• facebook
  • rss
  • Kruk na wieży

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 40/2016

    dodane 29.09.2016 00:00

    Jest jednym z nielicznych zegarów miejskich powstałych po wojnie napoleońskiej. Właśnie mija dwieście lat od chwili, kiedy po raz pierwszy puszczono w ruch jego mechanizm.

    Wewnątrz wieży jest ciasno. Z trudem udaje się tu wcisnąć dorosłemu mężczy- źnie. Ale poczucie ciasnoty staje się względne, kiedy zobaczy się zagęszczenie wykonanych z zegarmistrzowską dokładnością, pouciskanych względem siebie urządzeń mechanizmu. Skomplikowana maszyneria nie tylko porusza wskazówkami, ale także o odpowiedniej porze wprawia w brzmienie kuranty – kwadransowe, półgodzinne i godzinne. W ten sposób w 1816 r. połączono średniowieczną tradycję ratusza z jego nowożytnymi czasami.

    Kto to zrobił?!

    Patrząc dziś na zegar okiem laika, wydawałoby się, że są takich dziesiątki w całej Polsce. Nic bardziej mylnego. – Ten zegar to rarytas, biały kruk – zapewnia Michał Olejniczak z firmy „Czas na wysokości”, zajmującej się konserwacją zegarów wieżowych. – Już sam jego wiek wskazuje na to, że został wykonany w czasach, kiedy niewiele samorządów w tej części Europy mogło sobie pozwolić na taki zbytek. Zegary były wtedy nie tylko drogie, ale także dość trudne do wykonania – mówi. Jak wynika z dokumentów konserwatorskich, mechanizm, który od dwóch wieków odmierza czas mieszkańcom miasta, zbudował Gott- lieb Hartig, zegarmistrz z Nowej Soli. Do wykonania swojego dzieła posłużył się – jak drobiazgowo opisują źródła – stalą, mosiądzem i… piaskowcem. Blok miękkiego kamienia ma tu kształt sześcianu o wymiarach 92 ¢ 135 ¢ 46 cm. Służył w tego typu konstrukcjach jako podstawa do zamontowania skomplikowanej konstrukcji mechanizmu. Ciekawostką jest to, że G. Hartwig nie jest znany historykom i zegarmistrzom. – Być może zegar z Polkowic to dzieło jednego ze znanych mistrzów, w części wykonane przez ucznia. Zdarzało się, że w tajemnicy przed majstrem czeladnicy podpisywali ich dzieła swoim nazwiskiem – informuje Jakub Stelmach ze Świdnicy, autor bloga poświęconego dziejom architektury dolnośląskiej. Ale nawet jeśli tak było i Hartig nie był mistrzem zegarmistrzowskim, zasługiwał na to miano.

    Powojenny zbytek

    Mechanizm zegarowy w wieży polkowickiego ratusza pochodzi z niemal samego środka epoki klasycyzmu w architekturze. Czyli powstał w czasie, kiedy do starej, średniowiecznej części ratusza dobudowano nową, jak na owe czasy ultranowoczesną bryłę. Ta do dziś stanowi główną część magistratu. Ale, jak mówi Michał Olejniczak, fundowanie sobie w tych czasach skomplikowanych i drogich mechanizmów zegarowych to wyjątek. Artur Andruszewski, historyk wojskowości, członek powstającego w Legnicy stowarzyszenia, którego zadaniem będzie opieka nad miejscami wydarzeń militarnych, mówi, że rok 1816 był dla Pol- kowic trudny. – Warto przypomnieć, że właśnie skończyła się tu okupacja wojsk francuskich, stacjonujących przez całą kampanię napoleońską w niedalekim Głogowie. Kontrybucje i zajęcia, daniny i opłaty zrujnowały miasto. Był to więc kolejny rok mozolnego podnoszenia się z ruin, wytężonej pracy i ostrego oszczędzania na wszystkim. Podobna sytuacja była w większości miast na tym terenie – opisuje historyk. Dlatego na swoje miejskie czasomierze większość dolnośląskich miast musiała zaczekać do spokojniejszych czasów. – Zegary na ratuszach czy kościelnych wieżach powstawały głównie od połowy XIX w. do początków XX w. Dlatego do wyjątkowo cennych zaliczamy np. zegar wrocławski z 1810 r., a nawet ten, który widnieje na wieży kościoła Wang w Karpaczu, datowany na rok 1844. W tym kontekście mechanizm z Polkowic to okaz niezwykle cenny. Chwała Panu, że się zachował! – cieszy się Michał Olejniczak. A mechanizm nie tylko zachował się w niezmienionym od 200 lat stanie. Jest też tak samo sprawny jak w chwili jego uruchomienia, co budzi podziw znawców. Ostatnia renowacja w 1992 r. tylko potwierdziła jego przydatność i niezawodność. Wszystko wskazuje na to, że klasycystyczny mechanizm jeszcze długo będzie precyzyjnie odmierzał czas mieszkańców miasta. Chyba że kiedyś wspomoże go nowoczesność w postaci elektronicznych systemów sterowania. – Oby nie! – protestuje z rzemieślniczą energią Michał Olejniczak. Na razie o wszystkim decyduje mechanika, od lat wprawiana w ruch przez zatrudnionego przez magistrat Stanisława Urbańskiego, który codziennie nakręca sprężynę, serce zegara.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół