Nowy numer 16/2018 Archiwum

Ciągle bulgoce

Mały jubileusz „Kociołka”. – Z sali padło pytanie: „Skąd pani bierze na to wszystko siły?” „Od Jezusa Chrystusa”, odpowiedziała mARZENA Nykiel. Wtedy coś pękło. Zniknęła granica pomiędzy prelegentem i słuchaczami. Pomyślałem: zaczęło się – wspomina Zbigniew Rudnicki.

Przed trzema laty lubińska telewizja kablowa opublikowała nagranie z otrzęsin gimnazjalistów katolickiej szkoły. Budzący kontrowersje film szybko zdominował ogólnopolskie media, które rozdmuchały sprawę. Do salezjańskiej parafii zjechały wozy transmisyjne z dziennikarzami, żądającymi rozmowy z miejscowym księdzem, uczniami, rodzicami. To właśnie rodzice razem z dziećmi stanęli murem w obronie prawdy i dyrektora gimnazjum – salezjańskiego księdza.

Kiedy zobaczyli, ilu ich jest zebranych w jednej, słusznej sprawie, kiedy spostrzegli, jak potrafią zgodnie współpracować oni – dotychczas nieznający się ludzie – po raz pierwszy poczuli się wspólnotą. Prawie 200 osób podpisało się pod listem protestacyjnym, starając się wyjaśnić mediom sprawę i zająć w niej konkretne stanowisko. Dzisiaj nawet niektórzy z nich porównują towarzyszące im wtedy uczucia do tych z Mszy papieskiej na krakowskich błoniach z 1979 roku. Wtedy to był impuls do zmiany Polski. W Lubinie – do zbudowania trwałej wspólnoty ludzi zaangażowanych w życie Kościoła. Ta wspólnota przetrwała do dziś, rozwijając się z roku na rok. Właśnie skończyła przygotowania do 25. Salezjańskiego Kociołka Kultury.

A na koniec – dokładka

– Z początku chcieliśmy, żeby to były spotkania wzorowane na znanej większości z nas formie Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej. Pomysł upadł, bo... kto z nas wytrzyma cały tydzień – śmieje się Zbigniew Rudnicki. – Wszyscy byli zgodni, że naszemu gronu potrzebne są spotkania edukacyjne, ciekawie odpowiadające na najbardziej aktualne problemy Kościoła, społeczeństwa, państwa. Od razu taka burza mózgów skojarzyła się nam z bulgotaniem w garnku. To ostatnio porównanie chwyciło. Na początku myślano o „tyglu”, ale ostatecznie Zbigniew Rudnicki i ks. Marcin Kozyra postawili na „kociołek”. – Rozpisałem scenariusz. Był raczej syntezą moich dotychczasowych życiowych doświadczeń niż kopiowaniem gotowej recepty z innych takich inicjatyw – zaznacza pan Zbigniew. Te doświadczenia to m.in. nawrócenie, a później działalność w Odnowie w Duchu Świętym, no, i praca zawodowa na uczelniach wyższych. Kiedy wspólnie z ks. Marcinem wymyślali logo, doszli do wniosku, że samo spotkanie z ciekawą osobą to za mało. Potrzebowali niepowtarzalnego charakteru, na tyle atrakcyjnego, by przyciągnął ludzi, i na tyle wartościowego, by ze spotkań nikt nie wychodził zawiedzony. Już po pierwszym „kociołku”, na który przyjechała Marzena Nykiel, wiedzieli, że to się może udać. – Mówiła ona o zaangażowaniu świeckich w Kościele. Tytuł spotkania brzmiał: „Obudzić olbrzyma”. Klimat, o który tak nam chodziło, był znakomity – wspomina Z. Rudnicki. Dopisała frekwencja. W salezjańskim oratorium przygotowali kawiarniane stoliki. Były świece, kawa, herbata, ciasto. Po domowemu, wspólnotowo. Prelegentka miała tremę, wątpliwości, czy da radę. A po spotkaniu – godzinną, przymusową „dokładkę” z ludźmi, którzy za nic nie chcieli jej wypuścić z Lubina. Chętnych na ogrzanie się przy „kociołku” przybywało. Na drugim spotkaniu trzeba było ich posadzić w rzędach – stoliki to była strata cennego miejsca.

„Przecież nie mówiłeś o sobie”

Właśnie zaczął się czwarty, roczny cykl spotkań. W tym czasie salę teatralną w podziemiach kościoła pw. św. Jana Bosko odwiedzili m.in. Robert Tekieli, Jacek Pulikowski, Franciszek Kucharczak, ks. Tomasz Jaklewicz, Marcin Jakimowicz, Tomasz Terlikowski, bp. Zbigniew Kiernikowski i ks. Joseph Mukasa Balikudembe. 25., jubileuszowym gościem salezjańskiego kociołka zgodził się być Marian Piłka. – Kiedy był u nas Wojciech Wencel, zapytał mnie po spotkaniu: „Zbyszku, może ja niepotrzebnie mówiłem o moim alkoholizmie?”. „Wojtek – odpowiedziałem – nie mówiłeś przecież o sobie, tylko o Jezusie, który cię z tego wyciągnął”. Zgodził się, uspokojony – opowiada Zbigniew Rudnicki. – Od początku zakładaliśmy, że nie będą to spotkania prowadzone ex cathedra, bez udziału publiczności. Żywa dyskusja, pytania i odpowiedzi, relacje prelegent–uczestnik – to było dla nas ważne. Poza tym chcemy, żeby to były treści zrozumiałe, czytelne dla każdego – mówi pan Zbigniew. – Słuchamy świadectw, dowiadujemy się rzeczy dla nas ważnych, bez których być może nie umielibyśmy sobie poradzić w ocenie wielu zjawisk, nabieramy sił, mocy Bożej. Wiele rzeczy przejmuje nas dreszczem, wiele innych – nadzieją – mówi. Mimo że większość gości przyjeżdża na jego zaproszenie, odżegnuje się od bycia arbitrem w tej sprawie. – Każdą propozycję konsultuję z ks. Kozyrą. To nie jest przecież autorski program Zbyszka Rudnickiego, tylko dzieło Salezjańskiej Wspólnoty Rodzin „Nazaret” – zaznacza. Tak czy inaczej listę osób zaproszonych weryfikuje życie. Zbigniew Rudnicki stara się tylko, żeby nazwisko prelegenta było odpowiedzią na aktualne problemy społeczne Kościoła. – Właściwy dobór gwarantuje pełną salę – uważa. –Tak było np. w przypadku spotkania z ks. prof. Pawłem Bortkiewiczem z Poznania, który mówił o gender. To temat, który porusza coraz więcej osób. Coraz więcej z nich widzi w nim realne i poważne zagrożenie. Podobnie jest w przypadku spotkań poświęconych zniewoleniu duchowemu (Robert Tekieli) czy problematyki wychowania (Tomasz Terlikowski). – Pełną salę zgromadził także ordynariusz legnicki. Jednak w tym przypadku prawie nie było pytań z sali. Biskup mówił o sprawach niezwykle istotnych w sposób bardzo ciekawy, jednak nikt nie czuł się na tyle mocny w teologii, żeby odważyć się na zadanie pytania – śmieje się Zbigniew Rudnicki.

Taka powódź łask

Mimo że „kociołek” odniósł sukces, jego formuła jeszcze się nie wyczerpała. Organizatorzy chcą zacząć nagrywać spotkania kamerą i rozpowszechniać filmy wśród osób, które nie mogły przyjść. – Mówiliśmy także o publikacji. Mogłaby powstać w porozumieniu z zaproszonymi gośćmi. Rozmowy po „kociołku”, zarejestrowane i przepisane, mogłyby znaleźć swoje miejsce w książce – uważa Z. Rudnicki. Treści nie powinno zabraknąć, bo kalendarz pana Zbigniewa pełen jest nazwisk kolejnych potencjalnych prelegentów. – Teraz to wydaje się śmieszne, ale na początku bałem się, że zabraknie nam pomysłów na kolejnych gości. Ale, jak napisałem w dwumiesięczniku „Szum z nieba”, w naszym kociołku ciągle bulgoce... Salezjańskie spotkania to zresztą tylko jeden z aspektów działalności Salezjańskiej Wspólnoty Rodzin „Nazaret”. Grupa od trzech lat organizuje Orszaki Trzech Króli (ten lubiński należy do największych w diecezji, w 2014 r. poszło w nim ok. 5 tys. osób), Korowód Wszystkich Świętych, Marsz dla Życia i Rodziny, pielgrzymki, rodzinne wyjazdy integracyjne, rekolekcje małżeńskie... Słowo „wspólnota” przewija się przez każdy z nich. – Gdyby przed trzema laty ktoś nam powiedział, że z tamtych trudnych wydarzeń urodzi się taka powódź łask Bożych, nie uwierzylibyśmy – mówią członkowie wspólnoty.•

Powiedzieli na „kociołku”...

Bp Zbigniew Kiernikowski: „Odbicie Boga w człowieku wyraża się najpełniej wtedy, kiedy człowiek jest zdolny do komunikowania się z innym człowiekiem” ks. prof. Paweł Bortkiewicz: „Gender to przedefiniowanie modelu małżeństwa, służy temu, by »wyprodukować« pary czy związki egoistów cieszących się chwilą, doraźnym doznaniem seksualnym, bez najmniejszej płaszczyzny odpowiedzialności, bez płaszczyzny prokreacji” Marcin Jakimowicz: „Pan Bóg nie wymaga od nas, żebyśmy udawali, że jesteśmy odważni. Czasami powinniśmy umieć przyznać się do strachu” Tomasz Terlikowski: „Chrześcijanie są solą świata. Nie chodzi o to, żeby były pełne kościoły, ale o to, żeby coś zmienić” Franciszek Kucharczak: „Szukamy szczęścia nie tam, gdzie ono jest. To my nie odpowiadamy Bogu na jego zaproszenie do zbawienia. Pan Bóg zawsze tego chce”.

« 1 »
oceń artykuł

Zobacz także

Zapisane na później

Pobieranie listy

Rekalma