• facebook
  • rss
  • Przyjaźń dopełni się w Peru

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 45/2015

    dodane 05.11.2015 00:00

    Mimo że zasypiał ze zmęczenia, na pytanie, dlaczego jedzie na misje, o. Strzałkowski powiedział: „Jolu, tu jest za mało pracy. Tam będę bardziej potrzeby”.

    Beatyfikacja ojców Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka odbędzie już za niecały miesiąc, 5 grudnia, w Chimbote w Peru. Dokona jej papież Franciszek.

    W domu zapadła cisza

    Z Polski pojadą tam tylko trzy pielgrzymki, w tym jedna z Legnicy. To tutaj pracował o. Zbigniew po święceniach prezbiteratu jako wicerektor ówczesnego Niższego Seminarium Duchownego w latach 1986–1988. To wtedy poznali go Jolanta i Zygmunt Buczakowie. Byli wówczas młodym małżeństwem. – Pojechaliśmy z nim na pielgrzymkę, m.in. do Kalwarii Zebrzydowskiej. Pamiętam, jak postanowiliśmy zrobić tam ognisko. Poszedłem z nim zbierać chrust. Wywiązała się rozmowa, która przerodziła się, już przy ognisku, w wielogodzinny dialog. Potem wróciliśmy i tak jakoś zaczęliśmy się razem spotykać, rozmawiać, ojciec do nas przychodził – wspomina Zygmunt Buczak. – Gdy usłyszeliśmy w telewizji o śmierci polskich kapłanów w Peru, zapadła w domu ogromna cisza; zmroziło nas. Do dzisiaj w pewien sposób nie możemy w to uwierzyć. Ale po rozmowach z o. Jarosławem Wysoczańskim, który pracował razem z męczennikami i opowiadał o wzroście powołań po ich śmierci, odwadze, jaka wstąpiła w mieszkańców Pariacoto, wiemy, że Bóg nawet taki ból, taką stratę jest w stanie obrócić w dobro. Dlatego jedziemy tam, do Pariacoto. We wspomnieniach o ojcu Zbigniewie często wraca temat jego pracowitości. – Pytałam go, dlaczego chce pojechać na misje. On powiedział, że praca, którą on tutaj wykonuje, może wykonywać ktoś inny. „Jolu, tu jest za mało pracy. Tam będę bardziej potrzeby”. Zdziwiłam się, bo wiem, że gdy kończył pracę jako nauczyciel w liceum, przebierał się w ciuchy robocze i z robotnikami remontował górę klasztoru, tam, gdzie dzisiaj jest internat – mówi Jolanta Buczak.

    zasnął na trawie

    Elżbieta Kot pamięta jeszcze coś innego: – On nocami, razem ze świeckimi, stał w długich kolejkach przed sklepami za jednym czy dwoma workami cementu. I tak wiele nocy pod rząd – mówi legniczanka. – Miałam wrażenie, że on tęskni rodziną. U nas, przy trójce dzieci, zawsze w kuchni stał garnek z zupą. Jej i chleba nigdy nie brakowało. O. Zbigniew przychodził, siadał, jadł, bawił się z dziećmi. Ale on wówczas nic o sobie nic nie mówił. Zawsze pytał o nas i był dla nas – dodaje pani Elżbieta. – Kiedyś poszliśmy z nim do parku i w trakcie rozmowy... zasnął na trawie. Po prostu. Nasz roczny syn zaczął wówczas po nim chodzić, a mimo tego ojciec się nie obudził. Taki był zmęczony – mówi Zygmunt Buczak. A kiedy nadszedł czas wyjazdu o. Zbigniewa, pani Elżbieta akurat była świeżo po obejrzeniu filmu „Misja”. – Spytałam go: „Po co ojciec tam jedzie? Tam ludzi mordują!”. A on popatrzył na mnie i tak ciepło powiedział: „Pani Elu, tam są tacy biedni ludzie. Jadę im pomagać” – wspomina Elżbieta Kot.

    to nie jest wycieczka

    Z tych wszystkich wspomnień narodziły się przyjaźnie, które trudno zakończyć. – Gdy ogłoszono datę i miejsce beatyfikacji, od razu z mężem powiedzieliśmy sobie: „Musimy tam pojechać”. Pytanie było: „Jak, za ile?”. Szukaliśmy połączeń do Peru. Okazało się jednak, że będzie to bardzo droga wyprawa. Dlatego podjęliśmy decyzję o zorganizowaniu dłuższej wyprawy niż tylko na samą beatyfikację. I tak powstał program wyjazdu – mówi Elżbieta Kot, właścicielka biura podróży. Wśród wyjeżdżających będą ludzie z Legnicy, Lwówka Śląskiego, Bolesławca, Gdańska i Krakowa. Łącznie około 30 osób. Polscy pielgrzymi odwiedzą Boliwię i Peru. W tym drugim zobaczą m.in. inkaskie miasto Machu Picchu, a także miejscowe sanktuaria czy nawet kaniony w Andach z latającymi nad nimi kondorami. Głównym punktem wyjazdu będzie jednak samo spotkanie z papieżem Franciszkiem w Chimbote oraz odwiedziny Pariacoto, miejsca męczeńskiej śmierci ojców Zbigniewa Strzałkowskiego i Michała Tomaszka oraz obecne miejsce ich kultu. – Ale, proszę mi wierzyć, to nie jest wycieczka. Jedziemy z kapłanami, więc będzie też codzienna Eucharystia. Dla nas jest to pielgrzymka i wspomnienie dwóch naszych męczenników – mówi Elżbieta Kot. – To, oczywiście, spory wydatek. Syn na przykład buduje dom i każdy grosz by się mu przydał, ale, cóż, przyjaźń ma swoje prawa. Musimy tam pojechać – mówią bez wahania państwo Buczakowie. Pani Jolanta dodaje: – Mieliśmy zamiar pojechać do niego. Ale los zrządził inaczej. Jedziemy teraz, by uczcić jego pamięć, by przyjaźń w pewien sposób się dopełniła – mówi Jolanta Buczak.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół