Nowy numer 16/2018 Archiwum

Prolajferzy kontra hejterzy

Pierwszy raz w Polsce zdarzyło się, że obrońcy życia zostali okradzeni z banerów pokazujących, jak faktycznie wygląda aborcja.

Do zdarzenia doszło zaledwie dwa dni po postawieniu tej instalacji. Dzięki przychylności ks. Mariana Ziei, proboszcza parafii pw. św. Joachima i Anny w Legnicy, wystawa antyaborcyjna została powieszona wieczorem w sobotę 7 maja. 9 maja okazało się, że plakaty nie zostały pocięte, zalane farbą czy rozerwane, jak miało to miejsce w innych miastach kraju. Wszystkie plastikowe zapinki zostały porozcinane, a banery zniknęły.

Nadzieja w kamerach

Od razu zgłoszono to na policję. Funkcjonariusze mają nadzieję na znalezienie sprawców, bo od niedawna działa w mieście nowy monitoring skrzyżowań. To skrzyżowanie zaś należy do najbardziej ruchliwych w mieście, bo po pierwsze biegnie tędy główna arteria wjazdowa do miasta od strony Jawora i autostrady A4, a po drugie znajduje się przy największym legnickim centrum handlowym. Codziennie kościół mija więc kilkadziesiąt tysięcy osób. Wartość ukradzionych 9 banerów oszacowano na 1700 zł. – Ale nie o same pieniądze tu chodzi – mówi Mateusz Maciejewski z fundacji PRO – Prawo do Życia. Zwraca on uwagę na bardzo mocne oddziaływanie społeczne banerów. Przy wcześniejszych wystawach w innych parafiach w Legnicy do wolontariuszy bezpośrednio i pośrednio dochodziły głosy sprzeciwu wobec akcji uświadamiania społeczeństwa i odkłamywania prawdy o procederze uśmiercania dzieci w łonach matek w polskich szpitalach i klinikach ze składek każdego z nas. – Na Facebooku jedna grupa wręcz obelżywie wypowiadała się na temat wystaw fundacji w mieście i żądała jej całkowitej likwidacji – opowiada M. Maciejewski.

Chodzi o dzieci czy rodziców?

Ks. Janusz Wilk, organizator m.in. legnickiego Marszu dla Życia, mówi, że badania pokazują, iż częściej o zmianie postawy w sprawie aborcji decyduje taka negatywna wystawa niż pozytywna promocja życia. – My podczas marszu czy ogólnopolskiego Rajdu dla Życia stawiamy na przekaz pozytywny. Ale fakty mówią same za siebie. Myślę, że gniew, agresja słowna kierowana w kierunku wystawy czy też przeciwko obrońcom życia bierze się z prostej przyczyny. Człowiek, który zobaczy okropieństwo mordowania dziecka w łonie matki, a który do tej pory popierał słowa: „aborcja”, „prawo do wyboru”, nagle widzi, za czym był. I tutaj rodzą się w nim wstyd, agresja, gniew i kieruje je w kierunku wystawy – mówi ks. Janusz Wilk. Wcześniej wystawa była m.in. w parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego na os. Piekary oraz w parafii pw. św. Tadeusza Apostoła. W obu przypadkach proboszczowie byli atakowani bardzo licznymi telefonami i osobiście, przez przechodniów i parafian, którzy domagali się usunięcia drastycznych banerów z powodu ich oddziaływania na dzieci. Na te zarzuty wolontariusze mają jedną odpowiedź: – Jest opinia psychologa, która mówi wprost, że małe dzieci nie rozumieją tej wystawy i widząc ją, po prostu się nudzą. Dlatego uważam, że powoływanie się na wrażliwość dziecka jest po prostu nieodpowiednią reakcją rodziców. Dzieci po prostu przejmują w tym wieku reakcje rodziców jako własne – mówi Urszula Maciejewska. Po kilku dniach w pobliskich krzakach pewna kobieta znalazła porzucone banery. Policja oddała je właścicielom i nadal prowadzi postępowanie w sprawie. Prolajferzy zadzwonili do proboszcza miejsca z prośbą o ponowne jej powieszenie. Nadal chcą wspierać akcję zbierania podpisów pod projektem ustawy zakazującej dokonywania w Polsce aborcji.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma