• facebook
  • rss
  • Cud, miód, kószka

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    Po prawie stu latach znów można skosztować legendarnego ciastka, którego smak znano w Europie. Autorski przepis Paula Straussa odnaleźli i zastosowali wrocławski historyk i polkowicka etnograf.

    Paul Strauss zasłynął z wypieku kószki śląskiej, nazywanej później kószką polkowicką. Ten mało znany dziś słodki specjał wypiekano z masy bezowej doprawianej wanilią i cynamonem. Wypiekane pojedyncze kręgi różnej wielkości, grubości małego palca, sklejano karmelem na kształt dawnego ula zwanego kószką, wyplatanego ze słomy – podaje „Kronika miasta Polkowice” (Chronik der Stadt Pol- kwitz) z 1911 roku.

    Kószka (niem. Bienenkorb – pszczeli kosz) była jednak czymś więcej niż tylko słodką bezą. Jej kształt i nazwa nie bez kozery nawiązywały do pszczelego ula ze słomy. Polkowice przez wiele wieków były bowiem pszczelarskim centrum regionu. Doktor Grzegorz Sobel z Instytutu Historycznego Uniwersytetu Wrocławskiego mówi, że dawniej kuchnia Dolnego Śląska obfitowała w wiele lokalnych słodkości. – Wśród nich dominowały pierniki, nadziewana bogato bakaliami bomba legnicka, korzenna bomba apostołów z Chełmska Śląskiego, przekładana powidłami i bitą śmietaną, piernik wrocławski z rodzynkami i orzechami włoskimi czy wypiekane na maślance pierniczki świdnickie oraz pierniczki bardzkie i wambierzyckie – wylicza. I choć palma pierwszeństwa pośród nadodrzańskich wypieków przypadała śląskiej drożdżówce z cynamonową kruszonką, za którą przepadali nawet pruscy Hohenzollernowie, i która stała się tematem wiersza Schlesische Streuselkucha, to obok niej ponadregionalną sławę zdobyły tylko kószka jaworska (Jauersche Bienenkorb) oraz jej młodsza siostra – kószka polkowicka (Polkwitzer Bienenkorb). – Ów nieznany dziś zupełnie w kuchni polskiej specjał – słodka kószka, przypominający ul, to dowód na poszukiwanie przed ponad stu laty lokalnego smaku miasta kojarzonego dziś niemal wyłącznie z miedzią, ale też z silnie rozwiniętym w Polkowicach na przełomie XIX i XX w. pszczelarstwem – przypomina dr Grzegorz Sobel. – Polkowiccy pszczelarze znani byli na Dolnym Śląsku z miodów wielokwiatowych, a słodka kószka stała się ich symbolem. Wypiekane pierwotnie kószki bezowe z dodatkiem mielonych migdałów i wanilii, znane i lubiane na całym Śląsku, często faszerowane kremem, w wielu domach ewoluowały w kierunku aromatycznych pierników i miodowników – opowiada. W 1837 r. Adolf Mittmann otworzył w rynku pod nr. 34 pierwszą cukiernię w Polkowicach, wzorowaną na cukierniach zakładanych przez szwajcarskich „konditorów”, działających w większości miast dolnośląskich od końca XVIII wieku. Cukiernia Mittmanna szybko zasłynęła z wyśmienitych konfitur. Serwowała także kawę, stając się z czasem miejscem codziennych spotkań polkowickiego mieszczaństwa. Jednocześnie silną pozycję w mieście mieli miejscowi pszczelarze, zrzeszeni od 1921 r. w polkowickim towarzystwie pszczelarskim. W latach 80. XIX w. cukiernię Mittmanna przejął Paul Strauss – twórca oryginalnej kószki pol- kowickiej, przyprawianej cynamonem i wanilią. W „Kronice miasta Polkowice” czytamy, że jego kószka „cieszyła się światową sławą”. Zdaniem wrocławskiego naukowca nie ma w tym określeniu przesady. – W latach 20. ubiegłego stulecia władze miasta organizowały w Berlinie „Dni Polkowic”, podczas których promowano tradycje i obyczaje jednego z najmniejszych dolnośląskich miast, zaś kószka polkowicka stała się jego znakiem firmowym. Pakowana przez Straussów w eleganckie pudełeczka znajdowała miejsce jako prezent bożonarodzeniowy pod choinką, zaś w kawiarniach Głogowa i Lubina oryginalne kószki polkowickie uchodziły za wykwintny specjał podawany do kawy – mówi dr Sobel. Po wojnie na długie dziesięciolecia zapomniano o polkowickiej kószce. Komunistycznym władzom nie zależało na pielęgnowaniu dawnych smaków i tradycji. Poza tym w kraju brakowało cukru na słodkie fanaberie. Legendarna nazwa Bienenkorb przewijała się jednak we wspomnieniach niemieckich mieszkańców miasta. Idąc tym śladem, Agnieszka Kompanicka-Dyczko z Wiejskiego Ośrodka Kultury w Sobinie (gm. Polkowice) wraz z dr. Sobelem odnaleźli oryginalny przepis na tę legendarną słodkość. Dzięki temu po raz pierwszy po prawie stu latach można było jej spróbować podczas 18. Konkursu Kulinarnego, organizowanego w mieście w ramach 50. rocznicy powrotu praw miejskich do Polkowic.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół