• facebook
  • rss
  • Trzymaj ręce na kierownicy

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 16/2016

    dodane 14.04.2016 00:15

    O obietnicy przywiezionej z Hiszpanii i nowym herbie diecezji legnickiej z Emilem Mendykiem, prezesem Stowarzyszenia Przyjaciół Dróg św. Jakuba w Polsce, rozmawia Jędrzej Rams.

    Jędrzej Rams: Za nami pierwszy w Polsce Parlament Jakubowy...

    Emil Mendyk: To prawda, ale to nie było pierwsze spotkanie osób i organizacji zajmujących się Camino de Santiago, czyli Drogą św. Jakuba. Wcześniej spotkaliśmy się m.in. w listopadzie 2007 r. w Janicach koło Jeleniej Góry i we wrześniu 2009 r. we Wrocławiu. Wówczas powstało nasze stowarzyszenie. Teraz, we Wrocławiu, po raz pierwszy była to szeroka i bardzo reprezentatywna grupa; w sumie ponad 50 osób z 28 grup i instytucji. Byli to samorządowcy, podmioty gospodarcze, organizacje pozarządowe, parafie i grupy nieformalne. Bardzo szerokie grono.

    Nikogo nie zabrakło?

    Brakowało nieco reprezentacji z Mazur i było za mało samorządów. Spośród tych ostatnich byli przedstawiciele Wrocławia, miasta Lębork i województwa zachodniopomorskiego. Trochę szkoda, że nie więcej. Ale był za to Rafael Sánchez Bargiela, przedstawiciel rządu lokalnego Galicji z Hiszpanii. Tam znajduje się Santiago de Compostela. Dowiedział się o naszym parlamencie od ks. Piotra Roszaka z Torunia, który pracuje też na Uniwersytecie Nawarry w Pampelunie. I przyjechał. To pokazuje, że im tam zależy na rozwoju szlaku. W Polsce samorządy jeszcze tego nie czują. A Hiszpanie widzą, że rosną w Polsce potrzeby związane z camino. I że jakubowy szlak staje się dla Polaków coraz ważniejszy.

    Hiszpanie nie chcą po prostu przyciągnąć większej liczby turystów?

    A choćby nawet, to co w tym złego? Rząd polski nie skierował przedstawiciela, choć o spotkaniu informowaliśmy m.in. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego, a rząd Galicji – tak. Rafael Sánchez Bargiela przywiózł obietnicę, że jeśli organizacje z Polski byłyby zainteresowane tworzeniem projektów i szukaniem pieniędzy ze źródeł zewnętrznych, to oni są otwarci na współpracę i pomoc.

    Dlaczego wy, ludzie camino, zwołujecie się i spotykacie? Czegoś brakuje? Coś idzie w złym kierunku?

    Gdy jedzie się samochodem, zawsze trzeba trzymać ręce na kierownicy. Nawet gdy droga jest prosta, w każdym momencie trzeba uważać i sterować, to lekko w prawo, to lekko w lewo. Dlaczego? Chociażby dlatego, że pojawiają się pomysły tworzenia bytów pod szyldem szlaków św. Jakuba, które nie mają nic wspólnego z pierwotnym Camino de Santiago. Byłoby ogromną szkodą, gdyby to hasło, ta idea uległy dewaluacji. Dlatego parlament podjął próbę zdefiniowania, czym jest Droga św. Jakuba. Nie chodzi nam o masowość. Piękno Camino polega na jego kameralności. Ale Duch wieje, kędy chce. My „tylko” staramy się popularyzować tę ideę.

    Parlament w Polsce może się kojarzyć niektórym z zacietrzewieniem...

    Wiem, wiem. Dlatego na samym początku powiedzieliśmy sobie, że chodzi o parlament w sensie sztuki wysławiania się, a nie sejmikowania. I ludzie mogli się wygadać. Były „gorzkie żale”, ale było też „alleluja”. Jednym z pierwszych podjętych zadań była właśnie próba zdefiniowania, czym w ogóle jest Droga św. Jakuba. Jeśli chcemy o czymś rozmawiać, zdefiniujmy problem. Pojawiło się dużo niuansów wokół samej definicji. Ale to dobrze, bo zaczęliśmy ujednolicać tę kwestię.

    Czego brakuje dzisiaj na szlaku w Polsce?

    Zaprezentowano wyniki ankiety przeprowadzonej wśród 901 pielgrzymów. Pierwszą i najważniejszą potrzebą, na którą wskazało prawie 90 proc. ankietowanych, jest oznakowanie, które według nich nie jest jeszcze doskonałe. Tuż za nim pojawiła się potrzeba otwartych kościołów – a te są rzadkością, także w Polsce.

    Jak w ciągu tych 10 lat, od otwarcia pierwszego w Polsce jakubowego szlaku, poszerzyła się wiedza o camino?

    W 2011 r. stowarzyszenie Pogranicze z Lubania, szykując się do projektu popularyzacji Via Regia na Dolnym Śląsku, zrobiło badanie rozpoznawalności produktów turystycznych i regionalnych tamtego obszaru, czyli powiatów bolesławieckiego, lubańskiego, zgorzeleckiego, lwóweckiego i jeleniogórskiego. Wyniki były jednoznaczne – rozpoznawalność „marki Droga św. Jakuba” była na poziomie ceramiki bolesławieckiej! Ok. 41 proc. Dolnoślązaków wiedziało 5 lat temu, czym jest Droga św. Jakuba. To cieszy. Śląsk, szczególnie Dolny, należy z różnych przyczyn do przodujących w skali Polski. Przejawem jest tutaj chociażby nowy herb diecezji legnickiej, w którym pojawiał się przecież muszla św. Jakuba.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół