• facebook
  • rss
  • Świadkowie zaczynają mówić

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicka 28/2016

    dodane 07.07.2016 00:00

    W lesie pod Polkowicami zlokalizowano prawdopodobne miejsca pochówków żołnierzy wyklętych, zamordowanych tam przez UB w latach 50. XX wieku. Dla historyków to sensacja.

    Wżadnej publikacji regionalnej wydanej po 1945 r., także takich, które ukazały się w wolnej Polsce, nie ma nawet wzmianki o tym, że oddziały podziemia niepodległościowego działały po wojnie w okolicach Głogowa. Do tej pory nikt nie miał pojęcia, że kolejne kilkunasto- lub kilkudziesięcioosobowe oddziały zbrojne powstawały w mieście nawet na początku lat 50. Na trop tej sprawy wpadł przed kilkoma laty Paweł Chruszcz, pracujący dla Fundacji Bolesława Chrobrego.

    – Na fali zainteresowania tematyką żołnierzy wyklętych zacząłem szukać tych wątków w Głogowie. Okazało się, że sprawą zajmowało się już poznańskie IPN, ale wyłącznie w kontekście Wielkopolski. W ich książce znalazłem niewielki fragment dotyczący oddziału AK Zawisza, który powstał w 1949 r. w Głogowie. Jego dowódcą był Marian Rączka, ps. „Kościuszko”, skazany później na karę śmierci – opowiada. Od tego momentu zaczęły się poszukiwania w archiwach IPN-owskich w całym kraju. Okazało się, że był to jeden z wielu oddziałów zbrojnych, które powstały w Głogowie po wojnie. To była już prawdziwa sensacja. Do tej pory milczały o tym wszystkie wydawnictwa regionalne. Do tego okazało się, że Rączka, jak większość członków antykomunistycznego podziemia, przyjechał do Głogowa z Wielkopolski, a później pracował tu w cukrowni i stoczni. Właśnie w tych zakładach organizował struktury swojego oddziału, który nazwał AK Zawisza. Dwa lata temu staraniem Fundacji Bolesława Chrobrego na cukrowni zawisła tablica poświęcona Rączce i jego oddziałowi. Podczas uroczystości do organizatorów zgłosił się Zdzisław Ściernicki. Powiedział, że chce opowiedzieć o Rączce, bo był jego podkomendnym (na podstawie tej rozmowy powstał później film „Marzyli tylko o wolnej Polsce”, dostępny na YouTubie). Po emisji filmu do fundacji zgłosił pragnący do dziś zachować anonimowość świadek. Był jedną z dwóch osób, którym w latach 60. ub.w. były szofer UB w Głogowie pokazał miejsce, gdzie komuniści mordowali żołnierzy niepodległościowego podziemia. Drugą była żona oficera głogowskiego UB. – Ten skruszony szofer, Antoni Gawron, postanowił pod koniec życia podzielić się mroczną tajemnicą. Zabrał oboje do lasu nieopodal Biedrzychowej k. Polkowic i pokazał dwie polany. Tutaj miało być na jego oczach zamordowanych i pochowanych kilkadziesiąt osób, członków podziemia antykomunistycznego z Głogowa – opowiada Paweł Chruszcz. Dlaczego w Biedrzychowej, ponad 20 km od Głogowa? – Tu kończył się powiat głogowski. Mordowali już nie „siebie” – wyjaśnia badacz. Oboje świadkowie, którym historię tę opowiedział szofer Gawron, do dziś nigdzie nie podają swoich nazwisk. Mówi się, że to dlatego, że w Głogowie nadal żyją osoby, które pośrednio lub bezpośrednio brały udział w mordach pod Biedrzychową. Fundacja Chrobrego razem z pracownikami Nadleśnictwa w Lubinie przez długi czas dokładnie badała teren domniemanych mogił. Stare mapy, GPS-y i zmysł detektywów doprowadziły ich wkrótce w dwa miejsca. – Leśnicy twierdzą, że to na pewno tu. Polany gęsto porastają maliny i jeżyny. Mówią, że tak jest zawsze nad leśnymi mogiłami – tłumaczy Chruszcz. Nie wszyscy zamordowani i zakopani na dwóch polanach są anonimowi. Jak mówi pracownik Fundacji Bolesława Chrobrego, na podstawie dokumentów z IPN da się określić tożsamość co najmniej siedmiu z nich. – Głogowskie UB napisało w raportach, że uciekli z aresztu bądź transportu. Do 1989 roku figurowali w kartotekach milicyjnych jako zaginieni i poszukiwani – mówi. Na jesień tego roku w Biedrzychowej zaplanowano pierwsze prace poszukiwawcze. Wszystkie zezwolenia już są gotowe.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół