• facebook
  • rss
  • Przerzucić więcej mostów

    dodane 20.11.2014 00:00

    O tym, dlaczego druga tura wyborów jest ważniejsza od pierwszej z Markiem Lasotą, kandydatem na prezydenta Krakowa, rozmawia Piotr Legutko.

    Piotr Legutko: Przez dwa miesiące krakowianie sporo dowiedzieli się o Panu, a czego nowego Pan się przez ten czas dowiedział o Krakowie?

    Marek Lasota: Był to faktycznie czas, w którym doskonale mi znane miasto poznałem jakby na nowo. Oczywiście nie w sensie jego topografii, tylko problemów, które trapią Kraków i możliwości czekających na odkrycie w naszym mieście. Zobaczyłem jak wiele jest ciekawych środowisk, wspólnot, grup mieszkańców, które mają mnóstwo fantastycznych pomysłów, ale nie mogą się z nimi przebić. Chcą, żeby ktoś ich wysłuchał, porozmawiał, potraktował poważnie to, co mają do zaproponowania.

    Bo na co dzień nikt się nimi nie interesuje?

    Kompletnie nikt. Natrafiają na ścianę niemożności. I nie chodzi tylko o modne ostatnio ruchy obywatelskie, ale – na przykład – środowiska akademickie. Miałem tam wiele spotkań, także z rektorami czy prorektorami i wszyscy jednym głosem potwierdzali, że rządzący nie chcą korzystać z ich potencjału. Na przykład z projektów badawczych, które współgrałyby z potrzebami miasta. A rozczarowanie zwiększa fakt, że ustępującym prezydentem jest profesor UJ i założyciel Krakowskiej Akademii.

    Czy zdarzyło się w ciągu tej kampanii coś, co Pana szczególnie poruszyło?

    Było wiele takich zdarzeń, ale wspomnę o jednym. To miało miejsce dokładnie w dniu exposé Ewy Kopacz, gdy Jarosław Kaczyński i Donald Tusk wymienili słynny uścisk dłoni. Bardzo mnie to poruszyło, bo właśnie wtedy rozpocząłem kampanię wyborczą, której przyświeca idea zakopywania w samorządzie podziałów, gdzie tylko jest to możliwe, naturalnie szanując wszystkie różnice. I w takim podniosłym nastroju ja, człowiek małej wiary, szedłem przez rynek prosząc Pana Boga, by stało się coś, co potwierdzi, że nie jest to tylko moje marzenie. I dokładnie wtedy podszedł do mnie młody, na oko 20-letni chłopak, mówiąc: „nie wybierałem się na wybory, ale teraz pójdę, żeby na pana zagłosować”. Najpierw oniemiałem, a potem uwierzyłem, że to wszystko naprawdę ma sens.

    Największe rozczarowanie pierwszej tury wyborów?

    Chyba debaty. Było ich sporo, spodziewałem się, że będą okazją do merytorycznej dyskusji, tymczasem odnoszę wrażenie, że tego celu nie spełniły. Być może stało się tak z powodu najczęściej stosowanej formuły bardziej przypominająca spektakl, quiz, czy teleturniej. Nie było natomiast szans na poważny spór czy konfrontację wizji Krakowa. Mam nadzieję, że uda się to przed drugą turą.

    Może po prostu mieliśmy na razie do czynienia – ze względu na sporą liczbę kandydatów – z jakąś formą prawyborów, a dopiero teraz nadszedł czas na porównanie dwóch konkurencyjnych pomysłów na Kraków?

    To prawda. Pierwsza tura zweryfikowała faktyczne poparcie i siłę kandydatów. Teraz nadszedł czas na starcie programów. I na przemyślaną decyzję, jakiego Krakowa chcemy… Nawet nie przez kolejne cztery lata, ale co najmniej dziesięć, bo o takiej perspektywie powinniśmy rozmawiać. Mówiąc o tym, jak ta druga tura jest ważna, nie sposób pominąć faktu, że niestety odbywa się ona zazwyczaj przy dużo mniejszym udziale wyborców. To pewien smutny paradoks.

    «« | « | 1 | 2 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół