Nowy numer 16/2018 Archiwum

Co straciliśmy?

To z jednej strony próba pokazania, jak wyglądały dolnośląskie miasta niedługo po II wojnie światowej; z drugiej – wyrzut sumienia pokazujący, ile zabytków przepadło.

Na ekspozycję składa się ok. 60 fotografii. Wszystkie wyciągnięte z „ciemnych szuflad” Archiwum Państwowego w Legnicy z napisem: „Lata 50.”. Posegregowane, powiększone i wpisane przez zręcznego grafika w treść współczesnych fotografii tych samych miejsc. W większości przedstawiają okolice rynków dolnośląskich miast: Głogowa, Legnicy, Lubina, Złotoryi... Na ogół tchną nostalgią i ciepłem ciasno zabudowanych, brukowanych ulic.

Zabierają w podróż do lat 50. ub. wieku, kiedy na miejskich ulicach powszechne były wozy konne, nie samochody. Po dokładnym przyjrzeniu się fotografiom widać, że okres kilku czy kilkunastu lat po zakończeniu wojny odcisnął swoje piętno na zabudowie. – Domy są zapuszczone, niektóre zniszczone, może opuszczone – mówi Edyta Łaborewicz, kierownik legnickiego archiwum. Ludzie po wojnie nie dbali o poniemieckie dobro, a władza ludowa z aprobatą patrzyła na upadające kamienice. Liszajowate, zdewastowane i rozkradzione przykłady „burżuazyjnej przeszłości” łatwiej było wtedy skazać na budowlany wyrok śmierci. Tak zniknęły m.in. Starówki Legnicy i Lubina. – Problem dotyczył nie tylko Dolnego Śląska. W filmie Stanisława Barei „Poszukiwany, poszukiwana” główny bohater mówi: „Po co ma iść nowe tam, gdzie przeżytki jeszcze świetnie się trzymają?”. Wyburzenie cennej zabudowy Legnicy („przeżytków”) było takim samym barbarzyństwem, jak burzenie ocalałej po wojnie zabudowy śródmieścia Warszawy czy Poznania, aby zrobić miejsce dla „nowoczesności”. Wiele złego zrobili pijani żołnierze sowieccy, podpalających kolejne miasta po drodze do Berlina. Prawda jest jednak nieco inna. – „Ognie zwycięstwa” płonęły w 1945 r., jednak większość strat zabytkowej zabudowy starówek to lata 60. i 70., za wiedzą, zgodą i często na polecenie władzy ludowej – mówi E. Łaborewicz. Robiono to tym łatwiej, że dla władz komunistycznych XIX-wieczne kamienice nie były w ogóle zabytkami, a postępująca dekapitalizacja wymagałaby wielkich pieniędzy na remonty „poniemieckich” budynków. Po co, skoro można je zastąpić nową, wzorcowo socjalistyczną w formie i treści zabudową? Wystawa nosi tytuł: „Starówki miast śląskich po II wojnie światowej. Legnica, Głogów, Złotoryja, Lubin”. Wykorzystane na niej fotografie pochodzą z przekazanego do archiwum ok. 10 lat temu zespołu archiwalnego „Biuro Projektów Zagospodarowania Przestrzennego »Agloprojekt« w Legnicy”. Zachowała się w nim m.in. dokumentacja wykonana pod koniec lat 50. XX w. przez Przedsiębiorstwo Państwowe Pracownie Konserwacji Zabytków we Wrocławiu na zlecenie Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu – tzw. studia historyczno-urbanistyczne do planów zagospodarowania przestrzennego poszczególnych miast. Załącznikiem do części opisowej opracowań były czarno-białe fotografie poszczególnych budynków i całych ulic oraz plany miast z zaznaczonymi obiektami zabytkowymi oraz proponowanymi przez konserwatora zabytków strefami ochrony układu zabytkowego w przyszłości. Jak pokazało życie, to, co z zabytkową zabudową dolnośląskich miast i miasteczek stało się potem, mimo propozycji konserwatorskich, można śmiało w wielu przypadkach nazwać katastrofą. Tekstem, który wystawie patronuje, jest opublikowany w 1986 r. w drugim obiegu dramatyczny „Memoriał o stanie zabytków na Dolnym Śląsku”, autorstwa historyków sztuki z Oddziału Wrocławskiego Stowarzyszenia Historyków Sztuki. Wystawa przenosi widza w klimat sprzed katastrofy. Dodatkowo stare fotografie wpisane są we współczesne zdjęcia, podkreślając z jednej strony stratę, jaką ponieśliśmy, z drugiej – atrakcyjność przekazu, zwłaszcza dla młodego widza. Wystawę można oglądać do końca lipca.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma