• facebook
  • rss
  • Przyjadą dla piania?

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 04/2015

    dodane 22.01.2015 00:00

    Zagroda Kołodzieja, nagrodzona tytułem Europejskiego Zabytku Roku 2012, będzie miała towarzystwo. Powstaje właśnie jedyny w Europa--Mieście obiekt, w którym gości hotelowych będą budziły kogut i krowa.

    Domów przysłupowych, najbardziej charakterystycznego elementu architektury łużyckiej, jest coraz mniej. Te, które ocalały, można co roku podziwiać podczas wiosennych dni otwartych organizowanych w jednym czasie w Polsce, Niemczech i Czechach.

    Na szczęście powstają nowe, m.in. w Janowicach Wielkich i Antoniowie k. Starej Kamienicy. Niedługo dołączą do nich dwa kolejne – stodoła i obora. Buduje je firma Elżbiety Lech-Gotthardt, właścicielki m.in. Zagrody Kołodzieja, jedynego domu przysłupowego w całości przeniesionego z Wigancic Żytawskich, wsi, którą przed laty pochłonęła kopalnia odkrywkowa. – Stodołę i oborę budujemy zgodnie z kanonami dawnej architektury łużyckiej, bo będą imitowały budowle o konstrukcji ryglowej – tłumaczy Elżbieta Lech-Gotthardt. – Razem z Zagrodą Kołodzieja będą tworzyły literę „U”, prawie tak samo, jak w Wigancicach przed rozbiórką. Wewnątrz stodoły znajdzie się wielka sala bankietowo-konferencyjna, a na górze siedem dodatkowych pokoi gościnnych. Obora pomieści – tym razem bez niespodzianek – zwierzęta domowe. Będą tu mieszkały m.in. krowy, świnie, osły i stado kur. Będzie prawdziwie sielsko i po gospodarsku. To jedyny taki projekt w regionie. Tylko czy goście Zagrody nie będą się zżymać na hałasy o świcie? – Właśnie chcę, żeby kogut budził naszych gości. Albo krowa, domagając się porannego obrządku. Wiem, że nie wszystkim przypadnie to do gustu, ale jednocześnie jestem pewna, że znajdą się tacy, którzy właśnie dla tego piania i ryczenia przyjadą nas odwiedzić – uważa E. Lech-Gotthardt. Z tego samego powodu ciągle jeszcze nie przekształciła kilku hektarów ziemi wokół Zagrody Kołodzieja na działkę budowlaną. – To nadal jest ziemia rolna. Po to, żeby nasza krowa miała gdzie się paść. Jak w prawdziwym gospodarstwie – mówi. Wyposażenie nowo budowanych obiektów także będzie pochodziło, przynajmniej w części, z autentycznej obory i stodoły z Wigancic Żytawskich. – Mamy tego całe mnóstwo; zachowanych w dobrym stanie przedmiotów, które kiedyś służyły w gospodarstwie. Ciekawostkami na pewno będą iglica odgromowa wieńcząca dach czy autentyczne okiennice, odnowione i zakonserwowane – wymienia właścicielka. Całość projektu pochłonie kilka milionów złotych. Za te pieniądze architektura łużycka narodzi się na nowo, po raz pierwszy na tym terenie od kilkudziesięciu lat. Inwestycja rozpoczęła się przed rokiem i ma być gotowa już na przełomie lipca i sierpnia. Tak samo, jak towarzyszące Zagrodzie Kołodzieja dwa nowe domki. Powstaną w regionalnym stylu przysłupowym, ale zaprojektowane zostały przez współczesnych architektów, laureatów międzynarodowego konkursu, który swój finał miał przed trzema laty w niemieckim Zittau. To niedaleko miejsca, gdzie kiedyś leżały Wigancice Żytawskie. Zagrodę Kołodzieja z 1822 r., podstawę trwającego od lat projektu rozbudowy, deska po desce przeniesiono pod Zgorzelec i złożono w architektoniczne cacko, jakich setki powstawały przez stulecia na tych ziemiach. Prace konserwatorskie nad nią wsparło wtedy Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Za ich wzorową realizację firma Elżbiety Lech-Gotthardt otrzymała tytuł Europejskiego Zabytku Roku 2012, przyznaną przez Akademię Bernharda Remmersa podczas Międzynarodowych Targów Konserwacji Zabytków w Lipsku. To drugi po Malborku obiekt w Polsce, uhonorowany tym tytułem. Wcześniej otrzymał go m.in. Wielki Spichlerz w Hamburgu oraz zespół pałacowo-parkowy Małe Carycyno pod Moskwą.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół