• facebook
  • rss
  • Prawda była ważniejsza

    dodane 12.02.2015 00:00

    O tym, jak kard. Bolesław Kominek przekraczał barierę strachu, oraz o NAPRAWIANIU płotów przez Matkę Bożą z dr hab. Kazimierą Jaworską rozmawia Jędrzej Rams.

    Jędrzej Rams: Czy wyobraża sobie Pani pojednanie polsko-niemieckie bez słynnego listu autorstwa kard. Kominka?

    Dr hab. Kazimiera Jaworska: Absolutnie nie! List powstał w czasie, gdy władze Republiki Federalnej Niemiec nie uznawały granicy Polski na Odrze i Nysie Łużyckiej. Działania polskich biskupów, inicjowane przez kardynała, utworzyły bez wątpienia klimat, który umożliwił pięć lat później zawarcie układu pomiędzy Polską a RFN normalizującego wzajemne relacje, ratyfikowanego przez stronę niemiecką w 1972 roku.

    Późniejsze relacje między naszymi krajami nie byłyby możliwe bez wizji kardynała wspólnego życia narodów. One ukształtowały się w chłopaku, który m.in. wychowywał się na podzielonym Śląsku, który (jak zanotował ks. prof. Józef Swastek) był pełnomocnikiem Delegatury Rządu na Kraj do spraw Województwa Śląskiego oraz Śląska Opolskiego w czasie II wojny światowej, a po niej organizatorem polskich struktur kościelnych na Ziemiach Zachodnich. Myślę, że on przekroczył w pewnym momencie barierę strachu przed szykanami, poniżeniem czy represjami. Prawda była ważniejsza. Dał temu wielokrotnie wyraz w kazaniach, rozmowach z ubekami czy wreszcie przez napisanie listu do niemieckich biskupów. Prawda była jednak nie utopią lecz realnym życiem, podejmowaniem codziennych wyzwań.

    Mam jednak wrażenie, że kardynał Kominek jest w pewien sposób niedoceniany.

    Był postacią znacząca w ówczesnym polskim Kościele. Do mojej pracy habilitacyjnej o kardynale musiałam przeprowadzić kwerendę w m.in. w archiwach państwowych. W nich znalazłam teczki Służby Bezpieczeństwa charakteryzujące polskich biskupów w latach 60. w kolejności: kard. Wyszyński, kard. Wojtyła, kard. Kominek. On był uważany za trzecią najgroźniejszą dla komunistów osobę Kościoła! Bez słów rozumiał się z prymasem Wyszyńskim, zresztą wspólnie studiowali w Instytucie Katolickim w Paryżu. Kard. Kominek był przewodniczącym niesamowicie ważnej Komisji Episkopatu Polski ds. Ziem Zachodnich i Północnych koordynującej starania o usankcjonowanie polskiej administracji kościelnej na tym obszarze. Ale zmarł w 1974 roku. Przed nami był dopiero karnawał „Solidarności” lat 80., wybór papieża Polaka, pierwsze wolne media. W tym bym upatrywała przyczyn nieznajomości jego życia. Był czas, gdy nawet proboszczowie byli podzieleni co do oceny działań kard. Kominka. Przecież po słynnym liście władze brały najwięcej kleryków do wojska właśnie z archidiecezji wrocławskiej, księża właśnie tutaj mieli największe problemy z uzyskaniem materiałów na remonty kościołów i tutaj wreszcie komuniści bezwzględnie dążyli do wyegzekwowania drakońskich podatków za użytkowanie mienia kościelnego.

    Możemy myśleć o procesie beatyfikacyjnym kardynała?

    Oj, to bardzo daleko idące pytanie. Dopiero teraz, 40 lat po jego śmierci, doczekaliśmy się obszerniejszych opracowań jego działalności. Jeden z księży zajął się próbą opisania i uchwycenia duchowości kardynała. Nie bez znaczenia jest też to, że działania kardynała nie były i nie są także i obecnie najlepiej ocenianie przez wiele środowisk w Niemczech. Kard. Kominek, trzeba to mocno podkreślić, nazywał rzeczy po imieniu. Uważał, że Ziemie Zachodnie należą się Polakom i jest to konsekwencja wojny oraz międzynarodowych ustaleń po jej zakończeniu. Nawet swoich gości z Niemiec zabierał na spacer po Wrocławiu, aby uświadomić im, że tutaj mieszkają Polacy. Jego artykuł „Ziemie Zachodnie – mandat sprzed dwudziestu lat” opublikowany w „Tygodniku Powszechnym” wywołał oburzenie wielu ośrodków niemieckiej opinii publicznej. Ale jednocześnie jego działania w dużej mierze zbudowały dzisiejszą tożsamość tych ziem. Dobrym przykładem jest peregrynacja obrazu Matki Bożej Częstochowskiej po Polsce w ramach programu Wielkiej Nowenny opracowanej przez prymasa Wyszyńskiego. Właściwie na Ziemiach Zachodnich nikt niczego nie remontował, o nic się nie dbało, a była to konsekwencja ówczesnej niestabilności politycznej. Dopiero przed pojawieniem się obrazu w początkach lat 60., niemal 20 lat po wojnie, ludzie nabrali motywacji, żeby pomalować domostwa, naprawić płot, odremontować kościół parafialny. Był to istotny czynnik spajający mocno przybyłą tutaj z różnych stron lokalną społeczność.

    I tu mamy paradoks. Z jednej strony szedł po linii PZPR i mówił o polskości Śląska, a z drugiej strony był codziennie szykanowany przez te same władze. To był męczennik?

    On sam pewnie obruszyłby się, gdyby nazwać go męczennikiem. Dla niego był nim np. o. Maksymilian Maria Kolbe. Z kolei mnie brakuje dzisiaj tak wyrazistych postaci, które potrafiłyby wprost i dosadnie mówić politykom prosto w twarz, gdzie leży granica między dobrem a złem. Był niezwykle mądrym człowiekiem, miał wizję przyszłości. Budował struktury Kościoła, bo wiedział, że trwa walka o dusze młodego pokolenia, urodzonego już na Dolnym Śląsku. Władze chciały za wszelką cenę zlaicyzować społeczeństwo. Kardynał za przykład dawał swoim księżom jednego takiego księdza Wojtyłę z Krakowa, który potrafił z młodymi spędzać wakacyjny czas, pływając kajakami. Kard. Kominek patrzył daleko do przodu i tego właśnie nie znosiły władze komunistyczne. Ale ja go za to niesamowicie cenię. •

    Dr hab. Kazimiera Jaworska

    prof. ndzw. PWSZ im. Witelona w Legnicy, kierownik Katedry Historii Wychowania PWT we Wrocławiu. Autorka książki „Relacje między państwem a Kościołem katolickim w (archi)diecezji wrocławskiej w latach 1956–1974”, Legnica 2009.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół