• facebook
  • rss
  • Goethe stąd patrzył

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 43/2014

    dodane 23.10.2014 00:00

    Górskie mamidła, białe tęcze, ognie św. Elma i słoneczne halo – to tylko niektóre osobliwości, które od lat fotografuje Tomasz Nasiółkowski, geograf, pracownik Wysokogórskiego Obserwatorium Meteorologicznego na Śnieżce.

    Pracownicy obserwatorium spędzają w nim mnóstwo czasu w ciągu całego roku. Dwuosobowe ekipy pełnią tam na zmianę służbę przez kilkanaście dni. Jest więc mnóstwo czasu, aby obserwować zjawiska pogodowe występujące tylko w tym jednym miejscu w Polsce. 


    Opowiadał o nich Tomasz Nasiółkowski, który od ośmiu lat uwiecznia te najbardziej niesamowite. Swoimi zdjęciami podzielił się podczas spotkania w kawiarni „Rynek 26” w Polkowicach. Zaczęło sie od przypomnienia historyjek o Śnieżce, głównie tych najmniej znanych. – Najważniejszym miejscem na szczycie Śnieżki jest kaplica św. Wawrzyńca – uważa geograf. – Mało kto jednak wie, że zbudowana w 1681 roku, służyła później jako schronisko i gospoda. Dziś wróciła do swojej pierwotnej roli i jej ciasne wnętrze znowu wypełnia się modlitwami – opowiadał T. Nasiółkowski. Pracownik obserwatorium przypomniał, że już w 1820 r. na szczycie Śnieżki zaczęto prowadzić badania meteorologiczne. Ich inicjatorem był Johann Wolfgang von Goethe, wielki niemiecki pisarz, ale także przyrodnik i geograf. Drewniany budynek ówczesnego obserwatorium przetrwał do początku lat 90. ub. wieku. Wtedy go rozebrano i do dziś nie wiadomo, gdzie się znajduje. To jedna z wielkich zagadek związanych ze Śnieżką. 
Budynek z czasów Goethego zastąpiono w 1974 r. futurystycznymi „talerzami”, w których do dziś mieści się Wysokogórskie Obserwatorium Meteorologiczne. To jedno z dwóch w Polsce, drugie jest na Kasprowym Wierchu. Jednak tym, co najbardziej wyróżnia naszą Śnieżkę od innych szczytów w Europie, jest szadź i mgła. – Mgła utrzymuje się na szczycie przez ok. 300 dni w roku. To dlatego w księgach gości wyłożonych przez cały XIX w. na szczycie, najwięcej było negatywnych wpisów zezłoszczonych turystów, w stylu: byłem, jadłem i piłem, ale niczego nie zobaczyłem – śmieje się Nasiółkowski. A od mgły do szadzi i innych niezwykłości było już całkiem niedaleko. Szadź, albo sadź, to właśnie zmrożona mgła, nakładana wiatrem na wszystko, co spotka po drodze. Efekty tego są zupełnie niezwykłe – misternie rzeźbione układanki na budynkach i masztach, „potwory” złożone z zaskorupiałych, pochylonych drzew, czy fantastycznie zakrzywione sople, zwykle proste jak drut. Podczas spotkania pokazano kilkadziesiąt zachwycających zdjęć, dokumentujących fotograficzną pasję Tomasza Nasiółkowskiego. Jak w kalejdoskopie zaczęły pojawiać się na nich widma Brokenu, fatamorgany, zorze i obłoki srebrzyste. Większość z tych zjawisk występujących tylko na Śnieżce. 
– Widmo Brokenu, inaczej mamidło górskie, to cień postaci lub góry, rzucony na chmurę. Nad najwyższym punktem cienia pojawia się świetlista aureola, jak na wizerunkach św. Tomasza. Apogeum występowania widm Brokenu przypada na jesień – opowiadał Tomasz Nasiółkowski. 
Po mamidłach na ekranie pojawiły się białe tęcze i morze chmur, zjawisko, kiedy chmury szczelnie zakrywają świat poniżej wierzchołka Śnieżki. Miraże z kolei powodują, że obiekty na horyzoncie widoczne są do góry nogami. Bardzo ciekawym efektem jest tzw. halo słoneczne. 
– To dwa koncentryczne pierścienie słoneczne z występującymi na obrzeżach tego większego czterema „dodatkowymi” słońcami – tłumaczy geograf ze Śnieżki. Na szczycie Karkonoszy można także zaobserwować słupy świetlne, zorze polarne i ognie św. Elma, czyli wyładowania atmosferyczne powstające w silnie zjonizowanym powietrzu. – Przyznam, że kiedy występują, nie mam odwagi nawet wystawić dłoni za okno. Koniec masztu na naszym obserwatorium świeci wtedy jak żarówka – mówił na spotkaniu gość „Rynku 26”. Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że ciekawie jest na Śnieżce tylko podczas występowania tych niezwykłych zjawisk. Równie interesująco jest przy przezroczystym powietrzu. Wtedy ze szczytu widać nie tylko huty Legnicy, kopalnie Polkowic czy katedrę we Wrocławiu. – Są dni, kiedy można stąd dostrzec czeską Pragę czy Jesenik, oba miasta oddalone o 120 km – zapewnia meteorolog. Jego marzeniem jest zobaczyć ze szczytu Śnieżki... Alpy! – Wiem, że to możliwe, ale wymaga szczęścia. Najbliższe szczyty są oddalone od nas o ok. 280 km – mówi T. Nasiółkowski. 
Wszystkie swoje zdjęcia wykonał w chwilach wolnych od zajęć. A tych jest sporo, bo każdy z ośmioosobowej ekipy meteorologów ze Śnieżki, spędza tam kilkunastodniowe dyżury. Ich zadaniem jest obserwacja i rejestrowanie pogody. Ale jaka będzie jutro pogoda, nie warto ich pytać. – Nie wiemy takich rzeczy, choć rzeczywiście, takie pytania padają najczęściej. Gorzej, jak turyści myślą, że obserwujemy tu gwiazdy i układamy horoskopy – śmieje się Nasiółkowski. 


    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół