• facebook
  • rss
  • Ojcowie uciekali, synowie pobiegli

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 52/2016

    dodane 22.12.2016 00:00

    W kościele św. Barbary schroniło się kilkuset górników uciekających przed ZOMO. Był 17 grudnia 1981 roku. Schronienia górnikom udzielił proboszcz. Po 35 latach drogą ich ucieczki pobiegły setki ludzi, by oddać hołd kapłanowi, co się władzy ludowej nie kłaniał.

    Nie w roboczych ubraniach, ale w białych koszulkach. Nie w gumowcach, ale sportowych butach. Nie drżąc z przerażenia, ale z dumą w sercu. Uczestnicy I Biegu im. ks. Jerzego Gniatczyka swoim udziałem w tej manifestacji patriotyzmu i pamięci o tym, co działo się w stanie wojennym, oddali hołd strajkującym wtedy górnikom i kapłanowi, który był ich duchowym przywódcą. 35 lat temu, 17 grudnia 1981 r., na wieść o wprowadzeniu stanu wojennego w zakładach w całym kraju wybuchło kilkaset strajków.

    Domagano się m.in. przywrócenia swobód obywatelskich oraz powtórnej legalizacji wolnych związków zawodowych. Władza ludowa zareagowała na te wystąpienia w swoim stylu. Strajkujące zakłady pacyfikowano przy użyciu wojska, milicji i ZOMO. Nie inaczej było w Polkowicach, gdzie uzbrojeni w broń palną, armatki wodne i gaz łzawiący zomowcy otoczyli kopalnie „Rudna” Główna i „Rudna” Zachodnia, gdzie strajkowało w sumie ok. 7 tys. górników. Kiedy zomowcy zaatakowali, kilkuset z nich udało się wydostać z kordonu. Rozpoczęła się rozpaczliwa ucieczka w kierunku niedalekiego miasta. Kiedy dotarli do rynku, schronienia udzieliła im świątynia pod wezwaniem ich patronki, św. Barbary, otwarta przez ks. Gniatczyka. Ścigające ich oddziały zatrzymały się. Być może tylko dlatego nie doszło w Polkowicach do sytuacji, która wydarzyła się dzień wcześniej w śląskiej kopalni „Wujek”, gdzie od kul zginęło dziewięciu górników. W Polkowicach uroczystości upamiętniające ucieczkę górników do kościoła odbyły się w takiej skali po raz pierwszy. Dzień rozpoczęto od złożenia wiązanek kwiatów i zapalenia zniczy pod pomnikiem Górnikom Polskiej Miedzi. Jeszcze tego samego poranka sprzed kopalni „Rudna” wystartował bieg. Kilkaset osób pokonało trasę ok. 5 km na polkowicki rynek. Metę usytuowano pod kościołem św. Barbary. – Dla mnie ten bieg ma wielkie, emocjonalne znaczenie, bo tą trasą 35 lat temu uciekał z kopalni mój ojciec, teraz pokonuję ją ja – powiedział polkowiczanin Paweł Paździor. Biegli nie tylko ci, którzy pamiętali wydarzenia stanu wojennego. Sporo było młodzieży gimnazjalnej i szkół średnich. Jako pierwszy na metę w polkowickim rynku wbiegł Grzegorz Jankowski z Jaczowa w gminie Jerzmanowa, pracownik ZG Polkowice-Sieroszowice. Ale zwycięzcami byli wszyscy. Każdy uczestnik tego historycznego biegu otrzymał pamiątkowy medal. Głównym punktem uroczystości 35. rocznicy pacyfikacji kopalni „Rudna” była Msza św. w kościele pw. św. Barbary. Eucharystii przewodniczył bp Zbigniew Kiernikowski, ordynariusz legnicki. Do koncelebry stanęli księża diecezjalni, także ci, którzy jak ks. Gniatczyk, w stanie wojennym pracowali na terenie Zagłębia Miedziowego i nieśli pomoc duchową strajkującym i prześladowanym. Postać ks. Gniatczyka jest nadal bardzo żywa w pamięci mieszkańców Polkowic. Kapłan zmarł w październiku 2015 roku. Ostatnie lata życia spędził jako proboszcz parafii pw. św. Judy Tadeusza na jeleniogórskim os. Czarne. Do końca życia pomagał potrzebującym i chorym.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół