• facebook
  • rss
  • Złotówka na osobę

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 26/2015

    dodane 25.06.2015 00:15

    Prawie stu mieszkańców Legnicy może niedługo stracić miejsce pracy.

    Z kręgów rządowych wyciekły niedawno informacje, że rząd Platformy Obywatelskiej szykuje się do „wygaszenia” działalności warsztatów terapii zajęciowej, które są finansowane z Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. Takie słowa padły podczas spotkania z dyrektorami Caritas.

    – Dlatego jako przedstawiciele wszystkich środowisk WTZ-ów z Polski skrzyknęliśmy się i pojechaliśmy na spotkanie z ministrem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem – mówi Dorota Blachowska, kierownik WTZ prowadzonego przez Caritas Diecezji Legnickiej. – Powoli przypiera się nas do muru. Nie ma pieniędzy, wsparcia i pomysłu, co robić dalej z naszymi podopiecznymi. W samej tylko Legnicy funkcjonują trzy takie ośrodki. Caritas prowadzi też jeden w Lwówku Śląskim. Poza tym są te m.in. w Zgorzelcu, Bolesławcu i Legnickim Polu. W każdym po 20–30 osób z takim orzeczeniem o niepełnosprawności, że nie znajdują nigdzie indziej dla siebie miejsca. Pesymistyczne są też wnioski z przeprowadzonej rok temu przez PFRON ankiety. Wynika z nich, że bardzo niewielu podopiecznych opuszcza warsztaty i znajduje miejsce na rynku pracy. Według strony rządowej jest to jednak wina złego pomysłu na nie, a nie samego systemu. Ale na Dolnym Śląsku działa aż 40 WTZ-ów, a tylko 5 zakładów sktywizacji zawodowej. – Od 15 lat nie była zwiększana subwencja na działanie naszych placówek. A ceny wszystkiego wzrosły niepomiernie. My nie zastanawiamy się nad oszczędnościami rzędu tysięcy, lecz kilkudziesięciu złotych! Jeszcze nie jesteśmy skazani na zamykanie placówki, ale to tylko kwestia czasu – mówi Dorota Blachowska. Padł pomysł przekształcenia WTZ-ów w domy dziennego pobytu. – Byłam ostatnio w takim domu w Legnicy. Usłyszałam, że na 300 osób tam zapisanych prowadzący otrzymują na cały rok 4 tys. zł na warsztaty manualne. To złotówka na osobę na miesiąc. Z tego nawet nie można kupić bibuły. Takie placówki pomogą na teraz rodzicom, ale nie uczynią żadnego realnego kroku ku przygotowaniu podopiecznych do chociażby połowicznie samodzielnego życia – mówi Małgorzata Klocek z Caritas.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół