• facebook
  • rss
  • Władza zaczyna się z nami liczyć

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 45/2014

    dodane 06.11.2014 00:00

    O wierze w mądrość Kościoła, świadectwie, którego nigdy za dużo, kamieniach polnych i wychowaniu dzieci ze Stanisławą Repą rozmawia Jędrzej Rams.

    Jędrzej Rams: Została Pani wybrana na prezesa Stowarzyszenia Rodzin Katolickich naszej diecezji. Ma Pani poczucie, że znajduje się w środku burzy wokół rodziny?

    Stanisława Repa: Jak mogę mieć poczucie burzy wokół rodziny, skoro synod i papież podkreślają w „Relacji” fundamentalne prawdy o sakramencie małżeństwa, mówią dobitnie o jego nierozerwalności, jedności, wierności i otwartości na życie? Ponadto kardynałowie i biskupi najpierw podziękowali wszystkim małżonkom i rodzinom dającym we współczesnym świecie piękne świadectwo życia zgodnego z Dekalogiem. Synod zwraca uwagę na wartość świadectwa rodzin, w których słowo Boże jest źródłem życia i duchowości nie tylko do dokonywania prywatnych wyborów, a dzieci wzrastają w wierze, przyjmują wartości chrześcijańskie i ogólnoludzkie w sposób naturalny, przez obserwację, a nie jedynie przez pouczenie. Ciemne chmury nad rodziną gromadzą się po innej stronie. Odnaleźć je można w uwarunkowaniach społeczno-kulturowych, także w naszym kraju.

    Śledziła Pani sygnały płynące z Watykanu? Był niepokój, „co wymyślą”, czy raczej spokój, że Duch Święty mądrze pokieruje?

    Ze spokojem myślę o rezultatach synodu, który zakończy się w październiku 2015 r. i będzie poprzedzony ważnym wydarzeniem – VIII Światowym Spotkaniem Rodzin w Filadelfii. Wierzę, że Duch Święty mądrze pokieruje uczestnikami synodu. Wielu członków stowarzyszenia się o to modli. Cieszę się, że wbrew zapowiedziom mediów szukających sensacji i jakiegokolwiek pozoru zmiany w nauczaniu Kościoła, na synodzie podkreślono społeczną wartość rodziny, rolę małżeństwa kobiety i mężczyzny w Boskim planie zbawienia, radość życia razem i stwierdzono, że „nie istnieje żadna podstawa do porównywania czy zakładania analogii, nawet dalekiej, między związkami homoseksualnymi a planem Bożym dotyczącym małżeństwa i rodziny”. Cenna jest zapowiedź wychodzenia do ludzi, towarzyszenia młodym rodzinom, stosowania różnych form pracy formacyjnej z rodzinami, także poranionymi.

    Jak w tym kontekście widzi Pani rolę stowarzyszenia? Biskup Zbigniew Kiernikowski często powtarza, że jest w nas za dużo moralizowania, a za mało świadectwa.

    Różne zrzeszenia mają swoje charyzmaty. SRK DL ma za zadanie formować małżeństwa i rodziny. Czyni to w różny sposób: na modlitwie, Eucharystii, na comiesięcznych spotkaniach formacyjnych kół według programu przygotowanego przez ks. dr. Władysława Szewczyka, dzięki czytaniu Biblii i podstawowych dokumentów papieskich poświęconych rodzinie, podczas dni skupienia, konferencji, kongresu rodzin. Spełnia także inne zadania: edukacyjne dla różnych pod względem wieku osób, charytatywne, prowadzi świetlice dla dzieci, organizuje wypoczynek dla rodzin. Ważnym zadaniem SRK DL jest upominanie się u różnych władz o prowadzenie polityki prorodzinnej. Być może i u nas jest za dużo słów, a za mało świadectwa. To sprawa warta przemyślenia.

    Czy zgadza się Pani ze stwierdzeniem, że za 40 lat dzisiejszy model rodziny będzie przeszłością? A może jest to tylko kolejna medialna paplanina?

    Raczej to drugie. Choć jest sporo poranionych rodzin, konkubinatów, nieformalnych związków i silna presja ideologii przeciwnych rodzinie, to jednak pragnienie szczęśliwej, stabilnej rodziny jest stale priorytetem. Zwłaszcza dla ludzi młodych. Budzi się też opór społeczny przeciw ideologiom zniekształcającym jej sens. Co może uchronić rodziny przed wyginięciem? Uświadomienie prawdy, na którą zwraca uwagę synod. Chodzi o to, że kryzys wiary doprowadza do kryzysu małżeństwa i rodziny, „do przerwania przekazu wiary dzieciom przez rodziców” oraz że tylko „w obliczu silnej wiary narzucanie pewnych perspektyw kulturowych, które osłabiają rodzinę i małżeństwo, nie ma żadnego wpływu”.

    Często ze strony SRK płyną apele i  protesty do władz o zaniechanie działań uderzających w rodzinę i katolików. Dlaczego protestujecie? Nie warto skupić się tylko na działaniu formacyjnym i to przyniesie efekt w postaci np. dobrego wyborów władz?

    Trzeba robić jedno i drugie, bo sprawdza się dewiza Miłosza: „...a choćbyś był jak kamień polny, lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”. Czy możemy być bezczynni wobec krzywdy kilkuset dzieci, które na podstawie – naszym zdaniem niekonstytucyjnych – zapisów ustawy o przemocy w rodzinie zostały odebrane rodzicom? Czy można przymknąć oko na wprowadzanie w przedszkolach i szkołach programów kwestionujących biologiczną płeć, na seksualizację dzieci w programach nauczania i wychowania? Te apele, opinie i stanowiska mają wywrzeć presję na rządzących, uświadomić zagrożenia, zmobilizować rodziców do egzekwowania ich konstytucyjnego prawa do wychowania dzieci zgodnie z ich przekonaniami. Nie jesteśmy sami. Coraz więcej stowarzyszeń, fundacji, osób manifestuje poglądy i rządzący zaczynają się liczyć z opinią społeczną.•

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół