• facebook
  • rss
  • Gdzie, jak nie u nas?

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 30/2016

    dodane 21.07.2016 00:00

    Naukowiec z Krakowa przeanalizował wpisy w księdze pielgrzymkowej na Camino z kościoła 
w Lubaniu-Uniegoszczy.

    W tym artykule bohaterów powinno być kilkuset, a dokładnie 573. Tylu bowiem jest caminowiczów, czyli pielgrzymów drogami św. Jakuba, którzy dotarli do Lubania. Niestety, musimy ich potraktować w sposób naukowy, czyli jako anonimową grupę poddaną analizie. Bo właśnie tego dokonał dr Franciszek Mróz, geograf z Uniwersytetu Pedagogicznego z Krakowa.
Wziął on na warsztat księgę, która na co dzień leży w kościele pw. Narodzenia NMP w Lubaniu-Uniegoszczy.

    Tym, przed którego murami spotykają się aż trzy szlaki wiodące z Polski do Santiago de Compostela – Camino Polaco, Via Regia i Sudecka Droga św. Jakuba. Połączone biegną stąd już prosto do Zgorzelca, a poźniej – hen, daleko ku słonecznej Hiszpanii.
– Jedną z metod badawczych rozwoju i funkcjonowania szlaków jakubowych, centrów pielgrzymkowych czy sanktuariów jest analiza ksiąg pielgrzymkowych, co pozwala określić zasięg oddziaływania danego ośrodka pielgrzymkowego. Na tej podstawie można wysunąć pewne wnioski przydatne do ich funkcjonowania – mówi naukowiec.
Badana księga jest całkiem młoda, bo powstała przed 5 laty i jest ewenementem w naszej diecezji. – Funkcjonuje u nas od 1 maja 2011 roku. Jej powstanie było w zaleceniach powizytacyjnych bp. Stefana Cichego – mówi ks. Marek Kurzawa, miejscowy proboszcz, prywatnie zapalony caminowicz. – Zeskanowałem ją i wysłałem skany do Krakowa. Wyniki badania tworzą bardzo ciekawy tekst, który pokazuje, jak ludzie chodzą w Polsce szlakami jakubowymi. Skąd i dokąd idą. Warto się tym pochwalić, że przez naszą diecezję przechodzi większość z nich. Daje więc to obraz, czy to, co robimy, by promować szlaki, ich duchowość, jest tym ludziom potrzebne. Czy warto to robić.
Trudno streścić tekst dr. Mroza, lecz wśród najważniejszych informacji są te, że pielgrzymi chętnie i gęsto idą przez diecezję legnicką. Dokładne śledzenie wpisów pielgrzymów, którzy dotarli do Lubania-Unigoszczy, pozwala docenić ich zapał i wytrwałość w pokonywaniu trudów niekiedy kilkutysięcznokilometrowej wędrówki. Np. jak Susan, która wystartowała w Trieście, a doszła do Norwegii. Jak Maarika Traat, Estonka, która ruszyła z Tartu, czy Kasia z Bydgoszczy, Jakub z Jawornika Polskiego (diec. przemyska) oraz 16-osobowa grupa litewskich pielgrzymów, którzy wyruszyli z miasteczka Żagory (lit. Žagarė w okręgu szawelskim przy granicy litewsko-łotewskiej) i którzy doszli do grobu św. Jakuba w Composteli w Hiszpanii.
Najwięcej caminowiczów zarejestrowanych w księdze pielgrzymkowej w Lubaniu pochodziło z diecezji legnickiej – ponad 53 proc. ogółu. W dalszej kolejności znalazły się osoby pochodzące z diecezji: wrocławskiej (24 osoby), gnieźnieńskiej (15), warszawskiej (13), poznańskiej (9) i krakowskiej (9). Wśród caminowiczów z zagranicy najwięcej do księgi pielgrzymów wpisało się Niemców (59 osób). Do Lubania-Unigoszczy dotarli również wspomniani już pątnicy z Litwy (16 osób), Francji (8), Republiki Czeskiej (3), Szwajcarii (2), Austrii (1), Holandii (1), Hiszpanii (1) i Nowej Zelandii (1).
Co ciekawe takich ksiąg w Polsce jest zaledwie kilka. Zupełnie inaczej jest w Hiszpanii czy Francji, gdzie liczenie pielgrzymów to część tradycji ich przyjmowania. W Polsce, niestety, to ciągle ewenement. – A to jest bardzo ważny element szlaków. Zachęcam, by zakładać i prowadzić takie księgi. One nie są przeżytkiem minionych wieków, lecz dzięki naukowym opracowaniom możemy odczytywać potrzeby pątników – którędy idą, skąd ruszają, jaki odcinek pokonali, dokąd szli. Takie dane z czasem zbudują wizerunek i potrzeby pielgrzyma idącego polskimi szlakami. To z kolei może wspierać decyzje o budowaniu zaplecza noclegowego czy motywować proboszczów do otwierania kościołów dla pątników – mówi dr Franciszek Mróz.
A to właśnie te dwa ostatnie braki są najczęściej wymieniane przez caminowiczów jako niedociągnięcia na polskich drogach jakubowych. – Wydaje mi się, że trzeba po prostu taką XIX-wieczną pracą u podstaw systematycznie kontynuować dzieło upowszechniania ducha Camino i budowy bazy pielgrzymkowej. W trakcie dni Lubania jest dzień poświęcony wspólnotom pozarządowym. My, jako Lubański Klub Przyjaciół Camino, też mamy tam swoje stoisko. Sondowaliśmy, co lubanianie wiedzą o drogach świętego Jakuba. Okazało się, że 90 proc. mieszkańców naszego miasta nie ma zielonego pojęcia, gdzie jest Santiago de Compostela, gdzie się zaczyna szlak, co zdziałał dla Europy... Potrzebna jest więc ciągła praca informacyjna. Gdzie, jak nie w diecezji, która w swoim herbie ma znak szlaków jakubowych, czyli muszlę św. Jakuba? – pyta retorycznie ks. Marek Kurzawa.
Warto dodać, że dzięki systematycznym badaniom u celu szlaków, czyli u grobu samego św. Jakuba Apostoła w Santiago de Compostela, wiemy, że od 30 lat systematycznie zwiększa się ilość dochodzących tam pielgrzymów i że coraz więcej jest tam też Polaków – od około 250 w 2004 r. do prawie 3000 w 2014 roku.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół