• facebook
  • rss
  • Musimy trzymać się źródła

    dodane 09.10.2014 00:00

    O trzech słowach, ewangelizacji oraz sposobie na budowanie Kościoła z ks. dr. Bogusławem Wolańskin, dyrektorem Wydziału Duszpasterskiego Legnickiej Kurii Biskupiej, rozmawia Jędrzej Rams.


    Jędrzej Rams: W połowie września grupa księży z naszej diecezji pojechała do Watykanu. W jakim celu?


    Ks. dr Bogusław Wolański: Na sympozjum organizowane przez papieską Radę ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji. Chodziło o przyjrzenie się raz jeszcze adhortacji apostolskiej „Ewangelii gaudium” papieża Franciszka. Chcieliśmy posłuchać, jaką drogę budowania wspólnoty Kościoła wytycza nam papież. Podstawowe pytanie postawione przez organizatorów brzmiało: „Co dalej zrobimy z adhortacją, jak ją wprowadzimy w życie?”. Wszystko składało się na odpowiedź, co staje się priorytetowe w działalności Kościoła w najbliższych latach. Jeżeli chcemy cokolwiek budować w Kościele w XXI wieku, jeżeli chcemy zaprosić ludzi do wspólnoty, to musimy trzymać się jakichś priorytetów.

    
Już Ksiądz je zna?

    
Przygotowując się do podsumowania, wypisałem sobie trzy słowa. Od razu zaznaczę, że mogą one zaskakiwać, ponieważ nie wydają się niczym nowym. Chodzi o: wspólnotę, głoszenie kerygmatu oraz świadectwo. To było bardzo mocno zaakcentowane. Duże wrażenie zrobił na mnie wykład Jeana Vaniera, założyciela wspólnoty Arka, gdzie zdrowi żyją razem z niepełnosprawnymi. Początkowo myślałem, dlaczego on się w ogólne znalazł na tym sympozjum? A on pokazał nam, jak wielką wagę ma wspólnota. Nawet jeżeli mieszkają ze sobą ludzie o różnym światopoglądzie. Przebywanie razem sprawia, że nieznający Chrystusa zachwyceni postawą chrześcijan, też chcą Go poznać. Jako ludzie pragniemy żyć we wspólnocie – każdy ma takie pragnienie. Dlatego parafie są idealnym miejscem zawiązywania takowych i życia w nich. Chodzi o rzeczywistą wspólnotę, w której sobie nawzajem ufamy i mamy wspólny cel – pójście do nieba. Jean Vanier pokazał, jak odkryć w drugim człowieku człowieka, i dopiero na tym budować wiarę.


    Jeżeli to są znane pojęcia, to gdzie w nich jest ukryta ta nowa ewangelizacja?

    
Muszę się przyznać, że coraz częściej odchodzę od używania słów „nowa ewangelizacja” na rzecz samej „ewangelizacji”. Nie budujemy przecież niczego nowego, lecz tylko przystosowujemy przekaz tej samej Ewangelii do współczesnych ludzi. Jest pewne przeakcentowanie w niektórych diecezjach czy wspólnotach lokalnych na różnoraką akcyjność. Papież stara się nam pokazać, że w działaniu musimy trzymać się źródła i o nie dbać. Źródłem jest parafia, gdzie jesteśmy wspólnotą umacnianą głoszeniem kerygmatu. Dopiero gdy to jest odpowiednio poukładane, może odbywać się wyjście ze wspólnoty na opłotki, na peryferie, i dawanie tam świadectwa życia chrześcijańskiego. To dopiero będzie przyciągało do Kościoła ludzi na razie na niego obojętnych. 


    Jest na to gotowa recepta?

    
Papież napisał wyraźnie, że ewangelizacja to nakaz głoszenia Jezusa, lecz zaczyna się ono w parafii. Nie możemy jej zaniedbać! Piękny przykład opisuje książka „Odbudowana” o amerykańskiej parafii, która po latach regresu nagle odżyła. To drugie życie zagwarantowały nie spektakularne akcje, lecz katechizacja oparta na głoszeniu wśród parafian słowa Bożego i kerygmatu. To kształtowało uczniów Chrystusa we wspólnocie, która już istniała. Członkowie tej wspólnoty idą i głoszą. I to jest skuteczne, bo oni mają czyste zamiary i czystą miłość do Jezusa. A to musi przynieść owoce.

    Ucznia Chrystusa ukształtuje słowo Boże. Ono rodzi wiarę. 
Niby na polskich parafiach dbamy o poziom głoszenia słowa Bożego i kerygmatu…


    Uważam, że za mało wychodzimy i za mało zapraszamy do wspólnot. Dotyczy to braku świadectwa naszego życia. Zarówno nas, kapłanów, jak i świeckich. Chodzi o uczciwość i zarażanie innych pięknem życia we wspólnocie. Pracując w Duszpasterstwie Rodzin, zaczęliśmy dawać świadectwo i pokazywać grupy oferujące małżonkom możliwość rozwijania swojej wiary. Wcześniej niektóre z tych grup po prostu były na dobrej drodze do obumarcia. Zaangażowane małżeństwa zaczęły dawać świadectwa, wydaliśmy informatory, mówiliśmy o grupach na Kongresie Rodzin. I zaczął się napływ do tych grup. Dobrym przykładem jest licząca 900 osób parafia Wielowieś. Świadectwo małżeństwa spowodowało, że powstały tam dwa kręgi ruchu szensztackiego. Podobnie było ze Spotkaniami Małżeńskimi. Przed poszczególnymi sesjami weekendowymi jedno małżeństwo mówiło o nich w legnickich kościołach. I okazało się, że jest wielu chętnych. W ludziach jest pragnienie wspólnoty.

    Efekt sam przyjdzie? 


    Owoce nie zawsze zależą od nas. Papież posłużył się przykładem z Ewangelii, gdzie właściciel winnicy wychodzi pięć razy do ludzi najmować ich do pracy. Papież wyjaśnia, że Jezus nigdy nie ustaje w szukaniu nas. Po drugie to nie do końca praca naszych rąk daje efekt całościowy. Potrzeba naszej konkretnej pracy, lecz musimy mieć też świadomość, że nie zawsze efekt przyjdzie tam, gdzie się go spodziewamy. To sprawa Pana Boga, gdzie i jak On zadziała. Parafia jest jednak najlepszą formą gdzie możemy zawiązać wspólnotę, kształtować i później dawać świadectwo. Parafia jako forma się nie przeżyła, nie jest przeszłością, lecz jest miejscem budowy Kościoła XXI wieku. Potrzeba nam tylko działać i cierpliwie czekać.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół