• facebook
  • rss
  • Tak to się robi w Witkowie

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 04/2015

    dodane 22.01.2015 00:00

    Parafianie mówią, że winny jest proboszcz. Proboszcz wszystko zwala na parafian. A kościół? Milczy. I pięknieje w oczach.

    Budowę świątyni w Witkowie Śląskim rozpoczęli cystersi w 1710 r. Ci sami, którzy później osiedlili się w Krzeszowie. Związki z bazyliką są tu nadal bardzo silne. Ołtarze, ambona czy organy nawiązują do szkoły, która uformowała charakter Krzeszowa. W 2008 r. parafię w Witkowie objął ks. dr Janusz Ospa, energiczny i pełen ufności w Bożą opatrzność i parafian.

    Razem udało im się podnieść do rangi najlepiej odrestaurowanego kościoła w okolicy nadgryziony zębem czasu zabytek. Najpierw rozpoczęto prace na plebanii, później wokół kościoła i w jego wnętrzu. Zdarzało się, że naraz społecznie pracowało kilkadziesiąt osób. Praca własnych rąk i umysłów to jedno. Pieniądze – to drugie. Każdy festyn parafialny od 2008 r. był okazją do loterii fantowych, kiermaszów i sprzedaży domowych ciast. Stanisława Góral współorganizowała ich dziesięć. – Na tych spotkaniach pełno jest młodzieży. Ludzie przychodzą, bo chcą coś zrobić dla tego kościoła – uważa. Anna Kot, kolejna z organizatorek, sukces festynów upatruje w naturalnej potrzebie ludzi do troski o parafię. – U nas każdy czuje taką potrzebę. Są miejsca, gdzie festyny robi się na nasz wzór – śmieje się. Dzięki festynom i zbiórkom złomu ofiarność parafian z Witkowa od sześciu lat nie maleje. Czymś, co dodatkowo wiąże wiernych z parafią, jest możliwość współdecydowania o jej losach. – Kiedy czują się jej współgospodarzami, łatwiej jest mierzyć się nawet z dużymi zadaniami – uważa proboszcz. – Nie waham się tego powiedzieć. Kościół to jakby nasz dom, a parafia – rodzina – mówi Krystyna Stawiarska, członkini rady remontowej. Kiedy ruszyły pierwsze prace, kilka osób zasiadło nad wnioskiem o unijne wsparcie. Każdoroczne sprawozdania z remontu były tak dobrze skonstruowane, że ich skrupulatność docenili w końcu unijni urzędnicy, przyznając pieniądze na remont. – To jedna z niewielu parafii w Polsce, gdzie tak odważnie przeprowadza się wielką inwestycję – zwraca uwagę Tomasz Gromala. – Przez te lata proboszczowi trudno było przewidzieć kwoty, zaplanować budżet. Teraz, z pomocą grantów unijnych nie trzeba się tym martwić. Jednak proboszcz podkreśla, że gdyby nie pomoc gminy, nigdy by się nie odważył na taki krok.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół