• facebook
  • rss
  • Jak doktor z doktorem

    Roman Tomczak

    |

    Gość Legnicki 39/2014

    dodane 25.09.2014 00:00

    O zamazanych obrazach, sile życiowej i lawendowym winie z dr Alfredą Walkowską, założycielką polskiego Centrum św. Hildegardy, rozmawia Roman Tomczak.

    Roman Tomczak: Kiedy przed laty zakładała Pani w Legnicy hildegardowe centrum, myślała Pani, że kult tej świętej będzie się w Polsce szybciej rozwijał?

    Alfreda Walkowska: Ciągle mnie to nie satysfakcjonuje. Niedawno byłam w Toruniu, gdzie w dożynkach uczestniczyło kilkanaście tysięcy ludzi. Sprzedaliśmy tam wiele książek św. Hildegardy, ale okazało się przy okazji, że ludzie nie znają tej świętej. Albo są tacy, którzy mają jej obraz zamazany. Nie wiadomo, co gorsze. (śmiech) Moim zadaniem jest przekazywać przesłanie św. Hildegardy, informacje o jej dziele i o jej osobie. Bo dzieła nie da się oddzielić od osoby. Stąd moje starania o wydawanie jej książek. Żeby były warsztatem do pracy. Bo to, co widziałam w Toruniu, może być niebezpieczne. Ludzie starają się z tą Hildegardą coś robić i nie zawsze się to udaje. Za dużo zajmują się jednym obszarem, zaniedbując drugi. A Hildegardę trzeba podawać w całości.

    Kongres był okazją, żeby prostować drogi poszukiwaczy nauczania św. Hildegardy i jeszcze raz przypomnieć o jej legendarnej harmonii ducha z ciałem.

    Także okazją, żeby spotkali się ludzie, którzy już są „hildegardowi”. Rozmawiamy wtedy, dyskutujemy, dzielimy się doświadczeniami...

    ... jemy smaczne rzeczy.

    Właśnie! I wtedy okazuje się, że to jest jeden z najważniejszych elementów nauczania św. Hildegardy. Ludzie wspominają jeszcze z zeszłego roku: jakie to było jedzenie! Teraz te posiłki rozłożyliśmy na trzy dni, właściwie jak na kolonii – śniadanie, obiad, kolacja, przerwy kawowe, ciasta i ciasteczka. I to wszystko hildegardowe!

    A więc kongres to Hildegarda dla ducha i dla ciała?

    Tak jest. Intelektualnie się wzmocniliśmy, bo trochę tych wykładów mieliśmy, tego hildegardowego spojrzenia na problemy. Już sam tytuł kongresu o tym mówi: „Zdrowy człowiek twórcą społecznego viriditas”. To viriditas to słowo z dzieł Hidegrady, tłumaczone jako siła życiowa.

    Czy ciągle możemy dowiedzieć się czegoś nowego o tej świętej?

    Myślę, że tak. To święta sprzed wieków, ale aktualna także dzisiaj. To już jest ewenement. No ale tak ze świętymi bywa. Doktor Kościoła, jedna z czterech kobiet doktorów w gronie 31 mężczyzn. Myślę, że ciągle odkrywamy Hildegardę. Nawet ja, która od ponad 20 lat się nią zajmuję, wciąż ją poznaję. Ale nie chciałabym, żeby powstało wrażenie, że ona jest trudna w odbiorze. Nie jest, tylko trzeba ogarnąć sporo materiału, który po sobie zostawiła.

    Uważa Pani, że dziś, po latach od założenia Centrum św. Hildegardy, Legnica nadal jest centrum polskiej „hildegardologii”?

    Taki jest mój cel. Staram się przekazywać wiedzę o św. Hildegardzie kolejnym ludziom z nadzieją, że oni podadzą ją dalej. Że będą tworzyć kolejne punkty w Polsce i na świecie.

    Ale centrum pozostanie w Legnicy?

    Chyba już tak. Tutaj wyrósł i wzrasta kult duchowy. W parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa jest obraz św. Hildegrady poświęcony w Bingen. W Legnicy jej kult wydaje się najżywszy. Pamiętam, jak kiedyś powiedziałam proboszczowi: chodzą wieści, że św. Hildegarda zostanie doktorem Kościoła. Może i ja zrobię doktorat? I tak ja, legniczanka, jestem pierwszą w Polsce osobą z doktoratem z Hildegardowego działania.

    Jest też Pani jedyną w Polsce dyplomowaną terapeutką medycyny św. Hildegardy.

    Już chyba niejedyną, ale może pierwszą. Natomiast drugiego doktoratu z Hildegardy na pewno w Polsce nie ma.

    Wróćmy do kongresu. Kiedy Pani uznała, że był udany?

    Jak zobaczyłam radość ludzi. Tu nikt się nie nudził, nikt nie przysypiał, jak zdarza się na innych kongresach. No bo tak: na naszych spotkaniach są wizje św. Hildegardy, jest muzyka, jest czas na herbatkę, kawę, ciasteczko orkiszowe – tak staramy się pokazać tę hildegardową harmonię. A potem przychodzi czas na dobre jedzenie, na lawendowe wino według Hildegardowej receptury, i od nowa – rozmowy, wspólne bycie ze sobą, koncert. Stąd ludzie nie chcą wychodzić!

    Ten kongres tym jednak różnił się od pierwszego, że zapadły na nim kluczowe decyzje o przyszłości Stowarzyszenia św. Hildegardy.

    Rzeczywiście, mieliśmy tu walne zebranie, wybieraliśmy nowe władze. Zapadła także decyzja o wydawaniu czasopisma, które będzie pomagało w szerzeniu dzieła św. Hildegardy. To jest cel stowarzyszenia. Chcemy także pomóc uaktywnić środowiska, które już to dzieło propagują.

    Może więc w przyszłości Legnica nie będzie już tak jednoznaczną stolicą św. Hildegardy w Polsce.

    Ten kongres chciano już organizować gdzie indziej! Ale ja jestem legniczanką i na razie kongresy są tu. (śmiech) Tu jest siedziba stowarzyszenia i centrum i mam nadzieję, że tak pozostanie. Choć nie wykluczam, że pojawią się nowe potrzeby.•

    Tutaj wszystko się zaczęło

    II Ogólnopolski Kongres św. Hildegardy odbył się w miniony weekend w Centrum Spotkań im. Jana Pawła II w Legnicy. Wzięło w nim udział kilkaset osób, głównie ekspertów i sympatyków dzieła św. Hildegardy z Polski i kilku krajów europejskich. Od ubiegłego roku w Legnicy działa Polskie Towarzystwo Przyjaciół św. Hildegardy, tu też mieści się Polskie Centrum św. Hildegardy oraz działa stowarzyszenie „Krąg Przyjaciół św. Hildegardy”.

    «« | « | 1 | » | »»
    oceń artykuł

    Zobacz także

    , aby komentować lub podaj nazwę wyświetlaną
    Gość

      Reklama

      Zapisane na później

      Pobieranie listy

      Reklama

      przewiń w dół