• facebook
  • rss
  • To wydawało się niemożliwe

    Jędrzej Rams Jędrzej Rams

    dodane 03.04.2017 09:07

    Dla kilkudziesięciu legniczan rocznica śmierci św. Jana Pawła II ciągle wywołuje wspomnienia. Dlatego znowu spotkali się przed jego pomnikiem o godz 21.37.

    Przez kilka pierwszych lat po śmierci św. Jana Pawła II wierni każdego 2 kwietnia spotykali się, by wspominać i modlić się do Papieża Polaka. Od czasu beatyfikacji i wyznaczenia wspomnienia liturgicznego, Kościół wspomina go 22 października. Mimo tego wspomnienia z tamtego kwietnia z 2005 roku nadal był i są żywe wśród wiernych. Również wśród legniczan o czym można było się przekonać również i w tym roku.

    - Dziękuję wam, że dzisiaj tutaj przyszliście. Dzisiaj miałem takie zamyślenie, że Jan Paweł II był wielkim obrońcą życia. Dzisiaj co prawda wspominamy Jego odejście, ale ono wpisuje się w życie. Gdy dziecko się pocznie, rodzi się nowe życie. Drugi raz się rodzimy, gdy wychodzimy z łona matki. Później rodzi nas na nowo chrzest święty. Także śmierć naszego ciała nas rodzi na nowo - do życia wiecznego. I właśnie śmierć św. Jana Pawła II zrodziła go już do życia w wieczności - mówił Artur Torbiński, drużynowy legnickiej 710. Drużyny Wędrowniczej „KEDYW” im. Generała Stefana Grota Roweckiego.

    W niedzielę 2 kwietnia legniczanie już od godziny 20.30 zbierali się przed pomnikiem Ojca Świętego stojącym przy legnickiej katedrze. Początkowo byli to tylko harcerze, którzy trzymali przy pomniku wartę honorową. Gdy zebrało się już kilkadziesiąt osób, rozpoczęła się spontaniczna modlitwa. Modlono się za poszanowanie życia, za Ojczyznę.

    - Pamiętam tamte chwile bardzo dobrze. To było niewyobrażalne, żeby odszedł od nas "nasz" papież. Jako dziecko bardzo często w niedziele chodziłem do mojej babci. U niej zawsze był wtedy włączone telewizor i ona oglądała transmisje modlitwy Anioł Pański z Watykanu. Dla mnie Jan Paweł zawsze był i będzie papieżem. Mimo że wiadomo było w jakim stanie zdrowia jest papież, nikt nie wierzył, że on może od nas odejść. To wydawało się niemożliwe. Dzisiaj wierzymy, że jest on w niebie. Mamy orędownika w niebie. Sam mam w domu jego obrazek i przychodząc czy wychodząc z domu prowadzę z nim dialog. Wiem czy on mnie pochwali czy zgani. Bardzo się cieszę, że mamy takiego orędownika w niebie - mówił Andrzej Lorenc.

    Kilka osób chyba z ciekawości podeszło do grupy modlących się przy pomniku. Stali też Martyna i Grzegorz Pisarscy z synem Tomkiem.

    - Byliśmy na spotkaniu rodzin z dziećmi z autyzmem, które odbywało się niedaleko. Wracając zobaczyliśmy grupę osób modlących się tutaj i postanowiliśmy na chwilę podjeść. Mały był śpiący ale tak pięknie zaczął odmawiać z resztą litanię do św. Jana Pawła, że zostaliśmy. Młody zasnął ale zostaliśmy do końca. Uruchomiły się wspomnienia sprzed 12 lat. To było wówczas rok, w którym świętowaliśmy nasze 18. urodziny. Dzień przed śmiercią św. Jana Pawła byłem akurat na przyjęciu u jednej z koleżanek i wiedząc w jakim stanie zdrowia jest papież, umówiliśmy się, że gdyby przyszła informacja o jego śmierci, to przerwiemy imprezę - wspominał Grzegorz Pisarski.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    Komentowanie dostępne jest tylko dla .

    Reklama

    Zapisane na później

    Pobieranie listy

    Reklama

    przewiń w dół