• facebook
  • rss
  • Różne intencje, jedna Matka

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 32/2015

    dodane 06.08.2015 00:00

    Do Częstochowy. 29 lipca z błogosławieństwem bp. Zbigniewa Kiernikowskiego pątnicy 23. Pieszej Pielgrzymki Legnickiej ruszyli ku Jasnej Górze.

    Wdrogę wyszło prawie 800 osób podzielonych na 10 grup. Wśród jedna o charakterze pokutnym, o numerze 7, oraz ta nosząca numer 0, czyli służby. Pierwsza Eucharystia na pątniczym szlaku została odprawiona w Koskowicach, a pierwszy nocleg miał miejsce w Ujeździe Górnym i Ujeździe Dolnym w diecezji świdnickiej. W skwarze lejącym się z nieba pątnicy pokonali ponad 30 km. Tak samo było drugiego i trzeciego dnia.

    Te pierwsze odcinki są doskonale znane pielgrzymom, bo od 10 lat praktycznie się nie zmieniają. Co roku w ramach pielgrzymki pojawiają się nowe pomysły na usprawnienie dojścia, śpiewu czy kąpieli na noclegu. Ale nie wszystkie mają zastosowanie tylko praktyczne. W zeszłym roku po raz pierwszy w grupie nr 5 pojawiły się kolorowe koperty, które pielgrzymi zostawiali w kościołach, w miejscowościach należących m.in. do gmin Olszyna, Zgorzelec i Bogatynia. I tak w dniu wyjścia „piąteczki” ze Zgorzelca było do omodlenia kilkaset intencji więcej. – W tym roku powtórzyliśmy pomysł ówczesnego przewodnika ks. Tomasza Metelicy. Znowu wróciło do nas kilkaset wypełnionych kopert. Wszystkie intencje były przez nas zaniesione na nogach i w modlitwie przed tron Matki Bożej Częstochowskiej – cieszy się ks. Grzegorz Basara z grupy nr 5. Pomysłem „zaraziła” się grupa nr 3. – Przygotowaliśmy tysiąc kopert ze słynnymi znaczkami z bolesławieckiej ceramiki. Po przejściu dwóch dni na dojściu do Legnicy została nam już tylko połowa z tego. Reszta już się wypełniła – mówi ks. Dawid Kostecki, przewodnik „trójeczki”. Koperty w grupie nr 3 rozdawane były bowiem u rodzin, w których pątnicy nocowali. Obietnice modlitwy za napotkanych ludzi pojawiają się podczas postojów, gdzie pątnicy są bardzo często podejmowani przez mieszańców. Dotyczy to zarówno dojścia w marszu gwiaździstym do Legnicy, jak i późniejszej trasy. Dobrym przykładem jest miejscowość Dobroszów. – To jest najmniejsza wieś z całej gminy Chojnów. Ludzie są u nas bardzo serdeczni i gościnni, bo środowisko wiejskie jest silnie związane z Bogiem i Kościołem. Tu docenia się trud pielgrzymów i gości się ich, jak może – mówi Andrzej Pyrz, wójt gminy Chojnów. Jedną z mieszkanek Dobroszowa jest Renata Ostrobolska, która wczesny poranek spędziła na przygotowywaniu jedzenia dla pątników. – Zrobiłam herbatę i kanapki, upiekłam drożdżówkę z jagodami. Zawsze sercem jestem z pielgrzymami i tak ogromnie się cieszę, że przychodzą do nas, iż zrobiłabym dla nich wszystko. Cieszy mnie też to, że mogę wręczyć im moje intencje, które zaniosą do Matki Bożej. To chyba są w ogóle ludzie wybrani przez Boga, by nieść nie tylko swoje, ale nawet i nasze prośby – mówi pani Renata. Później równie gościnna była miejscowość Zabłoto w parafii Kostomłoty. – Sam chodziłem kiedyś z pieszą pielgrzymką archidiecezji wrocławskiej. Dobrze pamiętam tamte chwile. Wystarczyło, że przeczytałem w ogłoszeniach parafialnych, że będzie pielgrzymka legnicka, i proszę, sami się zorganizowali i przygotowali jedzenie – mówił ks. Jerzy Sieczko, proboszcz parafii pw. Podwyższenia Krzyża Świętego w Kostomłotach. Więcej informacji o pielgrzymce na naszym serwisie: legnica.gosc/Pielgrzymka-legnicka-2015.

    Ludzie drogi

    Radosław Hampel – Dla mnie to pielgrzymowanie jest wielkim świadectwem. Pamiętam sprzed kilku lat jedną starszą siostrę pielgrzymkową, która szła o kulach. Ciągle mam przed oczami najstarszego księdza na pielgrzymce, który zawsze spał w namiocie, co było dla mnie z jednej strony niezwykłe i ciekawe, ale także mądre i budujące. Myślę, że na pewno coś się udało wymodlić. Bardzo mocnym doświadczeniem była pielgrzymka z Krakowa, w której brałem udział jeszcze podczas studiów. Na kilka miesięcy przed nią zmarła moja mama. I tamta pielgrzymka przyniosła mi spokój wewnętrzny. Jak już doszedłem, to nawet pojawiły się łzy podczas śpiewania znanej pieśni o Maryi, jedynej Matce, o Tej, która nas rozumie... Marta Majewska – Na pielgrzymce byłam dwa razy. Nie do końca wiem, dlaczego poszłam ten pierwszy raz. Usłyszałam wówczas w radiu, że będzie to 18. pielgrzymka. A wiadomo, skoro ma 18 lat, to staje się pełnoletnia. Stwierdziłam więc, że to ładna liczba i warto wziąć udział. Poszłam wówczas z ciocią. Drugi raz byłam przed maturą i główną intencją było dobre napisanie egzaminu. Nie miałam obrazu pielgrzymki jako spotkania starszych pań. Moja rodzina z drugiej części Polski brała udział już w pieszej pielgrzymce i opowiadali mi o pielgrzymowaniu. Wydaje mi się więc, że miałam w miarę dobry obraz i wizję tego przedsięwzięcia. Szczególnie przypominały mi się emocje z pierwszego w życiu wejścia na Jasną Górę. Cała druga pielgrzymka była pełna wielkiego uniesienia duchowego i oczekiwania na kolejne wejście przed oblicze Matki Bożej. To nie był typowy spacerek, ale coś, co mogłabym śmiało nazwać podróżą duchową! Dorota i Damian Czukiewscy – Piesza pielgrzymka na Jasną Górę będzie dla nas miesiącem miodowym. Pobraliśmy się przed miesiącem. Dlaczego taka podróż poślubna? Za nami, za każdym z osobna chodziło pragnienie pójścia na pielgrzymkę. Ale jakoś nie było ono na tyle mocne, by rzeczywiście pójść. Brakowało nam osoby motywatora. Później się okazało, że jesteśmy takimi motywatorami dla siebie. Ksiądz przewodnik zaproponował nam wejście na Wały Jasnogórskie w strojach ze ślubu...

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół