowej Polski w Polkowicach – ale ich powołanie rodziło się w różnych okolicznościach. – Kiedyś nawet nie przypuszczałem, że będę kapłanem. Teraz z perspektywy czasu widzę, że pewna tajemnica była przez Pana Boga przede mną stopniowo odkrywana – mówi ks. Łukasz.

    Do seminarium wstąpił dwa lata po maturze, mając za sobą doświadczenie pracy zawodowej, a wcześniej studiów i wyjazdu za granicę. Twierdzi, że ten czas był mu potrzebny. – Doświadczyłem, jak bardzo ludzie potrzebują kierować się wartościami, z których ten świat jest wyzuty. W Holandii pewne procesy społeczne zaszły już bardzo daleko, ale materializm nie jest tam odpowiedzią na wszystkie potrzeby ludzi. Widziałem też naszych rodaków, którzy ciężko pracowali i którzy nadzieję odnajdywali we Mszy św. w duszpasterstwie polonijnym. Kiedyś obudziłem się rano z myślą: będziesz księdzem. Roześmiałem się wtedy – opowiada. Księdzu Norbertowi Turczynowskiemu myśl o kapłaństwie towarzyszyła od dawna. – Nie było jakiegoś przełomowego momentu, w którym zrozumiałem, że chcę zostać duchownym. Moje motywacje krystalizowały się przez kilka lat. Po raz pierwszy odczułem je tak silnie, kiedy przygotowywałem się do bierzmowania. To pragnienie stało się wtedy bardzo dojrzałe. Powiedziałem o tym proboszczowi, gdy byłem w trzeciej klasie gimnazjum. Dowiedział się jeszcze przed moimi rodzicami. Później było liceum humanistyczne i matura, a po niej decyzja: wstępuję do seminarium. To był długotrwały i powolny, ale stabilny proces. Zawsze chciałem oddać się cały takiemu stylowi życia – mówi ks. Norbert. Ksiądz Piotr Kulpa pochodzi z parafii Matki Bożej Różańcowej w Kamiennej Górze. Dla niego, tak jak dla jego bliskich, decyzja o kapłaństwie też była niejakim zaskoczeniem. – Wszyscy wokół mnie od zawsze spodziewali się, że ja lub Paweł, mój brat bliźniak, pójdziemy do seminarium. Obaj przecież byliśmy ministrantami, lektorami, ceremoniarzami, bardzo mocno angażowaliśmy się w uroczystości diecezjalne. Większość jednak mówiła, że to Paweł będzie księdzem, bo jest bardziej wyciszony. Ja jestem ekstrawertykiem. I kiedy poczułem, że Pan Bóg chce, bym to ja poszedł drogą kapłaństwa, przestraszyłem się. Uciekłem do Wrocławia. Ale czułem, że coś w tym jest, kiedy widziałem dobry przykład kapłanów. Takim wzorem byli np. śp. ks. Książek, a później ks. Janusz Leszczyński – opowiada ks. Piotr. Zawsze podkreśla, że jego powołanie zrodziło się w liturgii i do liturgii prowadzi. – Pamiętam ten dzień, jakby to było wczoraj, to była taka migawka: „ty masz być księdzem”. I wszystkie kwestie, które były wcześniej, jak: żona, dzieci – stały się nieważne. Ta myśl przyszła rano, a po południu miałem gotowe wszystkie dokumenty do seminarium – opowiada. Cała trójka mocno podkreśla, że w ich postanowieniu wielką rolę odegrała później wspólnota seminaryjna, która – ich zdaniem – jest jednym z fundamentów drogi do kapłaństwa. – Studiujemy razem, modlimy się razem, razem jemy posiłki, razem pracujemy i razem spędzamy wolny czas. Swoje trudności i rozterki także przeżywamy razem. To chyba nas wyróżnia, w dobrym tego słowa znaczeniu, od innych wspólnot akademickich. I to, że my ze swoimi problemami przychodzimy nie tylko do siebie nawzajem, ale do Tego, który te wszystkie nasze problemy już przeżył i je pokonał – mówią. Za drugi ważny element uważają modlitwę, a w szczególności Mszę św., jednoczące doświadczenie Eucharystii. Za trzeci – wspólnoty parafialne. – To jest ten obszar, gdzie nasze wątpliwości i problemy w zestawieniu z problemami ludzi stają się błahe i nieważne. To jest też doświadczenie roku pastoralnego, czyli praktyk w parafiach. Jesteśmy bowiem pierwszym rocznikiem, który przeszedł siedmio-, a nie sześcioletni cykl formacji seminaryjnej – wyjaśniają neoprezbiterzy. Teraz przed nimi kapłaństwo, które będą realizować w niełatwym przecież świecie. Sami jednak uważają, że jeśli człowiek ma w sobie tajemnicę Chrystusa, to najgorsza sytuacja jest dla niego najlepsza. – Bo pozwala wyjść do człowieka i powiedzieć: jesteśmy w tej samej sytuacji, dotykamy tego samego problemu. Ale tym, co może wtedy nas odróżniać, jest to, że jeden z nas będzie miał w sobie tajemnicę Chrystusa, a drugi nie – mówi ks. Norbert Turczynowski. Wszyscy lubią sport. Zapewniają, że będzie im towarzyszył w kapłaństwie. Ale, jak mówią, najpierw kapłaństwo, potem hobby. – Hobby nie ma być czymś, w czym mamy się spełniać. Sport jest powszechną formą spędzania wolnego czasu, i może prowadzić do jedności z Bogiem – zapewniają. – Chcemy go wykorzystywać, aby pomóc drugiemu człowiekowi jeszcze bardziej przylgnąć do Chrystusa.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół