• facebook
  • rss
  • Powoli, z łaską...

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 07/2017

    dodane 16.02.2017 00:00

    – Wybaczyłam mężowi, jego pani, on wie, że może do mnie wrócić – mówi pani Elżbieta.

    Podczas tegorocznej kolędy spotkałem się z kilkoma parafianami po rozwodach cywilnych, żyjącymi w związkach niesakramentalnych, którzy powiedzieli mi, że nie są zainteresowani uregulowaniem swojego życia duchowego w tym momencie, bo czekają na potwierdzenie przez Kościół zmiany jego nauczania – mówi ks. Marcin Kozyra SDB z Lubina. Zdziwienie kapłana tymi komentarzami stało się jego motywacją do działania i już na początku lutego parafię pw. św. Jana Bosko odwiedził ks. Przemysław Dubowik z Opola, krajowy duszpasterz Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar”, a kilka dni później przyjechała do Lubina Anna Jedna, autorka książki „Ile warta jest twoja obrączka?”.

    Zacząłem od siebie

    Wydarzenia te miały pokazać, że dostrzeganie problemów osób mających ślub kościelny, ale żyjących w związkach niesakramentalnych, sięga dalej niż do początku pontyfikatu papieża Franciszka. Jedną z odpowiedzi Kościoła na nie są spotkania organizowane przez wspólnotę „Sychar”. Jej nazwa pochodzi od miejscowości, w pobliżu której znajdowała się studnia, gdzie, według Ewangelii, Jezus rozmawiał z Samarytanką. On – źródło Żywej Wody, ona – kobieta po licznych nieszczęśliwych związkach. Taki obraz przemawia do członków Wspólnoty Trudnych Małżeństw. – Osoby, które tutaj trafiają, bardzo często są w bardzo złym stanie psychicznym. Przeżywają kryzys, brak im wiary w pozytywne zakończenie konfliktów, mają wrażenie, że całe życie straciło sens, że nie ma dla nich już pozytywnej odpowiedzi Kościoła – mówi pani Elżbieta, która od lat jest w legnickiej wspólnocie. – Są to bardzo często osoby głęboko wierzące i też z tego powodu oceniają się bardzo krytycznie. Nie wiedzą, jak pogodzić zaistniałą sytuację ze swoją relacją z Bogiem. Ks. dr Tomasz Czernik, duszpasterz legnickiego „Sycharu”, podkreśla także bardzo ważne przeświadczenie tych osób: – Te osoby są pełne wiary w wartość przysięgi małżeńskiej. Szukają sobie miejsca w Kościele, nie zawierają nowych związków, konkubinatów, tylko cierpliwie czekają na powrót małżonka – opowiada kapłan. – Po ludzku wydaje się, że nie ma na takie pojednanie nadziei. Ci ludzie uczą mnie, czym jest miłość mimo braku nadziei. Oni wierzą, bo zaufali Bogu podczas sakramentu małżeństwa. Dla nich tamten ślub miał prawdziwą moc i wartość. Walczyć o rozpadające się małżeństwo chce m.in. Janusz Wyżliński. – Dzięki temu, że odkryłem wspólnotę, nie doszło do trzeciej rozprawy o rozwód. Tutaj znalazłem kapłanów, którzy pokazali mi właściwy kierunek. Przestałem obwiniać żonę i próbować ją zmieniać, a zacząłem od siebie. Po półtora roku mojego bycia w „Sycharze” nawet moja żona zauważyła, że zmieniam się na lepsze. Rozmawialiśmy o naszym życiu, dziecku... powoli, powoli z łaską Boga wszystko zaczęło się naprawiać. Były modlitwa, rekolekcje, pielgrzymki, praca nad sobą. Było warto – zapewnia pan Janusz. Ksiądz Czernik mówi, że łaska zawsze działa w oparciu o naturę. – Jeżeli człowiek trwa w przekonaniu, że winna jest tylko druga strona, to niełatwo o naprawę małżeństwa. Wspólnota pomaga zrozumieć swoje błędy, naprawić swoje podejście, swoje nastawienie, relację z Bogiem, a na końcu – odbudowywać relacje z małżonkiem. Wówczas współpracuje się z łaską i są wielkie owoce – mówi kapłan.

    „Stary” nasz człowiek umiera

    Adhortacja Amoris laetitia (Radość miłości) została przez niektóre środowiska blednie odczytana. Ale nie przez członków „Sycharu”. Ogólnopolskie środowisko wspólnoty już przy zapowiedziach zwołania Synodu ds. Rodziny wystosowało specjalne listy do jego uczestników, a także przetłumaczyło i wysłało im książkę „Ile warta jest twoja obrączka?”. Podkreślali przy tym jedno – dla nich nauczanie Kościoła o nierozerwalności małżeństwa jest święte. Charyzmatem Wspólnoty Trudnych Małżeństw „Sychar” jest dążenie do uzdrowienia sakramentalnego małżeństwa, które przeżywa kryzys. Prawda o mocy sakramentu oznacza, że nawet jeśli małżonkowie nie potrafią ze sobą być i dochodzi do ich separacji, czyli oddzielnego mieszkania, to ich małżeństwo trwa nadal. Nadal są mężem i żoną, i jako tacy staną przed Bogiem. Biskup Zbigniew Kiernikowski tak pisze, tłumacząc na swoim blogu fragment Ewangelii, w której Jezus jest pytany o list rozwodowy Mojżesza: „(...) Kiedy jednak teraz Jezus przychodzi, aby odkupić człowieka, czyli zgładzić w nim jego grzech i na nowo uczynić go na obraz i podobieństwo Boga, przywraca człowiekowi także tę zdolność trwania w jedności i nierozerwalności małżeństwa. Jezus przez swoją Tajemnicę zbawczą (śmierć na krzyżu i zmartwychwstanie oraz udzielenie wierzącym Ducha Świętego) uzdalnia człowieka do życia nie dla siebie, lecz do właściwego przeżywania relacji do drugiego człowieka i trwania z nim w jedności. W oparciu o tajemnicę śmierci dla siebie i dar życia dla drugiego zostaje więc »odrestaurowana« jedność małżeńska. (...) Dzieje się to w chrzcie, kiedy to »stary« nasz człowiek umiera, a rodzi się nowy, stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Taki człowiek jest w stanie żyć w jedności i nierozerwalności małżeńskiej. (...) Gdy więc padają pytania dotyczące małżeństwa, a w szczególności jego nierozerwalności, winniśmy nie tyle stawiać to w kategoriach czy wolno, czy nie wolno, lecz kim są chrześcijańscy małżonkowie. Czy są chrześcijańskimi małżonkami, których życie, a więc wzajemne relacje są oparte na Chrystusie? Jeśli są one oparte na Chrystusie i małżonkowie (albo przynajmniej jedno z nich) przeżywają swoje życie jako nowe stworzenie (wynikające z chrztu) uzdalniające do życia nie dla siebie, to ich małżeństwo będzie nierozerwalne (...)”. Każde więc załamanie się relacji w chrześcijańskim małżeństwie świadczy o braku tego odniesienia i jest w jakiejś mierze zdradą wobec samego Chrystusa – jakby okazał się On „niewystarczający czy nieskuteczny”. „Nie jest to więc tylko przekroczenie czy złamanie prawa, lecz jakaś forma czy jakiś przejaw zaparcia się własnej chrześcijańskiej egzystencji, a konkretnie odniesienia do Jezusa Chrystusa”. I to jest właśnie przyczyna niemożności przystępowania do Komunii św., bycia w pełnej relacji z Jezusem.

    Teraz jest lepiej

    – Świat mi czasami podpowiada, żebym poszukała sobie partnera. Nie czynię tego dlatego, że mam świadomość, iż przysięgałam przed Bogiem. Po latach w „Sycharze” wybaczyłam mężowi jego odejście, wybaczyłam jego pani, z którą jest, i potrafię się za nich modlić. On też dobrze wie, że gdyby zechciał, może do mnie wrócić. Mówiłam mu to nieraz. Wysyłam mu czasami sygnały, że o nim pamiętam i że go kocham – mówi pani Elżbieta. Taka postawa pozwala jej na pełne życie sakramentalne, w tym przystępowanie do Komunii św. – Nie ma co słuchać ludzi, którzy czekają na „zmianę nauczania Kościoła”. Z Bogiem można wszystko. Mało tego – moje małżeństwo i walka o nie są dzisiaj przykładem dla moich kolegów z pracy, że warto starać się o pojednanie. Mam dobrą pracę, mogłem odejść od żony, ułożyć życie z inną. Ale walczyłem i dzisiaj dajemy razem przykład innym. I nie boję się o tym mówić. Było źle. Teraz jest lepiej niż było przed kryzysem. Dzięki Bogu i jego mocy – mówi Janusz Wyżliński.

    Zawsze jest miejsce

    Już za tydzień w krzeszowskim klasztorze sióstr benedyktynek odbędą się rekolekcje dla innej bardzo wymagającej grupy duszpasterskiej – osób żyjących w powtórnych związkach po rozwodzie. Poprowadzą je przedstawiciele spotkań małżeńskich oraz ks. dr Mariusz Habiniak. – Wychodzimy z prostego założenia: wszystkich ludzi, a szczególnie tych żyjących w związkach niesakramentalnych, prowadzimy do spotkania z Bogiem, głosząc im słowo. Nie chodzi tylko o to, by umacniać ich więź niesakramentalną, ale o to, by doświadczyli wspólnoty z Bogiem i Kościołem, która prowadzi do nawrócenia serca – mówi ks. Habiniak. Uczestnikom rekolekcji nie jest proponowane żaden gotowy schemat ani łatwe rozwiązania. Każda sytuacja osób żyjących w drugim związku po rozwodzie jest niepowtarzalna. Z tego względu w czasie rekolekcji zachęcane są one do indywidualnej refleksji nad swoim życiem. Inspirację do tej pracy stanowią wprowadzenia kapłana i świadectwa małżeństw animatorów, które przeszły przez rozwód, ale pojednały się z Bogiem. Owocem rekolekcji jest często decyzja o skierowaniu odpowiednich dokumentów do sądu kościelnego w celu zbadania ważności zawarcia małżeństwa sakramentalnego. Czasami rekolektanci zaczynają odczuwać głód Boga i porządkują, w miarę możliwości, swoją modlitwę czy wychowanie dzieci. Zdarza się też, że niektóre pary decydują się, po doświadczeniu Bożej miłości, na rozstanie bądź początek życia w tzw. białym małżeństwie. Organizowanie duszpasterstwa osób żyjących z związkach niesakramentalnych ma swoją podstawę w nauczaniu papieża Jana Pawła II. W papieskim dokumencie posynodalnym o rodzinie Familiaris consortio z roku 1981 czytamy: „Wzywam gorąco pasterzy i całą wspólnotę wiernych do okazania pomocy rozwiedzionym, do podejmowania z troskliwą miłością starań o to, by nie czuli się oni odłączeni od Kościoła, skoro mogą, owszem, jako ochrzczeni, powinni uczestniczyć w jego życiu”. – Oczywiście, podstawą duszpasterstwa rodzin jest troska o małżeństwa sakramentalne czy też przygotowanie narzeczonych do jego przyjęcia. Pary niesakramentalne to prawdziwy ułamek, promil naszej działalności. Głównie z tego powodu, że to one nie czują więzi z Kościołem! Na nasze rekolekcje nie przyjeżdżają tłumy. Zawsze jest miejsce dla kolejnych par. A naszą rolą, jako kapłanów, jest głoszenie słowa tak, by oni nie bali się przychodzić do Boga i szukać rozwiązania swojej sytuacji – mówi kapłan. •

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół