• facebook
  • rss
  • Uczę się, żeby stale być gotowym na przybicie do krzyża

    dodane 29.01.2015 00:00

    O dobrych ludziach dyskretnie podsuwanych przez Boga, trzech biskupach i wielkiej łasce Kościoła lokalnego z bp. Markiem Mendykiem rozmawia Roman Tomczak.

    Roman Tomczak: Trudno uwierzyć, że minęło już 6 lat od święceń biskupich byłego dyrektora Wydziału Katechetycznego. Życzymy z tej okazji dalszego błogosławieństwa Bożego, bo pewnie Ksiądz Biskup także uważa, że do tej pory go nie zabrakło?

    Bp Marek Mendyk: O tak, zdecydowanie! Czuję to na każdym kroku. Duch Święty prowadzi. To, co odkrywam od tych sześciu lat, to stała obecność Pana Boga. Widzę, jak Duch Święty podpowiada, podsyła dobrych ludzi, zwłaszcza kiedy przychodzą trudne momenty, kiedy trzeba podjąć niełatwą decyzję.

    Zwłaszcza taką, którą trzeba podjąć niejako wbrew sobie. Mamy czasem jakieś przekonanie, kierujemy się własną intuicją, ale nagle pojawiają się ludzie, podpowiadają, sugerują, przypominają. I wtedy okazuje się, że to tacy posłani aniołowie. Jestem przekonany, że Pan Bóg w trosce o człowieka i jego sumienie posługuje się ludźmi, których dyskretnie podsyła do pomocy. Pouczają, pomagają, czasem mówią mocne słowa, ale to generalnie zawsze służy dobru i rozwojowi Kościoła.

    W ciągu tych sześciu lat zmienił się ordynariusz legnicki. To wymagało pewnie także ustalenia nowych zasad współpracy między oboma biskupami?

    Mam ten komfort, że w diecezji posługuję 20 lat. Najpierw w Wydziale Katechetycznym, kiedy moim przełożonym był bp Tadeusz Rybak, który żywo interesował się sprawami katechezy i widział katechetów jako tych, którzy są na „pierwszej linii frontu” w Kościele lokalnym. Sam też dużo im podpowiadał, inspirował, zachęcał, bardzo mobilizował. Zawsze widziałem jego duże wsparcie. Później przyszedł czas, gdy nastał bp Stefan Cichy. Wkrótce potem odszedł legnicki biskup pomocniczy Stefan Regmunt. Po roku papież Benedykt XVI mnie mianował na biskupa. Przejąłem zadania, które należały do biskupa pomocniczego. Tak jak umiałem, starałem się biskupowi Stefanowi Cichemu pomagać. Widziałem, że ma duże zaufanie do mnie. Bardzo sobie to ceniłem, wiele się przy nim również nauczyłem. Przyznam, że widziałem w nim nie tylko przełożonego, ale także starszego brata. Teraz od pół roku moim bezpośrednim przełożonym jest biskup Zbigniew Kiernikowski – zadania pozostały te same, ale jest już nowy duch, nowy zapał, nowa energia, nowe oczekiwania.

    Na pierwszy rzut oka widać, że biskup Zbigniew to zupełnie inna osobowość niż jego poprzednik.

    Bardzo mnie ujmuje jego wyraźne akcentowanie roli słowa Bożego w misji i życiu Kościoła. Stała zachęta, żeby bez obaw dać się mu poprowadzić. Żeby nie bać się zaryzykować dla słowa, które Pan Bóg każdego dnia do nas mówi. Żeby pozwolić temu słowu działać i rozwijać się. Mam też, nie ukrywam, dużo osobistych nadziei związanych z formacją do kapłaństwa i samego duchowieństwa. Bo jeśli chcemy nauczyć wiernych i przekonać ich, żeby żyli słowem Bożym, najpierw musimy sami się tego nauczyć, sami tego posmakować. Mamy szczęście do biskupów. Myślę, że to też wielka łaska dla Kościoła diecezjalnego, że za każdym razem przychodzi do nas pasterz na nasze czasy. Żeby wspólnota Kościoła mogła się integrować, umacniać i rozwijać. Żeby była mocna w wierze. Tak postrzegam posługę poszczególnych księży biskupów.

    A swoją?

    Już mówiłem, Duch Święty działa w Kościele i On go prowadzi. On ewangelizuje, katechizuje. Jest stale obecny we wspólnocie Kościoła – tak patrzę na swoją posługę. Przyznam się, że często podejmuję rachunek sumienia, coraz bardziej uświadamiam sobie wiele różnych słabości. I czasem myślę – jest tylu wspaniałych, mądrych, świętych kapłanów, potrafią pięknie mówić, szybko odnajdują się w różnych trudnych sytuacjach. Łatwo nawiązują kontakt z ludźmi, potrafią być bardzo taktowni, cierpliwi. Długo by wyliczać. Ale też prawdą jest, że Duch Święty wskazał na mnie. To dla mnie znak, żeby jeszcze bardziej się zaangażować w drodze do świętości. Uświadamiam sobie – jak to ktoś ładnie powiedział – że nie ci zmieniają Kościół, którzy stoją pod krzyżem i debatują o nim, ale ci, którzy potrafią się przybić do krzyża. Posługa biskupia to jest właśnie taka stała gotowość przybicia siebie do krzyża razem z Chrystusem. To dotyczy wszystkich, zarówno biskupów i prezbiterów, jak i ludzi świeckich.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół