• facebook
  • rss
  • Kawałek czarnego płótna

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 10/2016

    dodane 03.03.2016 00:00

    – na górze w pokoju narożnym na ścianach było mnóstwo krwi. Teściowie nie wiedzieli, co tam się wydarzyło. Dopiero później dowiedzieli się o morderstwie całej rodziny. Skojarzono fakty – mówi Maria Superson.

    Dziesiątki tysięcy pojazdów mija codziennie zjazd Godzieszów na autostradzie A4, ale zapewnie niewielu kierowców zdaje sobie sprawę o tragediach, jakie dokonały się tu i w pobliskich miejscowościach w lutym 1945 r., podczas „wyzwalania” tych terenów przez Armię Czerwoną.

    Dzisiaj świadectwem tamtych okrutnych długich nocy jest proces beatyfikacyjny, który od jesieni zeszłego roku toczy się w Watykanie, a dotyczy sług Bożych s.M. Paschalis Jahn i jej towarzyszek. Wśród nich jest s.M. Adela Schramm, która właśnie w Godzieszowie znalazła miejsce wiecznego spoczynku. Gdzie dokładnie ją jednak pochowano? Nie wiadomo. – Gdy moi rodzice przyjechali tutaj w 1947 r. z Jugosławii, zamieszkali w tamtym domu – mówi Mieczysław Superson i pokazuje resztki obejścia. – Na górze w pokoju narożnym na ścianach było mnóstwo krwi. Teściowie nie wiedzieli, co tam się wydarzyło. Dopiero później dowiedzieli się o morderstwie całej rodziny. Skojarzono fakty – dodaje Maria Superson. W lutym 1945 r. „niezwyciężona Armia Czerwona” parła niepowstrzymanie w kierunku Odry. Resztki niemieckich oddziałów nie były w stanie powstrzymać sowieckich żołnierzy. W zamian za to nazistowska propaganda próbowała zmotywować mieszkańców Dolnego Śląska do obrony, szerząc informacje o masowych gwałtach, mordach i kradzieżach, jakich na podbitych terenach dopuszczają się Rosjanie. Efekt był jednak tylko jeden – masowe ucieczki na Zachód. Dlatego gdy Rosjanie doszli w lutym do Godziszowa, mieszkańców było tutaj niewielu. Kto mógł, zdążył uciec, bo zdawano sobie sprawę, że gdy oni tutaj dotrą, to nie będzie wcale żadne „wyzwolenie”. – Mówić można, oczywiście, wszystko, ale z punktu widzenia prawdy historycznej to nie jest coś podlegającego ocenom politycznym, lecz po prostu fakt. Jeden wróg został w tamtym momencie pokonany – myślę o Niemcach – a na jego terytorium wkraczały siły drugiego wroga Polski, czyli Związku Sowieckiego. Nie wiem, na czym miałoby polegać to rzekome wyzwolenie. Zwłaszcza że odbywało się to wśród licznych zbrodni wojennych na ludności, na jeńcach, ale i robotnikach przymusowych – mówi historyk dr Robert Żeleźny. W niewielkim Godzieszowie starsi małżonkowie Maria i Paul Baumowie, a także Margareta Arnola, siostra miejscowego proboszcza, nie zdołali uciec. Dlatego, według świadków, 60-letnia s.M. Adela Schramm, która była przełożoną miejscowej wspólnoty elżbietanek i zajmowała się chorymi oraz opuszczonymi, też postanowiła zostać i zaopiekować się staruszkami. Gdy już dotarli tu Rosjanie, zaczęli zabierać z poszczególnych domów dziewczyny, by je gwałcić. Kiedy przyszła kolej na dom Baumów, oprawcy, nie mogąc wyciągnąć opierającej się siostry, zabili wszystkich mieszkańców. Stało się to dokładnie 25 lutego 1945 roku. Co się stało z ich ciałami? – Prawdopodobnie porzucono je gdzieś tutaj – gospodarz wskazuje fragment łączki. – Gdy przed laty robili wodociągi, wykop poprowadzono przez tę łąkę. Co prawda wcześniej ludzie mówili, że w tym miejscu był lej po pocisku lub bombie. Ale gdy robiono wodociąg, nikt o tym już nie pamiętał. Znaleźli wówczas kawałki jakiegoś czarnego płótna, może fragmentu ubrania. Zaczęli się zastanawiać, czy to przypadkiem nie fragment habitu. Ale nie było kości. Niczego. Więc koparka ruszyła dalej – mówi Mieczysław Superson. Nikt nie przywiązywał wagi do błahego, jak się wówczas wydawało, znaleziska. Po latach w Godzieszowie pojawiły się siostry elżbietanki, które szukały informacji o zaginionej pod koniec wojny siostrze. Zaczęto kojarzyć fakty. I stało się jasne, że najprawdopodobniej to na łączce poniżej kościoła mogą znajdować się doczesne szczątki sługi Bożej s.M. Adeli Schramm. – „To może jakoś by upamiętnić?” – mówiły siostry. Porozmawiałem z żoną i razem z jednym i drugim sąsiadem zbudowaliśmy taki mały pomniczek. O, tutaj znajduje się fragment portalu z głównego wejścia do domu Baumów. Na pamiątkę – mówi Mieczysław Superson. – Dlaczego taki pomnik? Żeby pokazać ludziom szacunek do zakonnic. Ludzie machali często ręką i mówili, że to była Niemka. Wiadomo, Niemcy byli winni wojny. Ale przecież ona poświęciła się Bogu. Nie niosła zła, ale dobro. Siostry mają swoje domy zakonne na całym świecie. Nie patrzą na narodowość. Dzisiaj ludzie się zatrzymują w tym miejscu. Ktoś da kwiatki, ktoś wkład do znicza – budzi się ta pamięć – mówi mężczyzna. W diecezji legnickiej znajdują się jeszcze dwa miejsca związane z kandydatkami na ołtarze. Jednym z nich jest Nowogrodziec, gdzie na miejscowym cmentarzu znajduje się grób s.M. Rosarii (Elfriedy) Schelling, a drugim Lubań, na którego nekropolii pochowano ciało sługi Bożej s.M. Sabiny (Anny) Thienel. Może za kilka lat będą to miejsca pamięci błogosławionych męczennic.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół