• facebook
  • rss
  • Dwie takie, co szopki robią

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 50/2014

    dodane 11.12.2014 00:00

    Adwentowa manufaktura. – Ile już szopek zrobiliśmy? O, Jezus, Maria, nie wiemy! – śmieją się dziewczyny. Ale to właśnie dla Jezusa i Maryi powstają tu te małe arcydzieła dziecięcych rąk.

    Szopka jest z patyczków. Miały być zapałki, ale okazało się, że wtedy byłoby za ciemno Jezuskowi w kartonowym żłóbku. Teraz tylko dach jest zapałczany, szczelny, żeby ani słońce, ani deszcz nie przeszkadzały towarzystwu, ciasno zebranemu pod ogromną gwiazdą ze styropianu. Z patyczkami jest dużo lepiej. Spomiędzy nich widać pingpongową głowę św. Józefa, szczęśliwą w swej starczej godności. Obok Maryja, pasterze wsparci na laskach i anioły ze skrzydłami z rozdwojonych listków. Wiele trzeba cierpliwości, żeby dokończyć to patyczkowe dzieło, a przecież konkurs tuż, tuż.

    Pomysły z karabinu

    Dziewczyny są cierpliwe i niezmordowane w precyzyjnych ruchach. Ale i cierpliwość kiedyś się kończy. – Nie lubię, jak skleję sobie palce kropelką – uśmiecha się Lidka, siedmiolatka, marszcząc przy tym brwi. – Nooo... to się można zdenerwować – mruczy pod nosem. Julka, starsza o pięć lat siostra Lidki, mówi do siebie: – A z czego zwierzątka..? Zanim wybrzmiała ostatnia sylaba, Lidka rzuca jak z karabinu: – Nóżki z patyczków, a główka z kasztana może być albo z żołędzia; brzuszek z ping-ponga. Później to pomalujemy, damy na brzuszek wełnę albo jakąś watkę... – I tak jest ciągle – mówi Magdalena Zawadzka, mama Lidki i Julki. – Zanim ktoś zada pytanie, Lidka na wszystko ma pomysł. Nie wie tylko jednego – jak będzie wyglądała szopka na końcu. One zawsze improwizują – śmieje się. W ten oryginalny sposób w małych Niedźwiedzicach powstają jedne z najładniejszych szopek w diecezji.

    Święta za świętami

    Po raz kolejny legnickie koło Towarzystwa Przyjaciół Dzieci ogłosiło ogólnopolski konkurs na najpiękniejsza szopkę bożonarodzeniową. Co roku na konkurs uczestnicy przysyłają ponad 100 szopek. Wybór najładniejszych jest trudny. Komplikuje go nie tyle ich ilość, ile różne formy, wielość pomysłów na scenografię, mnogość użytych materiałów, niezliczone i niemal namacalne emocje, które towarzyszyły tworzeniu każdej z nich. I choć nie są tak spektakularne jak te krakowskie, to wzbudzają co najmniej taki sam zachwyt u oglądających. Aby go wywołać, od czterech lat niezmordowanie pracują nad szopkami Julka i Lidka z Niedźwiedzic. – Jak tylko słyszymy od pani w szkole, albo od księdza, że jest taki konkurs, to od razu się zgłaszamy – mówi Julka. Jak nie usłyszą w porę, to im o tym doniosą. – Nieraz sama je zgłoszę, albo ktoś ze szkoły, bo wiedzą, że obie mają dryg do plastyki – mówi mama dziewczynek. Ich dom rodzinny to pracująca niemal bez przerwy manufaktura. No bo jak tu przerwać artystyczną twórczości, kiedy święta kościelne tak szybko, jedne po drugich po sobie następują. – Robią szopki, bombki na choinkę, lampiony adwentowe, wielkanocne zajączki, różańce z koralików, i jeszcze im mało! Obie w dodatku rysują i malują – mówi mama dziewczynek. Julce św. Mikołaj przyniósł w tym roku profesjonalny zestaw malarski. Ledwo może unieść to swoje kolorowe szczęście.

    Na żywioł

    Lidka nie pamięta, kiedy pierwszy raz życiu zrobiła coś z papieru. Może była za mała, żeby zapamiętać, a może tyle już tego było, że i dorosły by się nie doliczył. Mówią o niej, że jest systematyczna, cierpliwa, dokładna. – I pomysłowa! – dodaje sama, jakby się bała, że ktoś o tym zapomni. Julka mówi natomiast, że plastycznie urodziła się gdzieś tak w drugiej klasie. Zaczynała od rysunków i malowania. Jej najnowszym dziełem jest zbiorowa karykatura jej klasy. – Pokażę im, jak się będziemy żegnać, w czerwcu – mówi szóstoklasistka. Do tegorocznego konkursu szopkowego dziewczęta wystartowały na pierwszy sygnał. Najpierw były zakupy: anioły i drzewka ze styropianu, plastikowa trawa, tektura, tysiące cekinów i szpilek, szmacianych i papierowych gałganków. „Półprodukty” – fachowo tłumaczą dziewczyny. Po zakupach od raz do roboty. – Plan?! Jaki plan? Działamy impulsywnie, na żywioł! Robimy co nam chwila podpowiada. A jak coś nie wychodzi, to burzymy i od nowa! – śmieją się dziewczyny. Dlatego efekt końcowy jest dla nich takim samym zaskoczeniem, jak dla mamy i babci, które z ciekawością obserwują twórczy proces.

    Pomysły i dowody

    – O szopce z zapałek pomyślałyśmy, jak w telewizji zobaczyłyśmy taki program. U nas Maryja i św. Józef mają głowy z ping-pongów, bo nie miałyśmy akurat jajek. Teraz już nie będziemy zmieniać, bo naklejone. Ale nie wszystko będzie na kropelkę (te palce tak sie sklejają!) i niektóre elementy będą ruchome. Będzie je można przestawiać i demontować. Na przykład płot – tłumaczy cierpliwie Lidka. – Teraz to nam łatwiej o pomysły. Najgorzej było na pierwszy konkurs. Ale jak pojechałyśmy na rozdanie nagród, to tyle się napatrzyłyśmy na inne projekty, że pomysłów nam już nie zabraknie – zapewnia Julka. Dziewczyna pamięta, że z wypiekami na twarzy oglądała wszystkie szopki. Takie były piękne i kolorowe. – Tak chodzimy, chodzimy i podziwiamy, i patrzę, a przy naszej karteczka: „wyróżnienie”. Nie mogłyśmy uwierzyć – wspomina Julka. Potem dziewczyny zrobiły szopkę z papierowych origami, kolejną z makaronu, inną – z plasteliny. Od tamtej pory nie ma prawie konkursu, gdzie obie panny z Niedźwiedzic nie byłyby dostrzeżone. W domu przybywa dyplomów, a w głowach dziewczynek – nowych pomysłów.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół