• facebook
  • rss
  • Dzięki cudom widzisz więcej

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 52/2016

    dodane 22.12.2016 00:00

    Ks. Andrzej Ziombra o sygnałach wysyłanych przez Pana Boga i tym, czego my nie dostrzegamy.

    Jędrzej Rams: Co Ksiądz robił w Rzymie na początku grudnia?

    Ks. Andrzej Ziombra: Brałem udział w konferencji o cudach eucharystycznych. Organizował ją i zapraszał na nią Janusz Kotański, polski ambasador przy Stolicy Apostolskiej. Jak sam tłumaczył dziennikarzom, chciał w ten sposób podkreślić, że w XXI w., który wydaje się przesiąknięty naukami empirycznymi, mówienie o cudach jest swoistym fenomenem. Jak podkreślał, cuda eucharystyczne w żadnym wymiarze nie podważają nauk ścisłych, lecz jedynie poszerzają zakres obserwacji świata, jego pojmowania. Nie ma żadnego wykluczania nauki. Dlatego on, zainspirowany wydarzeniami w Sokółce (gdzie był i się modlił), i w Legnicy, postanowił zaprosić red. Grzegorza Górnego, Pawła Skibińskiego z Uniwersytetu Warszawskiego oraz ks. Francesco Annesi, rodem z miejscowości Bolsena, gdzie też dokonał się cud eucharystyczny. Moje wystąpienie miało bardziej charakter świadectwa.

    Jest wspólny mianownik tych wydarzeń? Teologowie mówią jednym głosem w kwestii interpretacji tych cudów?

    Interpretacja jest jedna: Pan Bóg próbuje dać nam znaki, wysyła sygnały. Chce zwrócić na siebie uwagę. Chce mówić: „Jestem w Eucharystii”. Jeden z prelegentów przedstawił historie i tło 19 cudów eucharystycznych z Hiszpanii. Zwrócił uwagę, że sytuacja hiszpańska miała związek z niedowierzaniem i trudnymi, przełomowymi wydarzeniami dla tamtego społeczeństwa i Kościoła. Może teraz też to dotyczy nas, gdy coraz mniej ludzi praktykuje, tym samym mniej też przyjmuje Eucharystię, mniej przejmuje się tym, że żyje w grzechach ciężkich? Może jest to wołanie Boga, żebyśmy się opamiętali? Byśmy zwrócili uwagę na istotę życia i przekierowali ją ku Bogu. Takie przesłanie zawiozłem tam z naszej Legnicy. W ciągu 20 lat świat poprzez cuda w Buenos Aires, Sokółce i Legnicy usłyszał o trzech jednakowych znakach: mięśniu ludzkiego serca w stanie agonii. To musi coś znaczyć! My czegoś nie dostrzegamy! Pan Bóg pragnie więc powtarzać ten znak.

    Pan Bóg na pewno nie chce nas tylko przestraszyć. Jak możemy odczytać mocny znak Jego miłości?

    Gdy mama mówi do dziecka: „Nie dotykaj piecyka, bo się poparzysz”, to oczywiście jest tu element strachu, ale chodzi o dobro dziecka. Bóg jest miłością, ale przez nią ostrzega nas. W 2017 r. będziemy mieli 100. rocznicę objawień fatimskich, podczas których Matka Boża pokazywała wizje piekła i los osób odrzucających Boga. Nie chciała ich straszyć, lecz pokazać, że obok dzieci dzieje się rzeczywistość i trzeba na nią zwrócić uwagę. Bóg wzywa nas, byśmy coś zrobili z naszym życiem.

    Obecność na konferencji jest dowodem na to, że wieść o legnickim cudzie dotarła do krańców świata?

    Od czasu ogłoszenia, czyli lipca, aż do dzisiaj odwiedziło nas w 280 grupach zorganizowanych około 10 tys. pielgrzymów. Ilu w niezorganizowanych – nie liczyliśmy. To były osoby z całego świata, ze wszystkich kontynentów. Gdy dzielimy się naszymi przemyśleniami, widzimy w pielgrzymach ogromne przejęcie i ogromnego ducha modlitwy. Ludzie padają na kolana. Nie chodzi tylko o faktyczne klękanie, ale widać, jak w duchu są oni mocno dotknięci tym znakiem.

    Tegoroczne Boże Narodzenie będzie trzecią rocznicą upadku Hostii, od czego wszystko się zaczęło. Łatwiej byłoby interpretować przemianę, gdyby dokonała się w okresie Paschy?

    Gdy słyszymy, że „Słowo stało się Ciałem”, gdy przeżywamy Jego uniżenie i wcielenie się w człowieka, to rodzi się pytanie: jak mamy przeżywać święta Bożego Narodzenia? Może wydarzyło się to akurat na Boże Narodzenie, byśmy przestali traktować je tak bardzo sentymentalnie, jak stało się to ostatnio normą? Atmosfera choinki i śniegu stworzyła pewien klimat rodzinny, bezpieczny, delikatny, wręcz cukierkowaty. Trzeba nam mówić o aspekcie ofiary Chrystusa. Boże Narodzenie jest dowodem ofiary. On złożył ofiarę z siebie – cierpiał głód, zimno, niewyspanie. Z wydarzenia w Legnicy czytamy, że to Jezus chce zwrócić uwagę, iż On ofiarował nam się autentycznie i całkowicie. My żyjemy w przestrzeni chrześcijan konsumentów. Całe pokolenie przychodzi do kościołów i chce tylko brać: miłosierdzie, zdrowie, łaski. Bóg nas kocha i nam je da. Jednak czy to jest kwintesencja chrześcijaństwa? Co ja daję Bogu? Gdzie nasza ofiara? Odczytuję z tego znaku, że Bóg mówi nam, iż my też mamy z siebie coś dać. Dlaczego wzrasta liczba rozwodów i spadają powołania kapłańskie? Ponieważ nie potrafimy żyć ofiarą. Nie dajemy z siebie. Musimy zmieniać myślenie i uczyć się ofiarowywania siebie, niczym Jezus przychodzący z nieba i umierający na krzyżu.

    jedrzej.rams@gosc.pl

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół