• facebook
  • rss
  • Trop wiedzie do prawdy

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 09/2017

    dodane 02.03.2017 00:00

    Biegać każdy może, znać historię każdy musi – to chyba recepta na sukces biegu Tropem Wilczym.

    Kilka tysięcy osób wzięło udział w kilku biegach Tropem Wilczym, jakie zostały zorganizowane m.in. w Jeleniej Górze, Lubinie i Bolesławcu. W tych dwóch ostatnich miejscowościach do organizacji imprezy bardzo mocno włączyli się kibice piłkarscy. W Lubinie tradycyjnie uroczystości patriotyczne zakończyły się na Wzgórzu Zamkowym. Uczestnicy złożyli tam kwiaty i odśpiewali hymn narodowy. Wszystkiemu towarzyszyły race świetlne.

    W Jeleniej Górze środków pirotechnicznych nie było, ale atmosferę świętowania podgrzewali uczestnicy. W zeszłym roku bieg Tropem Wilczym odbywał się w centrum miasta. Tym razem przeniesiono go do uzdrowiskowej części, do Parku Norweskiego w Cieplicach. – Może po części będzie to nieco atrakcyjniejszy bieg, ponieważ przypomina trochę o losie żołnierzy wyklętych. Przecież jako partyzanci chronili się właśnie w lasach. No i wilki też lubią leśne ostępy – mówił Mirosław Dębski, organizator. Do biegania zaprosił Uczniowski Klub Sportowy „Pankracy” działający przy Publicznym Katolickim Gimnazjum u św. Pankracego. W wielu miejscowościach przygotowania wsparli parlamentarzyści, m.in. posłanka na Sejm RP Marzena Machałek czy poseł Krzysztof Kubów z Lubina, którzy ufundowali pakiety startowe. Wszyscy do pokonania mieli symboliczny dystans 1963 metrów, na pamiątkę roku 1963, kiedy to władze komunistyczne złapały ostatniego żołnierza wyklętego. Po ukończeniu zmagań na start ponownie stanęło wielu biegaczy, tym razem by zmierzyć się na 5-kilometrowym dystansie.

    Pamięć, która trwa

    Marek Gadowicz pracownik IPN-u we Wrocławiu – Na biegu Tropem Wilczym w Jeleniej Górze byłem pierwszy raz. Gratuluję takiej działalności. Widzę sporo osób, a wśród nich bardzo dużo młodzieży. I na nią stawiamy w naszej działalności. To też jest edukacja. Przez 60 lat nie wolno było nikomu o mówić o żołnierzach nazywanych obecnie niezłomnymi czy wyklętymi. Ja sam wolę używać sformułowania „żołnierze drugiej konspiracji”, bo to określenie nie jest nacechowane żadnym bagażem emocji. To ułatwia rozmowę na ich temat. Ale nawet w czasach nam współczesnych pamięć o nich jest nierzadko wypaczana. A nam nie wolno zapomnieć o ludziach, którzy zostali zgładzeni i celowo skazani na niepamięć. Myślę, że musimy postawić na młodzież i pielęgnować pamięć, która pozostała o tamtych żołnierzach. Nie świadczą o nich same groby czy doły śmierci, ale tego typu imprezy i pamięć, która trwa. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół