• facebook
  • rss
  • Jednemu wędkę, drugiemu rybę

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 20/2017

    dodane 18.05.2017 00:00

    – Ja nie mówię: rozdajcie, co macie, a świat będzie lepszy. Mówię – zmieńcie siebie, proporcje w podejściu do swojego życia – dowodził autor „Tabletek z krzyżykiem” podczas serii spotkań z mieszkańcami Dolnego Śląska.

    Szymon Hołownia spotkał się m.in. z mieszkańcami Bolesławca, Polkowic i Lubania. Dziennikarz i publicysta katolicki wszędzie mówił o swoich fundacjach, pomagających dzieciom i chorym w Afryce – Dobrej Fabryce i Kasisi.

    Ta druga prowadzi największy ośrodek pomocy w całej Zambii, a w Kongu – szpital, który przyjmuje 15 tys. chorych rocznie. – Jesteśmy fundacją, która nie ma pieniędzy, ale pozyskujemy je bardzo skutecznie. W jednym z ośrodków udaje nam się dzięki temu przyjmować około tysiąca porodów rocznie. Gdzie indziej mamy ośrodek leczenia głodu, gdzie stale przebywa 180 dzieci – wyliczał Szymon Hołownia. Dowodził, że im dłużej obie fundacje działają „w mikroskali”, tym bardziej jest przekonany, iż to właściwa metoda. – To nie jest tak, że potrzebującemu trzeba dać wędkę, nie rybę. Sytuacje są różne, różni są ludzie i ich potrzeby. Dlatego rozwiązania też trzeba stosować różne. Jednemu trzeba dać wędkę, innemu rybę. Mówienie na przykład, że ludziom w Syrii trzeba pomagać wyłącznie tam, na miejscu, jest bzdurą. Jednym w Syrii, innym poza Syrią. Jeśli gdzieś w tym wszystkim stracimy z oczu człowieka, wtedy powstają różne „oenzety”, które źle gospodarują pieniędzmi. Wielu sądzi, że jeśli ktoś jest biedny, to jest głupi. My wiemy, że można dać bezdomnym pieniądze – bez kontroli, bez chodzenia za nimi, nauczania – i 90 proc. z ich nie zmarnuje tych pieniędzy. Nie przepiją i nie przećpają, ale wydadzą na poprawę swojego położenia – zapewniał dziennikarz. – Zazwyczaj, kiedy dajemy komuś pieniądze, to albo dlatego, że zasłużył i jest to wtedy nagroda, albo dlatego, że rokuje i to wtedy jest inwestycja. A jak dajemy komuś, kto ani nie zasłużył, ani nie rokuje, to jest miłosierdzie. Jezus mówi wyraźnie w Ewangelii „błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią”. Czyli: chcesz dostać za darmo, musisz dać za darmo. Trzeba przestać puszczać agentów za tymi, którym się dało pieniądze. Daj i idź! – radził Hołownia. Publicysta przywołał także cytat ze św. Brata Alberta Chmielowskiego. – On zaczynał od tego, że dawał potrzebującym śniadanie. Dlaczego śniadanie? Żeby nie pili na czczo – przypomniał gość spotkania. Sporo czasu zajęły pytania dotyczące książek gościa, zwłaszcza „Świętych codziennego użytku” oraz „36 i 6 sposobów na to, jak uniknąć życiowej gorączki, czyli katechizmu według Szymona Hołowni”. Uczestnicy spotkań pytali m.in. o to, jak mają traktować świętych w codziennym życiu. – To były osoby z krwi i kości, nie jakieś wydmuszki. Jednych można lubić, innych nie. Tak samo, jak nie z wszystkimi chcemy się kolegować, bo nam się z różnych powodów nie podobają. Książka „Święci codziennego użytku” to nie konstrukcja, ale dekonstrukcja świętych. Ja odzieram ich z legend, żeby pokazać człowieka – wyjaśniał Szymon Hołownia. Później jednak rozmowa wróciła do kwestii pomocy innym, miłosierdzia i tego, co w tym wszystkim szwankuje. – Obecnie wiemy, że każdy człowiek na ziemi może otrzymać dziennie 2800 kalorii. Zasoby ziemi są też na tyle duże, że gdyby ich wartość podzielić pomiędzy ludzi, każdy mógłby mieć milion dolarów. Bóg tak urządził świat, że możemy mieć wszystkiego pod dostatkiem. Więc dlaczego ciągle jest głód? Dlaczego są ludzie biedni i bezdomni? Ja nie mówię: rozdajcie, co macie, a świat będzie lepszy. Mówię – zmieńcie siebie, proporcje w podejściu do swojego życia – apelował gość spotkania. Pytano o modlitwę „koralikową” oraz przykład Rysia, który w jednej z książek Hołowni codziennie z boiska szedł do kościoła, gdzie mówił: „Cześć, przyszedł Rysiu”. A kiedy umierał, zobaczył przed sobą postać, która powiedziała: „Cześć, przyszedł Jezus”. – Najważniejsze, że się z Nim znacie. Że umiecie Go rozpoznać. Bo może On nie będzie wyglądał jak rzeźba ze Świebodzina, ale np. jak żebrak? Święty Augustyn mówił: „Boję się przechodzącego Boga”. Że nie rozpozna Jezusa w przechodzących ludziach – przypomniał Szymon Hołownia. O modlitwie „koralikowej”, polegającej na przekładaniu paciorków i powtarzaniu we frazie słowa „Jezus”, mówił, że to nie żadna mantra, tylko wyznanie wiary. – Słowo Jezus oznacza „Bóg zbawia”. Powtarzanie tego imienia dziesiątki, setki, tysiące razy zmieni nasze życie. Nie sprawi, że zmieni się świat wokół nas, ale że my się zmienimy – zapewniał. Szymon Hołownia od czterech lat ponownie jest dziennikarzem „Rzeczpospolitej”. Jest laureatem wielu nagród dziennikarskich, m.in. Grand Press. Nagrodzony „Ostrym Piórem” i nagrodą „Ślad” im. bp. Jana Chrapka. W ub. roku został wyróżniony Odznaką Honorową za Zasługi dla Ochrony Praw Dziecka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół