• facebook
  • rss
  • Trwaj, ufaj, uwierz…

    Jędrzej Rams

    |

    Gość Legnicki 42/2014

    dodane 16.10.2014 00:15

    Nie tylko kapłani pracują na misjach. Można nawet powiedzieć, że oni tylko uzupełniają pracę wielu sióstr zakonnych. Ale na misjach wszyscy spotykają się z podobnymi problemami.

    Z Polski na misje wyjechało około 300 kapłanów, sióstr zakonnych natomiast – ponad 640. Niedawno do Tanzanii udała się elżbietanka, s. Monika Nowicka. Inna elżbietanka, s. Anna Romanowska, pracujaca przedtem w Boliwii, teraz jest w Paragwaju. Przez kilka lat w Nowosybirsku posługiwała s. Agnieszka Wieczorek, obecnie zastąpiła ją  tam s. Maksymiliana Borodyn. – Praca sióstr jest może mniej spektakularna, ale przykład chrześcijańskiego życia pociąga nieraz bardziej niż kazanie – mówi ks. Paweł Sajdutko, delegat biskupa legnickiego ds. misji.

    Ważna praca

    W dalekiej Boliwii pracuje pochodzący z Kamiennej Góry bp Stanisław Dowlaszewicz OFMConv. Przez kilka lat pomagał mu ks. Mariusz Godek, a także pochodząca z Gryfowa Śląskiego s. Anna Romanowska. Poprosiliśmy s. Annę o opisanie, jak wygląda ich życie w Ameryce Południowej. – Dwa i pół roku byłam w Boliwii, w Sucre znajdującym się na wysokości 2700 m n.p.m. Siostra Lucyna Hałabis jest pielęgniarką w miejscowym szpitalu, natomiast s. Patrycja i ja podjęłyśmy posługę duszpasterską oraz pracę z dziećmi w dwóch świetlicach przy różnych kaplicach – relacjonuje s. Anna Romanowska.

    Teraz siostra przeprowadziła się do Paragwaju, gdzie pracuje w duszpasterstwie oraz pomaga prowadzić świetlicę, w której dzieci i młodzieży mogą odrabiać lekcje, pobawić się, spędzić wolny czas i zjeść skromne drugie śniadanie czy podwieczorek. Podobną posługę elżbietanki podejmują w odległym Nowosybirsku. – Zostałyśmy tam zaproszone w połowie lat 90. XX wieku. Miałyśmy zaopiekować się dziećmi, którymi nikt się tam nie zajmował – wspomina s. Agnieszka Wieczorek, która dzisiaj pracuje w Legnicy.

    Żywe wsparcie

    Ks. Paweł Sajdutko, mówiąc o tegorocznym Tygodniu Misyjnym, wskazuje, że jest on potrzebny, aby budzić powołania wśród nas, mieszkających w dostatnim, katolickim kraju. – Trzeba mówić o misjach i także je wspierać. Ewangelię głosimy nie tylko słowami, ale przede wszystkim czynami. Może to być chociażby wspieranie misji. W XXI wieku misjonarze wyjeżdżają nie tylko do egzotycznych krajów. – Dziś trudno nawet zdefiniować, gdzie misje są, a gdzie ich nie ma. Oczywiście są obszary globu, które Watykan wskazuje jako misyjne, np. kraje Afryki czy Ameryki Południowej. Ale widzimy też zdechrtystianizowaną Europę, którą na nowo trzeba przyciągnąć do Chrystusa. Niedawno do Francji wyjechał ks. Kamil Iwanowski, by pracować dla tamtejszej Polonii. I to też jest forma misji – mówi ks. Paweł Sajdutko. Niezwykłym przykładem wspierania dzieła misyjnego jest Żywy Różaniec stworzony przez Paulinę Jaricot. To z jej inicjatywy powstało lyońskie Dzieło Rozkrzewiania Wiary, które zajmowało się głównie zbieraniem pieniędzy na katolickie misje zagraniczne. Zostało ono przeniesione do Rzymu i tam uczyniono je oficjalnym organem Stolicy Apostolskiej do zbierania środków materialnych na misje – przypomina ks. Paweł Sajdutko. O modlitewnym wspieraniu w trudnych chwilach pisała do nas s. Anna Romanowska, która została niedawno objęta Duchową Adopcją Misjonarzy. „Życie na misjach to drobne radości i wielkie porażki, to ogromny wysiłek i maleńkie owoce, a nawet ich brak. Czasami masz wrażenie, że to nie ma sensu, że nikt cię tu nie chce, że tym ludziom dobrze było bez ciebie. A jednak Pan Bóg mówi: trwaj, bądź cierpliwa, zaufaj, uwierz… Tylko modlitwa nadaje sens temu wszystkiemu” – podkreśla misjonarka.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół