• facebook
  • rss
  • Płomień, nie popioły

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 12/2016

    dodane 17.03.2016 00:00

    – Rzucano w nas butelkami, skandowano nazistowskie hasła. Ale pamiętam, że jak szliśmy koło samochodów stojących do odprawy granicznej, ludzie w środku, widząc nas, robili znak krzyża. To było piękne – mówi Markus Krešák.

    Na obszarze diecezji Görlitz do Kościoła rzymskokatolickiego należy około 4 proc. mieszkańców. Jest to wynik silnego niegdyś protestantyzmu na tych obszarach, a także wieloletnich działań władz NRD. Jednak to właśnie tam już po raz 45. w Wielki Piątek o godz. 18 wyruszy w trasę przez miasto jedyna w swoim rodzaju męska, katolicka Droga Krzyżowa.

    Ojciec i syn

    – W 1971 roku nikt się nie odważył organizować Drogi Krzyżowej poza murami świątyni. Kościół w NRD był bardzo kontrolowany – mówi Markus Krešák. W ciągu kilku lat zrodziła się grupa mężczyzn ze wszystkich okolicznych parafii, którzy nie bacząc na złośliwe czy obelżywe gesty przechodniów, biorą krzyż i maszerują przez miasto. Z biegiem lat liczba uczestników rosła i w roku 1976 zakończyła się nie w jednej z parafii, ale przy replice Świętego Grobu w Görlitz. Od tamtego czasu w kaplicy Krzyża w Świętym Grobie jest początek drogi, która regularnie kończy się w jednej z czterech parafii katolickich. – To tradycja, którą rozpoczęli nasi ojcowie. Ciągle ją podtrzymujemy. Chcemy przekazać dalej ogień wiary, a nie zostawić po sobie tylko popioły – pisze do „Gościa Legnickiego” Erich. Wiara i odwaga katolików przyciągały kolejnych chętnych. Andreas bierze udział w tym wydarzeniu od ponad 10 lat. – Początkowo była to dla mnie tylko tradycja, ale ​​z wiekiem przyszło doświadczenie religijne i dojrzałem. Im więcej jest we mnie dziękczynienia Bogu za doświadczenia w życiu, tym bardziej świadomie przeżywam to nabożeństwo. Podobnie jak w przypadku wielu innych uczestników, ja też pojawiłem się tutaj za sprawą mojego ojca. Andreas przyznaje, że „takie chwile są ważne dla dzieci”, więc także on chciałby zabrać swojego syna.

    Miej ufność

    – Na wspólnej drodze często rozwijają dobre i głębokie przyjaźnie – pisze Adreas. To swoiste wtajemniczenie w mękę Jezusa było też udziałem Markusa Krešáka. – Po raz pierwszy ojciec zabrał mnie ze sobą na drogę, gdy miałem dwanaście lat. Odtąd byłem już zawsze. Aż przyszedł rok 2006. Mój ojciec nagle w Wielki Wtorek trafił do szpitala. Kiedy odwiedziłem go w Wielką Środę, powiedział do mnie: „Widzisz, nie mogę prowadzić tej Drogi Krzyżowej w tym roku”. Kiedy zapytałem o dokumenty, rozważania, pieśni niezbędne do przygotowania, uśmiechnął się do mnie i powiedział: „Synu mój, nic nie jest przygotowane, miej ufność w Bogu! Będę szedł z wami, ale w modlitwie”. Taki brak zaplanowania był, jak to w Niemczech mówimy, niespotykany, niesamowity! – wspomina Markus. I tak syn przejął organizację tego niezwykłego wydarzenia. – Ciągle jestem pod wrażeniem, jak wielu mężczyzn w Wielki Piątek, już pod liturgii, przychodzi do kościoła, by wziąć udział w Drodze Krzyżowej. Tutaj czuje się jakąś specjalną siłę, moc, energię, która przenosi się na innych – mówi Lucas. – Przeżyłem kilka Wielkanocy bez tego nabożeństwa i muszę powiedzieć, że to jednak nie to samo. To jest jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Dla Ericha natomiast Droga Krzyżowa jest znakiem żywej wiary w jego mieście. – Do niedawna to nabożeństwo, podprowadzające ludzi do Wielkanocy, łączyło wiele osób z kilku parafii, a teraz tworzy z nich jedną wspólnotę – uważa Erich.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół