• facebook
  • rss
  • Gdzie ten krzyż?

    dodane 07.07.2016 00:00

    Franciszek Kwaśniak, zajmujący się procesem beatyfikacyjnym chorwackiego kapłana, mówi o związanych z nim perturbacjach.

    Jędrzej Rams: Czy dożyjemy beatyfikacji ks. Antoniego Dujlovicia?

    Franciszek Kwaśniak: Z pewnością proces będzie miał finał pozytywny. Święcie w to wierzę. Jak długo trzeba będzie na niego czekać? Trudno powiedzieć. Wiele będzie zależało od Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Problemów jest niemało. Jak wiadomo, Kościół stara się nie podsycać sporów. Ewentualna Msza św. beatyfikacyjna odbywa się w diecezji prowadzącej proces. Podczas takowej trzeba by w Banja Luce, leżącej na terenach bośniackich Serbów, przeczytać na głos biografię błogosławionego ks. Antoniego, w tym  fakt, że zabili go Serbowie. To nie byłoby dobrze odebrane. Chyba że wyjątkowo zostałoby to zrobione np. w Watykanie. Nie, nie w Ocicach – uprzedzam pytanie.

    Warto było się starać tyle lat, by doprowadzić do tego procesu?

    Ja, byli mieszkańcy i ich potomkowie z Gumiery jesteśmy bardzo związani z tym księdzem, więc nie mogło być inaczej. Moi rodzice urodzili się w Bośni. Obraz w książce „Wierny do śmierci” jest portretem księdza Dujlovicia, który wisiał w naszym rodzinnym domu. Gdy po raz pierwszy przyjechała komisja z Bośni, prosiła, by moja mama dał im ten portret, a ona się zgodziła.

    Ile lat trwało zbieranie dokumentów, przesłuchania?

    Proces faktycznie rozpoczął się w 1999 roku. Wówczas w Polsce byli ks. Anto Orlovać i ks. Kazimierz Wiszaticki, którzy zbierali dokumenty oraz świadectwa. Odbywało się to bez formalnej zgody Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych. Problemów było sporo. Po pierwsze, dokumenty w Polsce były rozproszone po wielu miejscach. Bardzo dużo pięknej pracy wykonał pod tym względem ówczesny proboszcz w Ocicach, ks. Edmund Tkocz, który przesłuchiwał świadków. Dokumenty przekazał potem do kurii wrocławskiej. Wszystko zaginęło! Gdy przyjechali po raz pierwszy z Bośni do Polski, jeździłem z nimi do Wrocławia, szukaliśmy też tych relacji w Legnicy i nie znaleźliśmy niczego. Dlatego komisja musiała rozpoczynać cały proces zbierania dokumentów od początku.

    Kto bardziej chciał procesu – wy czy Chorwaci?

    My, czyli środowisko reemigrantów związanych z ks. Antonim Dujloviciem, naciskaliśmy na biskupa Banja Luki, by zacząć zbieranie dokumentów. I zawsze odpowiadano nam, że to leży po naszej stronie. Napisaliśmy więc pismo do Banja Luki, żeby tamtejszy ordynariusz wystąpił do naszego biskupa o powołanie zespołu historycznego. I tak się stało. Wówczas rozpoczęliśmy formalnie zbieranie. Bp Franjo Komarica miał już wówczas decyzję od kongregacji z pozwoleniem na rozpoczęcie procesów. Dzisiaj ta zgoda stała się problemem, ponieważ dotyczy ona badania życia i okoliczności śmierci kilku księży, m.in. W. Nestora, G. Gospodenticia, A. Dujlovicia i C. Barisicia, a tylko nasz Dujlović ma tak dokładnie zebrane dokumenty i relacje. Inni praktycznie nic. Nawet niekiedy nie ma śladu po miejscowościach, w których oni pracowali i zostali zabici. To blokuje proces ks. Antoniego. Dlatego bp Komaricia ma teraz wystąpić do kongregacji o wyłączenie procesu ks. Antoniego do osobnego przebiegu. Oczywiście, będzie się to wiązało m.in. z powołaniem nowej komisji, zaprzysiężeniem nowego postulatora. Wszystko to przedłuży czas zakończenia prac.

    To jedyne przeszkody?

    Proces ks. Antoniego opierał się głównie lub wyłącznie na polskiej dokumentacji. Po Gumierze, gdzie żył i zginął, nie został kamień na kamieniu. Diecezja Banja Luka i dawna Gumiera należą dzisiaj do serbskiej części Bośni i Hercegowiny. To pozostałość po wojnie na Bałkanach, gdzie po układzie pokojowym w Dayton postanowiono stworzyć Bośnię i Hercegowinę, federację dwóch organizmów – chorwackiego i serbskiego. I właśnie ci Serbowie najchętniej przyłączyliby się do Serbii. Oni bardzo niechętnie patrzą na wszystko, co chorwackie czy nawet katolickie. Tam, aby otrzymać pozwolenie na budowę kościoła czy inną większą inwestycję, trzeba mieć zgodę komisarza zarządzającego w Bośni i Hercegowinie z ramienia ONZ. Często jest on nieprzychylny wobec Kościoła działającego na terenie zamieszkałym przez Serbów. A takim jest diecezja Banja Luka. Dużym przedsięwzięciem przed ewentualną beatyfikacją będzie sama próba odnalezienia ciała ks. Dujlovicia. Mamy szkic tego nieistniejącego cmentarza, jego wymiary. W tej chwili, by odnaleźć grób, trzeba by wytyczyć granice cmentarza, odnaleźć główny krzyż. To pod nim pochowano ks. Antoniego. Biegły sądowy specjalizujący się w odnajdywaniu ludzkich szczątków mówi, że nie będzie z tym żadnych problemów. Trzeba „tylko” pieniędzy i zgody władz. O jedno i drugie niezwykle trudno. Trzeba później dać szczątki do analizy DNA i porównać je z DNA żyjących członków rodziny ks. Antoniego. To są już koszty na poziomie nawet 20 tys. euro. Oczywiście, odnalezienie ciała nie jest wymogiem, lecz potrzebą serca. Samych przedmiotów, które mogłyby być relikwiami drugiego stopnia, mamy w Polsce bardzo dużo, np. są pokazane w izbie pamięci u sióstr adoratorek w Bolesławcu. Wielu z nas ma obrazki prymicyjne, zdjęcia, a także, jak jedna pani, różaniec ofiarowany przez niego na jej I Komunię św. Ona do dzisiaj trzyma go jak relikwię. Bo traktują ks. Antoniego jak świętego. On miał pozwolenie od biskupa, by bezpiecznie opuścić parafię. Nie zrobił tego, choć w każdej chwili mógł zginąć. Pozostał, aby w tych warunkach służyć Bogu, Kościołowi i ludziom. Czynił to do swojej męczeńskiej śmierci. Dlatego uważam, że proces na pewno zakończy się pozytywnie.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół