• facebook
  • rss
  • Wrócił ukochany prałat

    dodane 22.01.2015 00:00

    Z pożegnalnych przemów wyłonił się obraz nie wielkiego teologa czy budowniczego, lecz prostego, życzliwego wszystkim kapłana, który, jak sam mówił o sobie, „po prostu pracował dla Pana”.

    Późno wieczorem 14 stycznia odszedł do Pana najstarszy kapłan diecezji legnickiej. Ks. prałat Tadeusz Jordanek w czerwcu skończyłby 91 lat.

    60 lat przy ołtarzu

    Pochodził z Kęt niedaleko Krakowa, a święcenia prezbiteratu przyjął we Wrocławiu, w czerwcu 1954 roku. W zeszłym roku mówił „Gościowi Legnickiemu”, że kapłanem chciał być, odkąd pamiętał. Nie zniechęciły go problemy z dostaniem się do zakonu oblatów, doświadczenia II wojny światowej, w tym śmierć brata w KL Auschwitz, powojenna konieczność nadrobienia zaległości w edukacji, ani brak miejsca w krakowskim seminarium. Czekał, działał w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej. Przeczytał wówczas w gazecie, że otwierają seminarium we Wrocławiu. Chęć bycia kapłanem była silniejsza niż strach przed wyjazdem na Ziemie Odzyskane. Nie miał pieniędzy na życie w seminarium – tu pomogli znajomi, którzy przez cały okres jego nauki we Wrocławiu udawali, że to rodzice wysyłają pieniądze. Prałata nie złamali funkcjonariusze UB, którzy nachodzili go i straszyli. Na pogrzebie bp Zbigniew Kiernikowski pytał: skąd on miał siłę na to wszystko? I odpowiadał: – Oczywiście z Eucharystii, którą przez ponad 60 lat dzień w dzień sprawował – mówił. Może stąd potrafił oddać kiedyś swoje buty spotkanemu żebrakowi?

    Majątek w pudełkach po zapałkach

    Pracował w Głuszycy, Oleśnicy i Wabienicach. W wabienickim kościele, na wschodnich rubieżach archidiecezji wrocławskiej, odkrył słynący łaskami obraz Matki Bożej Różańcowej z Potoka Złotego spod Buczacza i przwrócił jego kult. Dzięki licznym uzdrowieniom za przyczyną tego wizerunku wśród Kresowian nosi on tytuł Niebieskiej Lekarki. Jego kopia towarzyszyła mu do końca. Następnie przez 27 lat pracował w parafii pw. Zwiastowania NMP w Mirsku. Po przejściu na emeryturę osiadł na krótko w Domu Księży Emerytów w Legnicy, a potem przez prawie dekadę służył w parafii pw. św. Jadwigi Śląskiej w Gryfowie Śląskim. Mimo że Wabienice opuścił jeszcze w 1976 roku, na jego pogrzeb przyjechali również i tamtejsi parafianie. Dość powiedzieć, że zmarłego żegnało wielu byłych wikariuszy, a także sam bp Adam Dyczkowski – kolega z jednej ulicy w Kętach i wieloletni przyjaciel w kapłaństwie. Dla samych wiernych parafii Mirsk była to wielka uroczystość. Wrócił do nich „ich ukochany prałat”. Było wiele ciepłych słów pożegnania. Od przedstawiciela wiernych, burmistrza, obecnego proboszcza, a nawet tych, którym przez tyle lat ks. Tadeusz Jordanek po cichu pomagał – przedstawicieli Stowarzyszenia Pomocy Mieszkaniowej dla Sierot w Branowie k. Poznania. Prałat jako jedyny w Polsce odpowiedział na apel o pomoc. Gdy przeszedł na kapłańską emeryturę, oddał im swoją kolekcję pudełek po zapałkach – jedną z największych w Polsce. Pomogła ona popchnąć do przodu część planów budowlanych stowarzyszenia. Parafianie dowiedzieli się o tym dopiero na jubileuszu 50-lecia kapłaństwa. Na pogrzebie padały więc szczere słowa o wdzięczności, pamięci i zapewnień o modlitwie.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół