• facebook
  • rss
  • Różaniec zamiejscowy

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 42/2015

    dodane 15.10.2015 00:00

    Wierni tej parafii jednoczą się w modlitwie. I to nie zawsze w kościele.

    W parafii pw. św. Jadwigi Śląskiej październikowe nabożeństwo z modlitwą Różańcem świętym, tak jak w innych polskich parafiach, odbywa się codziennie w kościele parafialnym. Ale dodatkowo, w każdą środę października ojcowie odwiedzają wiernych w innym miejscu, tam, gdzie ci mieszkają: wsiach Wyskok i Nowa Wieś Złotoryjska, a także przy ul. Bukowej i Podwale.

    Pierwszym miejscem takiej „wyjazdowej” modlitwy był Wyskok, leżący 4 km za miastem. Spotkanie odbyło się wiejskiej świetlicy, która stoi zaledwie od roku. – Dojeżdżanie do kościoła parafialnego o tej porze dnia i roku, jest dla wielu z nas praktycznie niemożliwe. Jeździmy, co prawda, do kościoła na Msze św., ale głównie tylko w niedziele. I w dodatku nie grupami, ale każdy na własną rękę. Nasza wioska, niestety, nie ma ani sklepu, ani szkoły, ani kościoła. Dzięki tej świetlicy mamy namiastkę miejsca wspólnotowego, również w kontekście modlitwy – mówi Janina Hajdun.

    Na modlitwie był obecny również sołtys Tadeusz Chmielowski. Jego zdaniem, choć ojcowie franciszkanie są w parafii dopiero od roku, już teraz wnoszą nowego ducha wspólnoty do parafii. – Tu, u nas, w Wyskoku, są ludzie wierzący. Cieszymy się, że proboszcz wyszedł z taką propozycją. To ułatwia nam modlitwę we wspólnocie i poznanie samych ojców, a ojcom nas. Już teraz planujemy spotkanie opłatkowe – mówi sołtys.

    Na modlitwę przyjechał proboszcz o. Bogdan Koczor, który opowiada, jak dotarły do niego wieści, że taki pomysł wychodzenia z modlitwą jest ludziom bardzo potrzebny. – Wielu starszych i schorowanych ludzi nie może przyjechać do kościoła na wieczorną modlitwę różańcową. Albo nie mają czym, albo też po prostu mają zajęcia przy gospodarce. Dlatego pomyślałem sobie, że pojedziemy do nich. Już to zrobiliśmy w maju z nabożeństwami majowymi. Na Podwalu w Złotoryi, między blokami. Ludzie otwierali okna i tak łączyli się z nami w modlitwie. Z czasem się dowiedziałem, że jest tam pani, która jest sparaliżowana. Cały czas leży w łóżku. Gdy usłyszała, jak modlimy się gdzieś na podwórzu, podjechała łóżkiem do okna i w ten sposób modliła się razem z nami. Powiedziała mi później, że nigdy w życiu nie byłaby w stanie dotrzeć do kościoła. A tak mogła jednoczyć się w modlitwie z innymi. Pomyślałem więc, że warto to robić – mówi o. Koczor.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół