• facebook
  • rss
  • Ewangelia tysiąc metrów pod ziemią

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 09/2015

    dodane 26.02.2015 00:00

    Przed rokiem obronił pracę magisterską o ks. Piotrze Teilhardzie de Chardin, jezuicie i geologu. Przed dwoma tygodniami po raz pierwszy zjechał do kopalni miedzi. Mówi, że czasami kamień przypomina człowieka – szary i twardy z zewnątrz, ale piękny i cenny w środku.


    Ksiądz Bartłomiej Maranda pochodzi z Bogatyni. Być może bliskość gigantycznej kopalni odkrywkowej wzbudziła w nim zainteresowanie kamieniami. Tyle się przecież tego wala na powydobywczych hałdach. Ale on interesował się nie tylko tymi efektownymi okazami.
– Pasję do kamieni czułem w sobie od dziecka. I to tych szarych, najzwyklejszych. Nie umiałbym nawet dziś powiedzieć, dlaczego – wspomina.

    – Miałem może 4–5 lat, kiedy zacząłem zbierać polne kamienie podczas spacerów z rodzicami. Pieczołowicie napychałem nimi kieszenie i torby. Innym chłopakom służyły do podwórkowych bitew albo puszczania kaczek na wodzie. Ja wszystko znosiłem do domu. Mama była zła. No bo jakże tak – kamienie do domu? – śmieje się na to wspomnienie ks. Bartłomiej.
To dziwne, ale pomimo upływu lat, nadal trzyma w swojej kolekcji tamte bezwartościowe kamienie z dzieciństwa. Mieszkanie jego rodziców w Bogatyni jest dziś chyba o kilka ton cięższe od pozostałych w bloku. Ale to właśnie mama kupiła mu pierwszy album o minerałach.
– Moja utajona, szara, niezdefiniowana pasja nabrała wreszcie barwnych argumentów. Teraz już wiedziałem, dlaczego czułem taką słabość do kamieni – mówi.
Kolorowy świat minerałów zawirował przed oczami młodego chłopaka. W głowie na stałe zakotwiczyły niezwykłe, ale konkretne nazwy, trudne wzory chemiczne, odległe miejsca występowania. – Jak tylko nauczyłem się czytać, zaczęło się kupowanie literatury fachowej – opowiada.
Część dostawał na przeróżne okazje, bo pasja młodego Bartłomieja stawała się oczywistością dla coraz większego kręgu osób. Teraz każdy wyjazd w Sudety ze znajomymi, kolegami z seminarium albo młodzieżą był pretekstem do zbierania przydrożnych kamieni.
– To nie było takie łatwe – zaznacza. – I trochę mnie krępowało. Wszyscy idą, mijają obojętnie jakieś kamyki, a ja je upycham po kieszeniach. Czasami musiałem tłumaczyć, o co chodzi, a czasami udawało się zbierać eksponaty niepostrzeżenie – opowiada z rozbawieniem.
Kiedy kolekcja się powiększała, rosły także aspiracje. Bo prawdziwy geolog jest uzbrojony nie tylko w wiedzę, ale także w dobre narzędzia. – Marzę o profesjonalnym zestawie: młotek geologiczny, szybkoobrotowa szlifierka, instrumenty do pobierania próbek i analiz chemicznych. Widziałem już takie. Na razie poza moim zasięgiem – rozkłada ręce.
Kuszą nie tylko dobry sprzęt i fachowa literatura, ale także obce kraje. Wiadomo – najpiękniejsze minerały są na Kaukazie i w południowej Afryce. Na razie musi zadowolić się wizytami w Tarach i Sudetach oraz dalszą eksploracją hałd w Bogatyni. Mimo to w kolekcji ks. Bartłomieja są już efektowne granity i bazalty, otoczaki znad Bałtyku, ale i dolomity, i kwarce właśnie z Bogatyni. Od niedawna zbiór powiększył się o eksponaty z kopalni miedzi, bo pierwszą parafią młodego wikarego jest ta pw. Matki Bożej Łaskawej w Polkowicach. Łupek miedzionośny z paskiem rudy i sól kamienną dostał od górników, których odwiedzał z wizytą duszpasterską. Niedawno po raz pierwszy zobaczył z bliska miejsce ich pracy.
– To było niezwykłe przeżycie. Będąc tam, tysiąc metrów pod ziemią, widząc te wszystkie skarby w uwięzione w ociosach, pomyślałem o Ewangelii św. Jana. Jest tam przypowieść o Jezusie przy studni. Kopalnia jest trochę jak człowiek, który czasami to, co najcenniejsze, ukrywa głęboko w sobie. I tak, jak trudno jest wydobyć na powierzchnię miedź, złoto i srebro, tak samo niełatwo jest czasem dotrzeć do pokładów dobra ukrytych w człowieku. Może Pan mnie posłał właśnie po to, żebym to piękno w człowieku odkrywał? Najpierw w bliskości kopalni odkrywkowej, teraz podziemnej – mówi ks. Maranda.
A mogło się to przecież skończyć inaczej. Młody Bartłomiej marzył o studiach na krakowskiej AGH. – Bóg jednak chciał inaczej i poszedłem do seminarium. Bez wielkiej szkody dla AGH, za to może z dużą korzyścią dla Kościoła – śmieje się kapłan.
Tego lata czeka młodego księdza kolejna przygoda z minerałami. Po raz pierwszy w życiu chce wybrać się do mekki geologów – Lwówka Śląskiego – na doroczne Lato Agatowe. Kamienie z całego świata, wystawcy z najdalszych zakątków ziemi, pokazy, szkolenia, szlifowanie, wymiana, sprzedaż – aż niepojęte, że jeszcze tam nie był! – Zawsze wtedy wypadały nam sesje w seminarium – tłumaczy.
Teraz wolne chwile poświęca dalszemu kształceniu. Czyta, przegląda, koresponduje. Ciekawe, że nadal z pokorą i nieśmiałością mówi o swoim hobby. Taką samą, z jaką ukradkiem zbierał kamienie na górskich szlakach.


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół