• facebook
  • rss
  • Na łokciach na Halę Szrenicką

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 39/2014

    dodane 25.09.2014 00:00

    Przez kilkanaście kilometrów górskiej trasy Krzysztof Jarzębski ciągnął za sobą wózek inwalidzki. Niezłomny kolarz dowiódł, że nawet brak nóg nie może być wymówką.

    Chciałem pokazać wszystkim niepełnosprawnym, że jeżeli ja mogę to zrobić na zwykłym wózku inwalidzkim, jaki oni mają, to każdy z nich może sam pójść choćby po gazetę do kiosku. Że bierne czekanie na pomoc donikąd nie prowadzi – powiedział po zdobyciu Hali Szrenickiej Krzysztof Jarzębski, niepełnosprawny kolarz z Pabianic.

    Wystartował rano. Wprost z samochodu przesiadł się na swój wózek inwalidzki i ruszył w kilkunastokilometrowy wyścig z czasem, górami, pogodą i własną słabością. – To było wielkie i trudne wyzwanie – przyznaje kolarz – ale taką trasę sam sobie wyznaczyłem. I przyznam, że była trudniejsza, niż przypuszczałem. Po prostu na zdjęciach na stronie internetowej kamienie wydawały się mniejsze – śmieje się Krzysztof Jarzębski. – To było coś niesamowitego widzieć tego człowieka w akcji. Zmęczony do granic ludzkich możliwości, nadal walczył z trasą, wózkiem i górami. To imponujące – mówił Krzysztof Wołczuk, jeden z turystów, którzy kibicowali na trasie niepełnosprawnemu sportowcowi. Sam Jarzębski mówi o sobie, że przywykł do stawiania sobie trudnych wyzwań. Od kilku lat zadziwia cały świat swoimi wyczynami. W tym roku w ciągu dziewięciu dni objechał Polskę dookoła na specjalnym trójkołowcu. Jakby tego było mało, kilka tygodni później popłynął na kajaku Wisłą z Krakowa do Gdańska. Podróż trwała siedem dni. Na koncie ma także inne wyczyny: na handbike’u (trójkołowym rowerze dla niepełnosprawnych kolarzy) objechał Stany Zjednoczone i dwukrotnie Niemcy. O każdym jego wyczynie mówi później cała Polska.

    – To był niezapomniany dzień. Kiedy widzę, jak niepełnosprawna osoba pokonuje z takim wysiłkiem trudny teren, większość trasy wręcz na rękach, ciągnąc za sobą wózek inwalidzki, to obraz ten pozostaje na długo w pamięci – mówi Krystian Bromblik z Informacji Turystycznej w Szklarskiej Porębie, jeden z organizatorów przedsięwzięcia. – Brałem pod uwagę, że będę musiał się czołgać. Obliczyłem sobie przed startem, że nachylenie będzie sięgało 30 stopni. To za dużo, żeby utrzymać się na wózku – tłumaczy Jarzębski. Trasę, którą w czwartek 18 września pokonał niepełnosprawny sportowiec z Pabianic, zwykły turysta pokonuje w mniej więcej 2,5 godziny (około 10 km). Jemu zajęło to prawie trzy razy tyle czasu. – To nie jest zwykła płaska ścieżka, tylko górska droga, brukowana kocimi łbami, pełna korzeni i wykrotów, cały czas wspinająca się pod górę. Różnica przewyższeń wynosiła ponad 700 metrów – zaznacza Krystian Bromblik.

    Krótko po godzinie 16 niepełnosprawny sportowiec dojechał szczęśliwie do schroniska na Hali Szrenickiej. Kolejne niemożliwe okazało się osiągalne. Cuda się jednak zdarzają. Teraz przed Krzysztofem Jarzębskim kolejny cel – chce zdobyć medal na mistrzostwach świata w kolarstwie osób niepełnosprawnych. – Mam licencję zawodowca, choć mi za to nie płacą. Medal na mistrzostwach świata mógłby ustawić mnie finansowo na jakiś czas – wyznaje kolarz. Nie wiadomo jeszcze, gdzie odbędą się przyszłoroczne mistrzostwa. Pretendentami są Hiszpania, Portugalia i Francja. Jedno jest tylko pewne – zawody odbędą się na górzystej trasie.

    – Poprosiłem już burmistrza Szklarskiej Poręby o zgodę na serię treningów na trasach wokół miasta – mówi Jarzębski. – Zgodził się, więc niedługo znowu do was przyjadę.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół